Jak działały polskie sądy w Generalnym Gubernatorstwie

W togach, ale bez godła
W Generalnym Gubernatorstwie działały polskie sądy, orzekające wedle polskiego prawa. Jak funkcjonowały w systemie przemocy i bezprawia?
Sąd Grodzki w Krakowie, marzec 1940 r.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Sąd Grodzki w Krakowie, marzec 1940 r.

Od końca 1940 r. w Generalnym Gubernatorstwie działało 159 polskich sądów grodzkich w charakterze sądów pierwszej instancji, a ponadto wznowiły orzekanie odpowiednie polskie sądy okręgowe i apelacyjne.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Od końca 1940 r. w Generalnym Gubernatorstwie działało 159 polskich sądów grodzkich w charakterze sądów pierwszej instancji, a ponadto wznowiły orzekanie odpowiednie polskie sądy okręgowe i apelacyjne.

Już w kilka dni po zgnieceniu przez Wehrmacht ostatnich ognisk oporu polskiego wojska, 12 października 1939 r. wydany został dekret führera i kanclerza Rzeszy o administracji okupowanych polskich obszarów, powołujący do życia tzw. Generalne Gubernatorstwo, osobliwy twór quasi-państwowy. W dekrecie znalazł się ogólny zapis, że obowiązujące dotychczas polskie prawo pozostaje w mocy, o ile nie jest sprzeczne ze zwierzchnictwem Rzeszy. Formalnie system sądownictwa powszechnego w GG powołany został dwoma rozporządzeniami generalnego gubernatora Hansa Franka z 24 lutego 1940 r. o sądownictwie polskim w GG i o sądownictwie niemieckim w GG. W sądownictwie polskim obowiązywało polskie prawo z zastrzeżeniem: „o ile generalny gubernator nie postanowi inaczej”. Postępowania przed sądami polskimi toczyły się wyłącznie w języku polskim, także wszystkie pisma wnoszone były po polsku. W efekcie w Generalnym Gubernatorstwie stworzony został dualistyczny, polsko-niemiecki system wymiaru sprawiedliwości (o ile termin „wymiar sprawiedliwości”, nawet sensu largo, można uznać za adekwatnie oddający sytuację). Ponadto – co istotne – poza sądami powszechnymi (polskimi i niemieckimi) działały różnorodne specjalne, wojskowe i doraźne sądy niemieckie i inne organy quasi-sądowe, realizujące represyjną politykę okupacyjną.

Zasadne zdaje się wobec tego pytanie, dlaczego Niemcy w ogóle dopuścili stosowanie polskiego prawa i funkcjonowanie polskiego sądownictwa na terenie Generalnego Gubernatorstwa, nawet jeśli odbywało się to w mocno ograniczonym zakresie, pod całkowitym niemieckim zwierzchnictwem i z zachowaniem przez okupanta pełnej kontroli? Wydaje się, że zdecydowały o tym głównie względy praktyczne, a mianowicie konieczność zapewnienia warunków normalnego obrotu prawnego, co zapobiegało niebezpieczeństwu chaosu, a było tym bardziej ważne wobec dużego znaczenia strategicznego GG (w kontekście przygotowań do wojny z ZSRR) i jego gospodarczej przydatności w realizacji militarnych celów III Rzeszy.

Celnie wyjaśnia to niemiecka badaczka Diemut Majer: „Wyłącznie gospodarcze, a nie polityczne przyczyny przemawiały więc za tym, aby nie narzucać Polakom obcego systemu prawa, lecz wnieść możliwie mało zamieszania i zmian do stanu prawnego ludności miejscowej. (...) Dalsze obowiązywanie prawa miejscowego odpowiadało także najbliższej politycznej idei »obszaru poddanego« stojącego pod zwierzchnictwem niemieckim ze służebnym wobec Rzeszy Niemieckiej narodem helotów”.

W pierwszych tygodniach okupacji działalność polskich sądów została w ogóle zawieszona. Uruchamianie ich odbywało się w ten sposób, że polscy sędziowie, prokuratorzy i inni urzędnicy sądowi byli zatrudniani na nowo. Wymagano jednak od nich złożenia deklaracji posłuszeństwa i lojalności wobec zwierzchniej administracji niemieckiej, co postawiło polskich pracowników wymiaru sprawiedliwości przed dylematami natury etycznej. Tym bardziej że wydawany przez polskie podziemie „Biuletyn Informacyjny” w numerze z 26 kwietnia 1940 r. uznał, iż skoro formuła deklaracji zawiera zwroty o posłuszeństwie i lojalności wobec okupanta, to „złożenie takiego przyrzeczenia stoi w kolizji z przysięgą złożoną przez każdego z sądowników wobec władz Rzeczypospolitej i byłoby dowodem niedopuszczalnego oportunizmu”. Tymczasem pod koniec 1940 r. inni urzędnicy polscy zatrudnieni w działających za przyzwoleniem okupanta urzędach, instytucjach i organizacjach (społecznych, spółdzielczych czy samorządowych) stanęli przed tym samym dylematem. Dopiero wówczas władze podziemia uznały, że skoro niepodpisanie deklaracji grozi represjami, złożenie podpisu następuje pod przymusem, co jest sprzeczne z konwencją haską z 1907 r. – wobec tego deklaracja lojalności uznana została za dopuszczalną.

Od końca 1940 r. w Generalnym Gubernatorstwie działało 159 polskich sądów grodzkich w charakterze sądów pierwszej instancji, a ponadto wznowiły orzekanie odpowiednie polskie sądy okręgowe i apelacyjne. Obsada personalna sądów została zmniejszona mniej więcej o połowę w porównaniu z etatami przedwojennymi. W czerwcu 1940 r. zatrudnionych w nich było łącznie około tysiąca sędziów, prokuratorów i aplikantów. Działalność Sądu Najwyższego została zawieszona tymczasowo, lecz do końca okupacji jej nie wznowiono. Okupant wprowadził ogólny zakaz używania polskiego godła i innych insygniów państwowych Rzeczpospolitej, co w praktyce uniemożliwiło korzystanie z łańcuchów sędziowskich, ozdobionych metalowymi orzełkami. Sędziowie urzędowali zatem przy stołach z krucyfiksem, w togach i biretach, bez łańcuchów. Godła usunięto także ze wszystkich pieczęci i druków sądowych. Początek sentencji wyroku zmieniono na: „W imieniu Prawa”, zamiast dotychczasowego: „W imieniu Rzeczypospolitej”.

Mimo ograniczenia swobody w zakresie orzekania oraz podporządkowania okupacyjnej administracji działalność polskich sądów miała duże znaczenie dla ludności. Skoro polski sąd grodzki w Warszawie w jednym miesiącu (kwietniu 1943 r.) rozpatrywał aż 2244 sprawy karne i 1449 spraw cywilnych, to jego funkcjonowanie nie było bynajmniej marginesem, lecz ważnym elementem codziennego życia. Sąd Okręgowy w Warszawie w latach 1940–44 rozpatrywał w pierwszej instancji 420 spraw karnych i aż 2 tys. spraw cywilnych. Podobnie (proporcjonalnie) wyglądało to na terenie całego GG, we wszystkich miejscowościach, gdzie orzekały polskie sądy. W prowincjonalnym sądzie grodzkim w Sandomierzu w latach 1941–44 procedowano łącznie w 1716 sprawach karnych. Przez korytarze sądowe i sale rozpraw przewijać się zatem musiały tysiące ludzi – oskarżonych, pozwanych, powodów, świadków, poszkodowanych, adwokatów, prokuratorów. Dla przygniatającej ich większości udział w rozprawach i werdykt sądu był ważnym wydarzeniem w istotnych sprawach życiowych.

Pisząc o Generalnym Gubernatorstwie w jakimkolwiek kontekście, w tym także oczywiście sądów polskich, nie sposób pominąć Zagłady Żydów, która dokonała się właśnie tutaj w latach 1942–43 w ramach akcji Reinhardt. Na początku okupacji niemieckiej w 1939 r. na centralnych ziemiach Polski przebywało około 2 mln Żydów. Od pierwszych dni ich sytuacja pod względem prawnym i faktycznym była fatalna i stale się pogarszała. Z formalnego punktu widzenia Żydzi podlegali sądownictwu polskiemu w Generalnym Gubernatorstwie na równi z Polakami. Mieli zatem prawo występować przed tymi sądami we wszystkich rolach procesowych: jako świadkowie, powodowie, pozwani, poszkodowani, oskarżeni itd. I występowali. Bywali skazywani, ale też uznawani za poszkodowanych bądź sprawy wygrywali. Ogólnie pod względem formalnoprawnym traktowani byli przez polskich sędziów i prokuratorów w GG jako pełnoprawni i równorzędni uczestnicy postępowań. Jednak w ramach postępowań przed sądami polskimi Niemcy ograniczali prawa Żydów, stosując wobec nich upokarzające i nonsensowne szykany prawne. Specjalne nadzwyczajne przepisy karne niemieckiego okupanta stawiały ludność żydowską w sytuacjach krańcowo tragicznych poprzez stopniowe pozbawianie ich praw majątkowych i ludzkich.

Kwerendy zachowanych akt sądowych pozwalają na ostrożne wysunięcie kilku ogólnych wniosków. Spora część zarówno spraw cywilnych, jak i karnych wiązała się ze specyficznymi warunkami okupacyjnej rzeczywistości, a więc istnieniem całej wielkiej strefy bezprawia, na jakie skazani byli polscy, a w nieporównywalnym stopniu żydowscy mieszkańcy GG. Warunków tych sądy nie uwzględniały w ferowanych wyrokach. Zdarzały się jednak przypadki przywoływania osobliwych okoliczności łagodzących.

Na przykład Sąd Okręgowy w Lublinie w sprawie o rabunek mienia żydowskiego podczas wysiedleń z dzielnicy Wieniawa w maju 1940 r. orzekł wyjątkowo niskie kary bądź uniewinnił oskarżonych, uzasadniając to m.in. „psychozą, jaka opanowała ludność przedmieścia Wieniawy” w owym czasie. Obok tego rodzaju nielicznych, acz ewidentnych przykładów złej woli (lub uprzedzeń), w orzeczeniach sądów ujawnia się nierzadko ich szczególna bezsilność, zwłaszcza w obliczu sporów usytuowanych na obszarze całkowitego bezprawia, a mianowicie w gettach. Sądy polskie niejako a priori skazane były na posługiwanie się narzędziami prawnymi całkowicie nieprzystającymi do tych warunków. I raczej innego wyjścia nie miały.

W sądach polskich w GG orzekała przedwojenna kadra. Nie było przypadku mianowania osób nieposiadających uprawnień wymaganych według prawa polskiego. Praca w sądach polskich nie dawała żadnych przywilejów. Pensje były zgoła głodowe. 31 listopada 1939 r. władze okupacyjne ogłosiły utrzymanie zasad wynagradzania według wcześniejszych taryf polskich. Przez cały okres okupacji tylko raz przyznano niewielkie podwyżki; nie miało to jednak znaczenia wobec cen i inflacji w GG. Sytuacja materialna pracowników sądów była bardzo zła, a czasami nawet dramatyczna, bo oficjalne wynagrodzenie nie wystarczało na utrzymanie. Dlatego wielu z nich trudniło się innymi zajęciami, na przykład handlem. Część przeszła do adwokatury. Ci, którzy przed wojną skazywali Niemców za działalność dywersyjną lub wywiadowczą, musieli się ukrywać.

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną