MEN chce się pozbyć „problematycznych” dzieci ze szkół. Komu zaszkodzą zmiany w prawie?
Nie – grzeczne dzieci
MEN wpadł na pomysł, jak pozbyć się ze szkół dzieci „sprawiających trudności wychowawcze, niedostosowanych społecznie”. Kosztem naprawdę chorych.
MEN chce się pozbyć „problematycznych” dzieci ze szkół.
Pixabay

MEN chce się pozbyć „problematycznych” dzieci ze szkół.

Od września 2017 r. ma nie być już możliwe łączenie indywidualnych lekcji prowadzonych w szkole lub w domu z zajęciami z klasą, w szkole.

MEN przekonuje, że zamierza jedynie ukrócić patologię: wykorzystywanie orzeczeń, zaprojektowanych na potrzeby uczniów łamiących nogi czy ulegających wypadkom przez inne dzieci – takie, które z różnych powodów nie podołałyby normalnemu trybowi nauki. Nie dałyby rady wysiedzieć pełnej liczy godzin, uczestniczyć we wszystkich zajęciach, wejść pomiędzy rówieśników na tych samych co oni zasadach. MEN mówi: niech szkoły bardziej się postarają, zaangażują wychowawczo, usuną bariery architektoniczne i włączą dzieci w życie klas. W innych wypadkach – do domów! Względnie do szkół specjalnych.

W kogo uderzą propozycje MEN?

W praktyce owe „sprawiające trudności, niedostosowane społecznie” okazują się dziećmi z autyzmem, zespołem Aspergera, zespołem Pradera i dziesiątkami innych przypadłości. Większość z dzieci, jeśli bywa niebezpieczna, to dla siebie. Część reaguje agresją, kiedy bodźców jest za dużo. Po to właśnie psychologowie zalecają kształcenie indywidualne – żeby kontaktu z innymi dziećmi nie było więcej, niż te dzieci mogą unieść. Rykoszetem oberwą uczniowie z przeróżnymi innymi chorobami – od depresji po nowotwory – którym stan zdrowia pozwala uczestniczyć w zajęciach szkolnych tylko w ograniczonym zakresie.

Oberwą dzieci wiejskie – tam nie ma nawet szkół specjalnych, które mogliby rozważać rodzice, za to czasem można znaleźć fantastycznych pedagogów, którzy radzą sobie z trudnymi przypadkami, jak im dotychczas pozwalał system. Takim dzieckiem jest Kuba ze szkoły w Dzierżążnie na Kaszubach: dzięki wysiłkom nauczycielki i mamy stopniami nie odbiega od średniej, z matematyki jest nawet wśród lepszych w klasie. Ale najbardziej liczy się ze zdaniem rówieśników, 8-latków. Ostatnio na wuefie klasa biła mu brawo: Kuba zrobił coś, czego dotychczas nie umiał. Mama Kuby szczególnie cieszyła się z reformy gimnazjalnej; chłopiec, mimo że jest w intelektualnej normie, nie podołałby przenosinom – nowy budynek, nowe dzieci, za trudne dla niego. Wydawało się jednak, że wszystko idzie ku dobremu. A teraz pat.

Orzeczenie o potrzebie nauczania indywidualnego ma ponad 20 tys. dzieci w Polsce. Nawet jeśli MEN uważa, że prawo jest nadużywane, a dzieci są „po prostu niegrzeczne”, przepycha się je przez szkoły kosztem innych uczniów, obniżając poprzeczkę tym pierwszym, była możliwość, żeby się tym zająć. Przecież w planach jest zmiana podstaw orzekania o niepełnosprawnościach. Można by wówczas ustalić zasady, tworzyć kryteria. Zamiast wylewania Kuby z kąpielą.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj