Polska wreszcie przoduje w Unii. Szkoda, że chodzi o homofobię
Wśród państw europejskich gorzej jest tylko na Litwie i Łotwie (zajmują wspólnie ostatnie miejsce).
Cecylia Jakubczak, Kampania Przeciw Homofobii
KPH/mat. pr.

Cecylia Jakubczak, Kampania Przeciw Homofobii

Tęczowa mapa Europy 2017
KPH/mat. pr.

Tęczowa mapa Europy 2017

W Międzynarodowy Dzień Walki z Homo-, Bi- i Transfobią opublikowano wyniki najnowszego rankingu ILGA-Europe – najważniejszego badania analizującego poziom równouprawnienia osób LGBTI w Europie.

Z raportu wypływa smutny wniosek: przodujemy w europejskiej homofobii. Polska zajmuje przedostatnie miejsce w rankingu równouprawnienia w UE. Gorzej jest tylko na Litwie i Łotwie (zajmują wspólnie ostatnie miejsce).

Od czterech lat (spadek zaczął się za rządów Donalda Tuska i był kontynuowany za rządów Ewy Kopacz) Polska systematycznie obniżała swoją pozycję. W 2013 r. zajęliśmy 23. miejsce, w latach 2014–2015 spadliśmy na miejsce 24.

Liderem rankingu pozostaje katolicka Malta. Na podium znalazła się również Norwegia (78 pkt). Trzecie miejsce zyskała Wielka Brytania (73 pkt). Polskę od zwycięzcy rankingu dzieli aż 70 punktów. Zdecydowanie bliżej nam do Rosji, w której obowiązuje prawo zakazujące „propagowania homoseksualizmu”.

Nie zmieniamy, więc jest coraz gorzej

Spadek wynika głównie z tego, że w Polsce nie następuje legislacyjna zmiana, która miałaby uczynić prawo bardziej przyjazne osobom LGBT i uwzględniała ich problemy oraz potrzeby.

Tymczasem w 2016 r. wiele krajów Europy Zachodniej odnotowało znaczący wzrost poziomu równouprawnienia.

Kiedy Norwegia wprowadziła możliwość szybkiego i łatwego dostępu do procedury uznania płci, która pozwala samodzielnie decydować o swojej tożsamości płciowej, a Francja, w której po wielu latach usunięto przepisy zmuszające osoby trans do sterylizacji podczas korekty płci, w Polsce Andrzej Duda wyrzucił do kosza ustawę Anny Grodzkiej o uzgodnieniu płci.

Kiedy w 2016 r. prawo do zawierania związków dostały pary jednopłciowe w Grecji, na Cyprze, we Włoszech i w Estonii, a prawo pozwalające parom nieheteronormatywnym na adopcje zostało wprowadzone w Portugalii i Szwajcarii, u nas politycy partii rządzącej przygotowywali uchwałę wzywająca Sejm do zagwarantowania tożsamości małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety.

Można by wymieniać dalej: pierwsze w 20-letniej historii KPH homofobiczne ataki na biuro organizacji oraz odmowa zmiany krajowych przepisów wpisujących orientację seksualną i tożsamość płciową jako motywów przestępstw z nienawiści. Parom, które zdecydowały się na zawarcie związków partnerskich za granicą, odmawia się dzieciom wydania paszportu tylko dlatego, że ma dwie mamy lub dwóch ojców.

W 2014 r. w czasie dyskusji nad wprowadzeniem małżeństw jednopłciowych w Wielkiej Brytanii David Cameron powiedział: „Kiedyś, przemawiając na konferencji konserwatystów, powiedziałem, że nie powinno mieć znaczenia to, czy w związek angażują się mężczyzna z kobietą, kobieta z kobietą, czy mężczyzna z innym mężczyzną. Zebrałem od was za te słowa brawa. Teraz, pięć lat później, omawiamy kwestię legalizacji małżeństw jednopłciowych. Każdemu, kto ma wątpliwości, mówię: tak, chodzi o równość, ale chodzi też o coś innego, o zobowiązania. Konserwatyści wierzą w więzy, które nas łączą, w społeczeństwo, które jest silniejsze, gdy składamy sobie śluby i wspieramy się nawzajem. W związku z tym nie popieram małżeństw jednopłciowych pomimo bycia konserwatystą, popieram je, bo jestem konserwatystą”.

Czy polscy politycy zrozumieją kiedyś to przesłanie?

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj