Historia

Być muzykiem i przetrwać wojnę

Życie muzyczne w okupowanej Warszawie

Program okupacyjnego koncertu charytatywnej Rady Głównej Opiekuńczej. Program okupacyjnego koncertu charytatywnej Rady Głównej Opiekuńczej. AN
Polacy pod okupacją hitlerowską mieli status podludzi. Mimo to życie muzyczne w okupowanej Warszawie bynajmniej nie upadło. Jak to było możliwe?
Muzycy: Andrzej Panufnik, Eugenia Umińska i Witold Lutosławski w Stawisku, 1942 r.Muzeum w Stawisku/Fotonova Muzycy: Andrzej Panufnik, Eugenia Umińska i Witold Lutosławski w Stawisku, 1942 r.

Gmachy Filharmonii i Opery Warszawskiej zostały zbombardowane już na samym początku wojny, wszelkie polskie zespoły zostały rozwiązane; żydowscy muzycy trafili z czasem do getta. Wedle wytycznych NSDAP, powstałych w listopadzie 1939 r., Polakom nie wolno było organizować koncertów.

Co pozostało muzykom? Część zmieniła zawód, część próbowała kontynuować jego uprawianie w zespołach ulicznych, w których uczestnictwo bywało niebezpieczne. Okupant zezwolił na muzykowanie w kawiarniach: mógł nad nimi sprawować nadzór i w razie czego przeprowadzić łapankę, a ponadto grywało się w nich lżejszy repertuar (dozwolony dla Polaków). Muzycy z czasem świetnie się nauczyli obchodzić zakazy. W miarę trwania okupacji rozwinęło się też podziemne życie koncertowe: konspiracyjne koncerty w mieszkaniach prywatnych. Mimo iż Niemcy wprowadzili zakaz wykonywania muzyki polskiej, ze szczególnym uwzględnieniem Chopina (mając w pamięci słowa ich rodaka Roberta Schumanna, który użył w stosunku do dzieł swego kolegi określenia „armaty ukryte w kwiatach”), na takich koncertach dokonywano nawet prawykonań nowych dzieł kompozytorów polskich, którzy wbrew zasadzie „inter arma silent Musae” nie zamilkli.

W polskim piśmiennictwie pojawiła się już niejedna praca dotycząca muzyki w czasie okupacji hitlerowskiej na ziemiach polskich, są również dostępne wspomnienia wielu świadków epoki, ale porozrzucane po rozmaitych wydawnictwach i archiwach (także dźwiękowych – Polskiego Radia). Nowy album Elżbiety Markowskiej i Katarzyny Naliwajek-Mazurek „Okupacyjne losy muzyków. Warszawa 1939–1945” (wyd. Towarzystwo im. Witolda Lutosławskiego) zbiera owe relacje i zdjęcia, grupując je wokół kilkunastu postaci.

Nie jest to pełny obraz, raczej część większej całości (np. cały obszar muzyki w getcie został poruszony tylko mimochodem we wspomnieniach Władysława Szpilmana, a była tam przecież nawet orkiestra symfoniczna prowadzona przez dawnego wiolonczelistę Filharmonii Warszawskiej Mariana Neuteicha), autorki zapowiadają jednak dalszy ciąg. Szczególny walor albumu polega na tym, że bohaterowie opowieści przemawiają tu własnym głosem albo też mówią o nich bliskie im osoby, świadkowie wydarzeń.

Kompozytorzy w kawiarniach

Mało kto wie, że polskie Państwo Podziemne wspierało kulturę. Jak wspominał kompozytor Roman Palester: „z chwilą zorganizowania agend podziemnego Delegata Rządu na Kraj wszyscy pisarze, artyści i naukowcy otrzymywali od rządu londyńskiego za pośrednictwem BiP [Biura Informacji i Propagandy – DS] stałe wsparcie. Wyglądało to tak, że co miesiąc dzwonił do mieszkania całkowicie obcy i nieznany, zawsze inny, młody człowiek, który dla takiego to i takiego pana zostawiał zalepioną kopertę z pieniędzmi (...), ta pomoc funkcjonowała niezawodnie w ciągu czterech lat”.

Twórcy mogli więc nadal pisać i komponować. Palester wspomina, że z wiadomych względów łatwiej było się skupić na kameralnych formach, co zresztą okazało się praktyczne dla wykonań domowych. Ale też w tych właśnie czasach – trudno uwierzyć – powstała żywiołowa Uwertura na orkiestrę symfoniczną Grażyny Bacewicz czy też – pisane częściowo pierwszą wojenną jesienią, a częściowo już w getcie – pogodne, utrzymane w stylu Gershwina Concertino na fortepian i orkiestrę Szpilmana. Pod koniec wojny były już możliwe koncerty symfoniczne organizowane przez Radę Główną Opiekuńczą w sali warszawskiego konserwatorium. Panufnik jako dyrygent prowadził tam w 1944 r. własne dzieła orkiestrowe: II Symfonię (zaginęła) i Uwerturę tragiczną (odtworzył ją z pamięci po wojnie).

Wsparcie jednak nie wystarczało, zwłaszcza jeśli twórca był obarczony rodziną. Kompozytorzy w większości działali zatem również jako wykonawcy. Popularny był duet fortepianowy Witolda Lutosławskiego i Andrzeja Panufnika; obaj, będąc zarazem znakomitymi pianistami i kompozytorami, opracowywali w sposób atrakcyjny dzieła klasyków. Spełniali więc zarówno wymagania, aby repertuar sprawiał przynajmniej wrażenie lżejszego (tym bardziej że obok dzieł Bacha, Mozarta czy Ravela umieszczali w programach swych występów parafrazy walców Schuberta i Johanna Straussa, a nawet utwory jazzowe), jak też oczekiwania ze strony publiczności, by posłuchać czegoś w dobrym gatunku. Jakiej jakości była to robota, możemy się domyślić choćby z jedynego zachowanego z tego repertuaru utworu – Wariacji na temat Paganiniego Witolda Lutosławskiego; wyniósł je w walizce z popowstaniowej Warszawy. Inne zapisy opracowań duetu niestety spłonęły.

Lutosławski występował też z członkami pamiętnego sprzed wojny chóru Dana i pieśniarzami kabaretowymi w znanej kawiarni Ziemiańska przy ul. Mazowieckiej. Naprzeciwko był inny lokal, Adria; tam właśnie zaczęli grać z Panufnikiem, przenosząc się później do kawiarni U Aktorek w Alejach Ujazdowskich, a następnie do Sztuki i Mody (czyli tzw. Simu) na placu Saskim (dziś plac Piłsudskiego). W tym ostatnim miejscu grali najdłużej, aż do 1944 r., i najambitniej; zdarzyło się nawet, że wraz z wybitną skrzypaczką Eugenią Umińską wykonali – rzeczywiście, zinstrumentalizowany bez udziału orkiestry – II Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego (łamiąc tym samym zakaz wykonywania muzyki polskiej).

Zagrali też parę razy w miejscu prowadzonym przez innego pianistę, a zarazem kompozytora, Bolesława Woytowicza. Był to Dom Sztuki, znany warszawski antykwariat i dom aukcyjny. Historia tego lokalu, o której Woytowicz opowiedział „Przeglądowi Lekarskiemu” oraz Polskiemu Radiu, jest pasjonująca. Artyście udało się wywalczyć za pomocą fortelu, że wbrew wszelkim zasadom można było tam wykonywać wyłącznie muzykę poważną. Wmawiał Niemcom, że ma wręcz przeciwne zamiary – na złość więc zakazali mu właśnie grania muzyki rozrywkowej. Ignorancja hitlerowskich urzędników bywała uderzająca: pewien służbista próbował wykreślić z programu utwór Webera. „Bo to Żyd”. – „Co? Carl Maria von Weber, szlachcic pruski, Żydem?” – zawstydził go pianista.

Mimo zakazu grania muzyki Chopina, którego Woytowicz skrzętnie przestrzegał – pewnego razu, i to akurat 3 maja, wręcz mu to nakazano. „Koncert był o 12:00 i przyszło wyjątkowo wielu Niemców. Może oni właśnie tego sobie życzyli, nie wiem. Pamiętam, że grałem Sonatę b-moll, z Marszem żałobnym, i można było sobie wyobrazić, jak przyjmą to Polacy, ale trudno było przewidzieć, jak zareagują Niemcy. A oni płakali, ryczeli na głos (...). Byli roztrzęsieni, po Sonacie wyszli i nigdy więcej już ich nie widziałem. (...). Pół godziny później otrzymałem telefon, że pod żadnym pozorem nie wolno więcej grać Chopina”.

Muzyczna konspiracja

Chopin rozbrzmiewał za to bez ograniczeń na koncertach prywatnych. Głównymi ich miejscami były mieszkania: dyrektora Fabryki Wedla Stefana Wiśniewskiego przy ul. Boduena, dr. Stanisława Gerleckiego na Marszałkowskiej, dr. Leszka Aleksandrowicza przy Chmielnej oraz Wandy i Czesława Olszewskich przy Polnej. Grywała tam cała czołówka: skrzypaczki Irena Dubiska i Eugenia Umińska, pianiści Jan Ekier i Jerzy Lefeld, zespoły kameralne – słynne było trio Wiłkomirscy (pianistka Maria i wiolonczelista Kazimierz) plus Umińska. Ta ostatnia skrzypaczka założyła też kwartet smyczkowy; drugim jego skrzypkiem był znakomicie zapowiadający się kompozytor Roman Padlewski, który później zginął w powstaniu warszawskim. Z kolei altowiolista Henryk Trzonek został rozstrzelany przez hitlerowców w 1943 r. Jego żona, wiolonczelistka Halina Kowalska, Żydówka na aryjskich papierach, do 1942 r. nie ukrywała się i również grała w kwartecie; po śmierci męża przechowywała się m.in. u Wiłkomirskich i Umińskiej. Był to łańcuch ludzkiej dobroci i solidarności podobny do tego, jaki objawił się w przypadku Władysława Szpilmana.

Umińska zresztą od pewnego momentu także musiała się ukrywać, ponieważ dyrygent Adam Dołżycki, kierujący koncertami w kawiarni Lardellego i nastawiony służalczo do Niemców, napisał na nią donos, że działa ona w ruchu oporu. Skrzypaczce dostarczono fałszywe dokumenty w bukiecie kwiatów wręczonych jej po koncercie, by mogła jak najszybciej uciec. Muzyka i konspiracja były blisko siebie: dochody z koncertów często przeznaczano na pomoc ukrywającym się.

Na prywatnych koncertach odbywały się prawykonania nowych utworów – Romana Padlewskiego, Romana Palestra, Konstantego Regameya. Parę z nich ocalało tylko dzięki temu, że BiP przesłało do Londynu ich mikrofilmy; zamiast nazwisk na partyturach wpisano pseudonimy. Padlewski podpisał się na swoim II Kwartecie smyczkowym „R. Kasztan”, a Palester na Sonacie na dwoje skrzypiec i fortepian – „Modrzew”.

Wybitnym konspiratorem okazał się przedwojenny dyrektor muzyczny Polskiego Radia Edmund Rudnicki – postać o niezwykle barwnym życiorysie. Pochodził z Krakowa, gdzie studiował filozofię na UJ; w 1914 r., gdy był studentem warszawskiego konserwatorium, został deportowany na Syberię, później przez Mandżurię dostał się do Japonii, wszędzie zarabiając jako muzyk – akompaniator, dyrygent, taper. W Japonii miał nawet epizod aktorski, a w końcu, już za wolnej Polski, pracował w polskim poselstwie w Tokio; ostatnim etapem jego wędrówki było Hollywood, dokąd pojechał, by nauczyć się techniki udźwiękowiania filmów. Gdy ostatecznie wrócił do Polski, trafił do Polskiego Radia. To on skompletował znakomitą ekipę, której część działała również po wojnie (m.in. późniejszy muzyczny redaktor naczelny Roman Jasiński i reżyser dźwięku Janusz Urbański) i założył orkiestrę radiową (protoplastkę dzisiejszej NOSPR), powierzając jej kierownictwo Grzegorzowi Fitelbergowi.

Zaraz po wybuchu wojny, przeprowadzając formalnie likwidację Polskiego Radia, zabezpieczał sprzęt do późniejszych konspiracyjnych działań. Włączył się z kolegami w struktury Państwa Podziemnego: zajmował się informacją i dokumentacją strat polskiej kultury muzycznej, organizował tajne koncerty, pomagał muzykom żydowskim i organizacjom konspiracyjnym. A sprzęt przydał się do uruchomienia powstańczej radiostacji „Błyskawica”. Niestety, walka w powstaniu warszawskim nie przysłużyła się jego powojennej karierze i do Polskiego Radia już po wojnie nie wrócił.

Koncerty odbywały się w Warszawie nawet podczas powstania. Pianista Jan Ekier do końca życia zachował kulę karabinową, która wpadła przez okno, kiedy na jednym z takich koncertów grał Chopina. Na jego niedawnym pogrzebie (żył 101 lat) zabrzmiała napisana przez niego dla AK popularna „Szturmówka”. Śpiewamy ją do dziś, podobnie jak „Warszawskie dzieci” Panufnika i „Marsz Mokotowa” Jana Markowskiego (brata znanego dyrygenta Andrzeja).

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną