Tropiciele syjonizmu
Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald było chyba najbardziej tajemniczą organizacją działającą w ostatniej dekadzie PRL. Próbowało łączyć idee komunistyczne i narodowe, kamuflując antysemityzm pod hasłem walki z syjonizmem.
Reżyser Bohdan Poręba („Hubal”) był najbardziej znaną twarzą Zjednoczenia Grunwald.
Witold Rozmysłowicz/PAP

Reżyser Bohdan Poręba („Hubal”) był najbardziej znaną twarzą Zjednoczenia Grunwald.

Biuletyn Zjednoczenia Grunwald
AN

Biuletyn Zjednoczenia Grunwald

Założycielski wiec ZP Grunwald (formalnie zarejestrowanego pózniej) odbył sie 8 marca 1981 r. przed gmachem mieszczącym kiedyś MBP.
Janusz Fila/Forum

Założycielski wiec ZP Grunwald (formalnie zarejestrowanego pózniej) odbył sie 8 marca 1981 r. przed gmachem mieszczącym kiedyś MBP.

Organizacja została założona pod koniec 1980 r. w Krakowie przez kombatantów i kadrę oficerską Ludowego Wojska Polskiego. Jej twórcami byli m.in. Zdzisław Ciesiołkiewicz (autor antysemickiego paszkwilu „Inwazja upiorów 1944–1970. O wkładzie szowinistów żydowskich do historii współczesnej Polski”), Kazimierz Ćwójda, wyrzucony z wojska 1968 r. za postawę zbyt antysemicką (sic!), oraz reżyser Bohdan Poręba.

Ugrupowanie grunwaldczyków jako stowarzyszenie zostało zarejestrowane 25 kwietnia 1981 r. Jednak półtora miesiąca wcześniej odbyła się najważniejsza i najgłośniejsza impreza w całej historii Zjednoczenia: wiec 8 marca 1981 r. przed byłym gmachem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Gdy na Uniwersytecie Warszawskim o godz. 12 rozpoczęły się uroczystości 13 rocznicy wydarzeń marcowych, mające na celu upamiętnienie ofiar antysemickich represji, na ul. Koszykowej rozpoczynał się apel ZP Grunwald.

Ulotki nawołujące do wzięcia udziału w „patriotycznej” demonstracji pojawiły się w Warszawie na początku marca. Sympatycy Zjednoczenia zaopatrzyli się w transparenty z „żydowsko brzmiącymi” nazwiskami sędziów i prokuratorów stalinowskich, wśród których nie zabrakło Stefana Michnika. Nawiązanie do brata znanego opozycjonisty było bez wątpienia celowe. Na placu zainstalowano dwie tablice, jedna zawierała nazwiska ofiar procesów sądowych, a druga „wykaz zbrodniarzy”. Do kilkuset zgromadzonych ludzi przemawiali Kazimierz Ćwójda, były komendant okręgu śląskiego Armii Krajowej Zygmunt Walter-Janke, przedwojenny działacz Stronnictwa Pracy Kazimierz Studentowicz, oficer Korpusu Bezpieczeństwa Tadeusz Bednarczyk oraz Bohdan Poręba. Wiec przedstawiono jako „Apel poległych i zamęczonych”. Celem było złożenie hołdu ofiarom stalinizmu, ujawnienie nazwisk sądowych zbrodniarzy i ich rodowodu, czyli żydowskiego pochodzenia.

Mimo że grunwaldowski wiec pozornie miał charakter martyrologiczny, głównym motywem mówców było przedstawienie stalinowskich „syjonistów” – szowinistów żydowskich, czy wręcz bez używania przenośni, jak to było w przypadku Bednarczyka – Żydów jako sprawców całego zła w najnowszej historii Polski. Przemawiający ostrzegali Polaków przed „farbowanymi lisami” w osobach dawnych komandosów i emigrantów Marca ’68 – jako tych, którzy mieli w ramach Komitetu Obrony Robotników wprowadzić w Polsce na nowo stalinizm.

Demonstracja Grunwaldu wywołała oburzenie zarówno opozycji, jak i liberalnego skrzydła w PZPR. Przeciwko szermowaniu hasłami nacjonalistycznymi protestowały redakcje gazet, m.in. „Życia Warszawy”, „Gazety Krakowskiej” i POLITYKI. Dużo miejsca Zjednoczeniu poświęcała prasa solidarnościowa. Publikowano listy otwarte, np. byłych akowców, przeciwko wykorzystywaniu ksenofobii i antysemityzmu w walce politycznej. W Paryżu i Waszyngtonie przedstawiciele organizacji żydowskich zgłosili się na rozmowy do polskich ambasadorów, a departament stanu USA wyraził nadzieję, że „rząd PRL publicznie wyrazi swoją dezaprobatę dla antysemickich poczynań, jakie ostatnio miały miejsce”. O wiecu informowały także gazety francuskie, brytyjskie, włoskie i prasa NRD.

Pozytywnie demonstrację Grunwaldu oceniali pryncypialni członkowie partii. Stojący na czele warszawskiego komitetu PZPR Stanisław Kociołek określił ją jako „wydarzenie taktycznie (…) pożyteczne”. Z kolei I sekretarz KC Stanisław Kania uznał, że impreza Grunwaldu miała niejednoznaczną wymowę, „nie tylko przeciw syjonizmowi, ale i przeciw SB. Była to impreza potrzebna, ale nie można z tego robić nowego »sanktuarium«”.

Co ciekawe, w wywiadzie opublikowanym w „Życiu Warszawy” od demonstracji grunwaldczyków odciął się Mieczysław Moczar, nie przecinając jednak plotek o narodowo-komunistycznym rodowodzie stowarzyszenia. Zapewne wskutek nacisków zagranicznych, Kania ostatecznie publicznie odżegnał się od popierania Grunwaldu: „Trzeba z całą mocą podkreślić, że nie mamy żadnego zamiaru, ani nie dopuszczamy na chwilę możliwości, by czerpać dla jakichkolwiek celów ze źródeł antysemityzmu. Nieczyste są to źródła, zawsze były obce komunistom i sprzeczne są z tradycjami i z tragicznymi doświadczeniami naszego narodu”. Mimo tego oświadczenia, władze partyjne nie zamierzały likwidować Zjednoczenia, wręcz zaczęły je wspierać.

W praktyce Służba Bezpieczeństwa od początku kontrolowała tworzenie stowarzyszenia. W dwa dni po wiecu 8 marca dyrektor III Departamentu MSW płk Henryk Walczyński zanotował: „Przy zachowaniu wpływu na ZP i ścisłej kontroli osób niezbyt odpowiedzialnych i ekstremistycznych organizacja ta może się okazać taktycznie przydatna. Wszelka natomiast utrata kontroli może przynieść z jej strony dużo szkody w skomplikowanej i niezrównoważonej sytuacji wewnętrznej i na forum zagranicznym. (…) Istnieją obecnie możliwości ograniczonej inspiracji i kontroli działania ZP »Grunwald« ze strony Departamentu III”.

Kierownictwo partyjne uznało, że można wykorzystać antysemicki straszak Grunwaldu do dyskredytowania KOR i Solidarności. Dlatego MSW na polecenie partii wspomagało finansowo działalność ugrupowania. W przeciwieństwie do wielu innych organizacji – Grunwald nie został zawieszony podczas stanu wojennego, co mogło świadczyć o dużym zaufaniu ekipy gen. Jaruzelskiego. Jednak awanturnicze i antysemickie wyskoki członków Zjednoczenia powodowały, że aparat bezpieczeństwa z dystansem patrzył na niekontrolowaną działalność Grunwaldu. Świadczyła o tym sprawa o kryptonimie „Patrioci”, której celem była inwigilacja katowickiego oddziału stowarzyszenia.

Program polityczny grunwaldczyków był bardzo ogólny. Szeroko propagowano hasła patriotyzmu i wychowania młodzieży „w duchu braterstwa narodów, poczucia godności osobistej Polaka”. Członkowie organizacji jako główne zagrożenie dla socjalistycznej ojczyzny wskazywali niemiecki rewizjonizm, kosmopolityzm i syjonizm, którego przedstawicielami byli według nich Mieczysław Rakowski, Hieronim Kubiak, Jerzy Wiatr czy Adam Schaff.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną