Skarby królowej Bony

Jak oskubano Bonę i Koronę
Bona Sforza, wdowa po królu Zygmuncie I, powróciła do rodzinnego Bari ze znaczną sumą pieniędzy. Na miejscu wdała się w kiepskie interesy, które przywiodły ją do śmierci. A sumy neapolitańskie stały się synonimem ogromnych wierzytelności nie do odzyskania.
Pappacoda, człowiek, ktoremu Bona ufała, podaje jej „balsam św. Mikołaja”, czyli wolno działającą truciznę. Obraz Jana Matejki.
Wikipedia

Pappacoda, człowiek, ktoremu Bona ufała, podaje jej „balsam św. Mikołaja”, czyli wolno działającą truciznę. Obraz Jana Matejki.

Portret Bony z II połowy XVI wieku.
Roger Viollet/EAST NEWS

Portret Bony z II połowy XVI wieku.

Zamek w Bari, miejsce zgonu Bony.
Riccardo Cambiassi/Wikipedia

Zamek w Bari, miejsce zgonu Bony.

Król Zygmunt August, jadąc w styczniu 1556 r. z Wilna na zrękowiny siostry Zofii, zobaczył w Warszawie 24 załadowane wozy królowej matki Bony. Zaprzężonych było do nich po sześć koni, więc musiały ciągnąć ogromne ciężary. Królowa, po śmierci męża Zygmunta I opuszczona niemal przez wszystkich, była gotowa do powrotu do Włoch. To jednak wymagało zgody władz.

Biskup krakowski Andrzej Zebrzydowski i inni senatorowie, by powstrzymać Bonę przed opuszczeniem Polski, nakazali w Warszawie ogłosić „edykt na rynku, iżby żaden człowiek z królową jechać nie śmiał”, pisał Łukasz Górnicki. Szło nie tyle o królową, ile o pieniądze: wszystkim było wiadome, że wraz z Boną wyjadą z Polski ogromne skarby.

Uzyskała je z gospodarowania na ogromnych połaciach ziem litewskich i polskich. Dzięki łaskawości męża, który szybko dostrzegł jej ekonomiczne umiejętności i pazerność, Bona wykupywała zastawione królewszczyzny, tworząc niemal udzielną domenę. Swe państwo w państwie potrafiła doprowadzić do rozkwitu, przy okazji wyciskając z tych dóbr tyle, ile się dało. Niekiedy  jak w przypadku podolskiego Rowu, który przemianowała na Bar, czy najbogatszego starostwa samborskiego, czy też w sprawie przejęcia Mazowsza za życia księżniczki Anny  królowa działała na pograniczu prawa. Wojna kokosza, czyli rokosz szlachty w 1537 r., był w znacznej mierze wymierzony właśnie w szarogęszenie się Bony i wynikał z obawy herbowych przed bezprawiem w majestacie władzy królewskiej. W samej Koronie dobra królowej liczyły 50 miast i 450 wsi.

Srebro, złoto, drogie kamianie

Bona była bez wątpienia osobowością wymuszającą posłuch. Ale jej awantury i krzyki działały na krótką metę. Syn, nawet jako król, obawiał się matki; jeśli już musiał ją odwiedzić, czynił to w rękawiczkach z obawy przed otruciem; ten motyw lęku przed trucizną pojawiał się często w jego listach, m.in. za życia ukochanej Barbary Radziwiłłówny. Przy całej swej neurotycznej przenikliwości Bona nie zdołała jednak pojąć, że jej pozycja jest jedynie funkcją pozycji króla-męża. Chcąc ją utrzymać, musiałaby dogadać się z synem, wieloma senatorami i przywódcami szlacheckimi. A to przerastało wolę i możliwości osobowościowe Bony.

Została więc w Rzeczpospolitej sama na Mazowszu, w otoczeniu trzech córek, których nie wydawała za mąż. Kolejna próba porozumienia z synem nie powiodła się: króla nie wzruszyło nawet jedno oko matki, bezustannie lejące łzy. Wtedy królowa oznajmiła o swej woli wyjazdu na kurację do Abano pod Padwą.

Wyjazdowi byli nade wszystko przeciwni senatorowie. „Panowie obawiają się, żeby królowa nie zawiodła imion tych [oddała dobra, mienie swe] komu obcemu, na które ma przywileje”, relacjonowała królowa węgierska Izabela Jagiellonka Zygmuntowi Augustowi. Także hetman Jan Tarnowski przestrzegał króla przed wypływem pieniędzy z dóbr Bony do Italii. „Bo to umieją Włoszkowie (...) o to starać, a do tego przychodzić, czego im potrzeba, jako się też tu z nami Jej M. obchodzi”, pisał do króla o umiejętnościach jego matki i Włochów w dochodzeniu do majątków.

Ale regina senex była zdeterminowana. Wydarzenia pamiętnej nocy z końca stycznia i początku lutego 1556 r. miały dramaturgię niczym z powieści Aleksandra Dumasa: załadowane wozy czekały w Warszawie przed zamkiem, podczas gdy Bona dwoiła się i troiła przekupując dniem i nocą senatorów. „Z osobna do każdego pana poselstwo wysłała, a do pięknych słów były i upominki do niektórych senatorów, tak iż ostatek dnia tego i wielką część nocy na tym strawiła”, pisał Łukasz Górnicki. A kronikarz Marcin Bielski dodawał: „Niektóre pany przez jedną noc barzo odmieniła; nie wiem, czy modlitwą jaką, czy upominki, bo tak powiedają, że onych czasów nieradzi ludzie zarzucali, gdy im co dawano”. Do jednego tylko ważnego urzędnika Bona nie wysłała swego posła, do podkanclerzego Jana Przerębskiego, wiedząc, że nie zdoła go przekupić. Król usłyszawszy jednak od Izabeli o lamencie matki, orzekł, że „lepiej ją puścić”, co zlecono nowemu kanclerzowi Janowi Ocieskiemu. Tenże zgodził się opieczętować litterae passus, czyli paszport Bony, i kazał odwołać edykt ogłoszony na rynku.

„Rychło barzo po tym edykcie wyprawiła przed sobą królowa Wilgę, starostę ostrołęckiego, z wozy skarbnymi nałożonymi srebrem, złotem i drogimi klejnoty, których wozów było 24, a w każdym poszóstne wodniki”, opisywał Górnicki. Wedle tego przekazu starosta wysyłał przodem heroldów do zamków z nadzieją, że jakiś możny zdecyduje się wreszcie zatrzymać wywożone przez Bonę ogromne skarby. „Nie był nikt, kto by się ważył tego”, zasmucił się kronikarz.

Powrót do Włoch

Wyjazd Bony z Warszawy nastąpił 1 lutego 1556 r. „o ósmej na półzegarzu, mszy śpiewanej wysłuchawszy, raczyła wyjechać”, raportował królowi pisarz skarbowy Rafał Wargowski. Żegnały ją zapłakane córki, ale tylko Izabela towarzyszyła matce poza Warszawę. Oczywiście wyjazdowi towarzyszyły plotki: Antoni Bulifon w „Giornali di Napoli del 1547 al 1706” za powód wyjazdu Bony podał, „iż była bardzo zakochana w Janie Wawrzyńcu Pappacodzie, szlachcicu neapolitańskim, swym dworzaninie”. Ponadto wozy Bony wcale nie były załadowane złotem, ale kosztownościami i precjozami, w tym wazami antycznymi. Zapobiegliwa królowa już przedtem wysłała cichcem i zdeponowała złoto w Wenecji. Obawiano się napaści 150-osobowej bandy szykującej się ponoć do ataku na konwój królowej, więc zaprzęgi z kosztownościami chronione były przez kasztelana sandomierskiego Stanisława Maciejowskiego i innych. Na granicy kasztelan przemyski Piotr Boratyński „żegnał od króla, syna jej i od królewien rzecz uczyniwszy bardzo żałosną, królowa jęła srodze płakać i nie mogąc nic przemówić od płaczu, kazała zaraz jechać”.

W Wiedniu Bona została powitana uroczyście salwami armatnimi przez króla Ferdynanda Habsburga, z którym rozmawiała o kwestiach węgierskich. Dziwne to było spotkanie, gdyż królowa uchodziła za niezłomnego wroga Habsburgów i tak też traktuje ją dotąd znaczna część polskiej historiografii. Ale gdy w grę wchodziły pieniądze i osobiste sprawy, Bona potrafiła porzucić wszelkie uprzedzenia.

W Padwie 27 marca 1556 r. powitali królową kardynałowie Otto Truchsess i Hipolit d’Este. Tamże mogła skorzystać z leczniczych wód w Abano, a Pappacoda pozyskał lekarza Jana Antoniego di Matera. Ze słynnej uczelnią Padwy było też niedaleko do Wenecji, gdzie 26 kwietnia przyjmował Bonę senat i skąd odprawiła swój polski dwór do Rzeczpospolitej. Do Bari płynęła morzem w maju 1556 r. w otoczeniu sześciu galer i samych Włochów, co stanie się jej największym błędem w życiu.

Do rodzinnego księstwa dotarła 13 maja 1556 r. witana entuzjastycznie. Po czym entuzjazm Bony zgasł. Zobaczyła zamek zaniedbany w otoczeniu nowych ludzi. Nadal pełna wigoru zaplanowała jednak przywrócenie mu świetności i wzmocnienie murów przed Turkami. Zaczęła też wykupywać okoliczne dobra od baronów. Chciała nadal uczestniczyć w wielkiej polityce, dlatego przyjęła dwóch posłów króla Hiszpanii Filipa II Habsburga, mających wybadać, czy Bona, zagniewana na syna, króla Polski, nie byłaby skłonna oddać Hiszpanii włoskich księstw...

Bona odmówiła, a z odległości Bari szybko pojęła, że sprawy polskie nie są jej tak obojętne, jak jej się zdawało. Przypomniał też o sobie syn Zygmunt August, obawiając się, że matka może przehandlować jego spadek, czyli księstwa Bari i Rossano. Nawiązała się między nimi korespondencja i przez Zygmunta Fanellego, Ludovico Monthio i markizę del Vasto Marię d’Aragonę król polski namawiał Bonę do powrotu, „przyrzekając jej zwrot wszystkich majętności, które miała w Polsce”.

Balsam św. Mikołaja

Ale królowa nieopatrznie uległa innym namowom: udzielenia pożyczki księciu Albie, wicekrólowi Neapolu, za czym opowiadał się Filip II. Hiszpania toczyła wtedy ciężkie walki z Francuzami o Neapol i pieniądze były jej bardzo potrzebne. Pożyczona przez Bonę suma była zawrotna: 430 tys. złotych dukatów ważących ponoć 1,5 tony. Jednakże królowa nie była naiwna i 23 września oraz 5 grudnia 1556 r. zabezpieczyła wierzytelność na 10 proc. dochodów z cła w Foggia, co dawało jej 43 tys. dukatów rocznie. A pożyczki udzieliła po to, by uzyskać od Filipa II Królestwo Neapolu.

Rozczarowała się szybko: przekupstwo we Włoszech i Hiszpanii stało się normalną bronią politycznego działania; złośliwości tutejsze były jeszcze gęstsze niż weredyczne mowy Polaków i Litwinów. Bona zaczęła się wahać, zamierzając wycofać się z obietnic danych królowi Hiszpanii przekazania Bari i Rossano. W marcu 1557 r. wysłała do Filipa II biskupa Bikonto Korneliusza Musso prawdopodobnie z odmową zapisu swych księstw na rzecz korony hiszpańskiej.

Tym samym dostała się w wir spisków, od których w Rzeczpospolitej odwykła, pomimo że sama je usiłowała kreować. Przekazanie zawrotnych sum neapolitańskich koronie hiszpańskiej wzbudziło nie tylko zawiść, ale i apetyt na kosztowności i dukaty Bony. Do udzielenia pożyczki królowa wyznaczała, jak wiemy, najbardziej zaufanego dworzanina Jana Wawrzyńca Pappacodę. Ale po zawarciu transakcji neapolitańskiej Bonę owładnęły nagłe podejrzenia co do jego rzeczywistej roli. Kazała go śledzić. Bieg dramatycznych wypadków znamy dość dokładnie z dokumentów zachowanych w archiwum Wenecji w kopiariuszu członka weneckiej Rady Dziesięciu Jakuba Contariniego, które zostały zbadane przez Stanisława Cynarskiego.

Bona nieopatrznie zwierzyła się swej pokojówce Marii Arcamone z chęci powrotu do Polski. Jak się wydaje, przyśpieszyło to plan usunięcia niewygodnej królowej. W październiku 1557 r. Bona pisała w liście, że dzięki Bogu jest w dobrym zdrowiu. I nagle 8 listopada zapadła na katar i dolegliwości gastryczne. Miała 63 lata: sześciu lekarzy sprowadzonych do Bari stało bezradnie nad łożem.

Wszystko wskazuje na to, że Pappacoda był na usługach Habsburgów. Postać to paskudnie sprzedajna: przekupiony przez niego lekarz di Matera podał królowej wolno działającą truciznę, drugą porcję wręczył kuchmistrz Paweł Matrillo. Była to tzw. manna, „balsam św. Mikołaja”. Lekarz, który wychylił przy Bonie kielich z trucizną, osunął się niebawem na ziemię. Pappacoda znał odtrutkę, ale nie zastosował jej ani wobec lekarza, ani królowej. Za to 17 listopada sprowadził notariusza Marka Wincentego de Baldis z gotowym testamentem przekazującym księstwo i dobra Bari i Rossano, Ostuni, Grottaglie i Monteserico Filipowi Habsburgowi. Główny spadkobierca wymieniony w testamencie  Zygmunt August  miał zadowolić się częścią kosztowności i srebra oraz dokumentami. Izabela miała dostawać 10 tys. dukatów rocznie, a inne córki jednorazowo po 50 tys. dukatów. Na wpół przytomna królowa podpisała 17 listopada ów testament wydziedziczający de facto Zygmunta Augusta i córki Bony z księstw i dóbr włoskich.

Jednakże następnego dnia poczuła się lepiej. Wróciło poczucie rodzinnej solidarności. Nakazała całemu dworowi modlić się za nią, po czym podyktowała sekretarzowi Kancelarii Bari z uprawnieniami notariusza papieskiego Scypionowi Catapaniemu nowy testament. Dobra włoskie przekazała tym razem synowi, córki dostały po 50 tys. dukatów, Pappacoda otrzymał mniejszą kwotę.

Tymczasem trucizna zrobiła ostatecznie swoje i 19 listopada 1557 r., o czwartej nad ranem, sparaliżowana Bona umarła. Pappacoda, silny poparciem Habsburgów, zlikwidował świadków, którymi byli kuchmistrz Matrillo, paź królowej Serafino, majordom Jan oraz pisarza Romenelli. Sam zrabował zamek i z aktem notariusza Catapaniego uciekł z Bari.

Sumy neapolitańskie

W Polsce nie przejęto się zbytnio tragiczną śmiercią nielubianej Bony; otrucie potraktowano raczej jako wyrównanie rachunku krzywd za jej domniemane otrucia i łupiestwa w Polsce. Najbardziej żałowano straconych bogactw. Samym królem śmierć matki wstrząsnęła, gdyż odległość i brak swoistego zagrożenia z jej strony zagoiły szybko dawne rany i ukoiły traumy. Król Zygmunt August z ogromną energią i uporem podjął starania przez swego agenta Zygmunta Fanellego oraz wytrawnych prawników i dyplomatów o odzyskanie Bari, Rossano i sum neapolitańskich. Interweniował w Rzymie, Madrycie, Wiedniu, Wenecji. Jednakże urzędnicy w Bari już rozdrapali większą część gotowizny wartości 200 tys. złotych dukatów, a przekupiony przez Hiszpanów Catapani oświadczył, że ostatni testament Bony jest fałszywy, gdyż został sporządzony wskutek nacisku dworu polskiego! Poseł Jan Baptysta Puccini, Włoch na polskich usługach, dotarł do Italii znacznie później i nie mógł wywrzeć presji na Catapaniego.

Próba przekonania cesarza Ferdynanda I do racji polskich przez kolejnego posła Marcina Kromera przekształciła się w wielki spór jagiellońsko-habsburski. Tymczasem Pappacoda obrastał w dobra i tytuły mianowany przez Filipa II margrabią Capurso i kasztelanem Bari. Przed księciem Alby przyznał, że „przez śmierć polskiej królowej wywiązał się z obietnicy uczynionej dworowi króla J.M. Katolickiego” Filipa II. Tymczasem Habsburg zapewniał Zygmunta Augusta o przyjaźni, a wyjątkowe nadania dla Pappacody tłumaczył chęcią wynagrodzenia „za jego szczególną wierność Bonie”.

Król polski odzyskał ledwie znikomą część ogromnych dochodów Bony. Sumy neapolitańskie weszły więc do języka polskiego jako synonim ogromnych wierzytelności nie do odzyskania.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną