Klasyki Polityki

Mały gracz

Położył na kontuarze pistolet i zażądał pieniędzy

Wysiadł pod supermarketem. Kupił zabawkowy pistolet na kulki z plastiku. Miał pomysł. Wysiadł pod supermarketem. Kupił zabawkowy pistolet na kulki z plastiku. Miał pomysł. Corbis
W Rudzie Śląskiej był napad na bank. Sprawca jest wdzięczny za szybkie ujęcie.

Przed długim majowym weekendem w banku w Rudzie Śląskiej Daniel położył na kontuarze pistolet i zażądał pieniędzy. Potem zadzwonił do Norberta, że może oddać część długu.

A mówili mu najżyczliwsi, mama i konkubina Anna: do policji z tym pójdź, ten Norbert to bandyta. Idź zamelduj, bo już nie wysypiasz się w noce ze strachu. Jedzie na ciebie ten Norbert. Zamęczy cię. Zabije ci rodzinę. Daniel, 26 lat, pracownik firmy wodociągowo-kanalizacyjnej, policji nie wierzył, a dziś mówi: nie wiedział żech, co robię. Siedzi w areszcie w Bytomiu za napad na bank. Czeka na proces.

Po napadzie jeszcze pięć godzin chodził wolny po Chorzowie. Norbert nadal był niezadowolony. Znowu Daniela straszył. Daniel myślał, żeby wejść z pistoletem do drugiego banku i dokraść więcej pieniędzy dla Norberta.

• Zaczęło się wszystko od grania. Bywało, Daniel wracał z pracy, w kieszeni miał parę złotych, mijał różne lokale. A te automaty tak popiskiwały ze środka i grały melodyjki. Flipery, jednoręcy bandyci. Daniel pił piwo z kolegami z wodociągów, a tam migało, kiwało na niego. Daniel mówi: jak żech miał 50 zł, to 20 szło do automatu. Nałogowy to nie. Dwa razy się poszło grać. Trzy razy w miesiącu może, to góra. Szło się z kolegami. Czasami samemu się szło w lato, jak pogoda fajna i smak na piwo. Daniel mówi: nałogowy by chodził co dzień.

• Praca przy rurach ciężka. Kierownik w Daniela wierzył, awansował na brygadzistę. Daniel, chłopak przez matkę wychowywany. Ojciec, hutnik, zmarł na wylew. Młody po zawodówce budowlance, profil stolarski. Potem technikum próbował, ale nie szło. To poszedł do zasadniczej służby, do czołgów. Jezusie, jak mu się tam podobało! Drugi raz by poszedł, jakby brali. Ale na zawodowego już nie chciał, bo potem człowiekiem rzucają po Polsce służbowo. A Daniel taki przydomowy, świętochłowicki. Blisko matki całe życie musiał być, bo ją kocha i szanuje.

Potoczyło się tak, że zapoznał Annę. O ślubie myślą, ale to koszty, więc później. Urodziła się Wiktoria. Daniel był w pracy, w wykopie kanalizacyjnym. Dzwonił do Anki, a ona nie odbierała. Jak odebrała, to on w krzyk, dlaczego nie odbiera. A Anka na to, że już po wszystkim. I tak Daniel został ojcem. Dziecko bardzo kochane, ale to koszty. Akurat zepsuł się samochód. Daniel go sprzedał i mieli z konkubiną na te pierwsze tygodnie życia.

Daniel mówi: robota ciężka, ale wiedziało się, za co się robi. W sezonie szło zarobić jak porządny człowiek. Ale mieszkanie było ciulate, na Halembie. Szukało się lepszego do wynajęcia – na ulicy Wolności, w starym budownictwie. Tysiąc złotych na miesiąc, ale 62 metry. Pół kilometra od mamy. Wysokie sufity.

• Najtrudniej o graniu było powiedzieć mamie. Konkubina też porządna, matura zdana. Ładna, delikatna, ale trochę nerwowa. Po dziecku nerwowa, jak to kobieta. I w nerwy wpadała coraz głębiej. Może czegoś więcej chciała od życia? Daniel mówi: no, ile się tam wrzuci do automatu, parę złotych wszystkiego. Nie miał ulubionego lokalu. Była robota w Zabrzu, to tam się szło na piwo i zagrać. Teraz wszędzie mają automaty.

Anka miała pretensje. Że późno wraca, że chucha piwem, a ona z Wiktorią całymi dniami – jak to kobieta. Dodatkowo zimą w pracy u Daniela był martwy sezon. W mróz rur się nie tyka. Godzinówka nie leci. Żyje się z odłożonego. Daniel popadł w bezsenność. Inni ludzie wygrywają jakieś pieniądze – w totka, na automatach – ciągle się słyszy. A on jakoś nie. Ludzie mają systemy gry. Latami ćwiczą, kombinują. Ale to hazardziści – nie Daniel. Pierońskie maszyny dwa, trzy, cztery razy w miesiącu okradają Daniela. Nie, żeby jakieś dupne sumy – monety drobne.

W lokalu w Chorzowie Norbert zaproponował pożyczkę. Norbert – poznany w lokalu, normalny, w dresie, skąd miał pieniądze, nie mówił. A Daniel nie pytał. Wiadomo, kto za dużo pyta – policja. Pożyczył, oddał i nie było kłopotu. Norbert się oferował na przyszłość.

Daniel mówi: dziwna rzecz, jak żech powiedział mamie i Ani, że gram, to się zaraz wszystko skończyło. W domu żech siedział, z dzieckiem i konkubiną. Do lokali żech nie chodził. Nawet na piwo się nie szło. O tym hazardzie to są wszystko pierdoły.

• W lutym Daniel z konkubiną i córką wprowadzili się do mieszkania na Wolności. Mama pomogła z pieniędzmi, ile mogła. I Daniel dostał geltak z wodociągów – koło 2 tys. zł wypłaty. Konkubina się cieszyła z nowego kąta – jak to kobieta. Szła wiosna, sezon rurowy się zacznie, Daniel zarobi i wszystko przyniesie, bo obiecał. Zadzwonił Norbert. Daniel z nim rozmawiał cicho, spokojnie. Pożartował, ale w miarę. Daniel – krępy, pyzaty, łysy, z dziecięcą twarzą – Norberta bardzo szanował przez telefon. Dało się zauważyć.

Zadzwonił Norbert. Daniel tylko słuchał i twarz mu czerwieniała. Zadzwonił Norbert. Daniel się rozglądał i szedł rozmawiać do kąta. Tłumaczył coś.

Zadzwonił Norbert. Był środek nocy. Daniel wyskakiwał z łóżka i coś tam szeptał do telefonu. Przepraszał za coś. Anka nie słyszała za co. Daniel przykrywał słuchawkę dłonią. Norbert krzyczał coś. Haje urządzał Danielowi po nocy. Daniel potem nie spał. Anka nawet nie wiedziała, co to za Norbert. A kiedy pytała, to Daniel nie mówił. Łaził po domu w ciemnościach. Palił cygarety w kuchni. Kładł się, sapał. Wstawał. Palił. Rano wstawał do pracy jak śmiertka. Ciężki, spocony, napuchły ze zmęczenia.

Zadzwonił Norbert. Daniel przestał odbierać. Znowu zadzwonił. Daniel płakał. Zima długo nie odchodziła w tym roku i mało było roboty w wodociągach-kanalizacji.

• W kwietniu Norbert zrobił wjazd do mieszkania na Wolności. Byli z nim dwaj koledzy Paweł i Fryzjer – prawdziwy, damsko-męski. Norbert znał metody – notowany był za rozboje i przestępstwa narkotykowe – i krzyczał. Cud, że się Wiktoria nie obudziła. Więc tak: przez tego chuja, ciula Daniela wszyscy umrą. Jak on się nie opamięta i nie odda kasy, wszyscy będą zabici. A dług rośnie. Było ile? Daniel i Anka przerażeni, tylko słuchali. No, to teraz jest dwa razy więcej, trzy razy, cztery. Było nie pożyczać, jak się nie ma oddać. Norbert to nie jest kasa społeczna dla spłukanych graczy. Rury, tłumaczył Daniel, nie puszczają. Nie ma roboty. Wszystko odda. Norbert się pytał z krzykiem, kiedy. Teraz już było pięć razy więcej. Dług żył i nie przestawał rosnąć.

Szli we czterech po Wolności szukając bankomatu. Norbert miał w kieszeni dowód osobisty Anki w zastaw. Kartę bankomatową Daniela. Klucze do mieszkania Anki i Daniela. Tak idąc ulicą, z daleka mogli wyglądać jak koledzy – Norbert, Paweł, Fryzjer i Daniel w drodze do lokalu na piwo. Ale Daniel wpadł w dygot i szloch – nie wiedział, że można aż tak dygotać. Na karcie bankomatowej Daniela było 150 zł. Norbert nie pogardził i tym. Konkubina Daniela w domu płakała i chciała uciekać do rodziców. Mama przyjechała i też płakała. Kobiety robiły mu haje, że taki głupi. Radziły pójść na policję, bo ten Norbert to jakiś bandyta. Nie było sensu dłużej ukrywać, że Daniel pożyczył od Norberta 2 tys. zł.

• Daniel mówi: jak są na ulicy dwa masarze, a jedna kobieta powie drugiej, że jeden ma ciulate mięso, to ona już u niego nie kupi. Nie sprawdzi, czy ciulate, czy nie. Ja żech za dużo słyszał od kolegów, że policja ludziom nie pomaga.

W bytomskim areszcie mają radiowęzeł. Nadaje się klasykę, na przykład grupę Dżem. Blues jest na Śląsku strasznie mocny, a Dżem jest tutejszy. Chłopaki w celi roztkliwiają się przy Dżemie. Daniela dusi w gardle przy „Śnie o Wiktorii”. Raz, że tam bohater bierze z Wiktorią ślub na wolności. Dwa, że bohaterowi się to wszystko śni. A trzy, że Wiktoria niedługo skończy dwa lata. Konkubina z córką przeprowadziły się z Wolności do matki konkubiny, do innego miasta.

Daniel miał dostać stałą umowę o pracę w wodociągach. Teraz pali cygarety i myśli już na spokojnie: utrzymałby rodzinę, jest się mężczyzną. Piwa i automatów nigdy więcej. Paweł i Norbert siedzą w tym samym areszcie. Fryzjer na wolności – Daniel słyszał, że on też miał u Norberta dług.

Nad Danielem wisi 12 lat. Zamknięty 29 kwietnia, zarzuca mu się napad na bank. Nad Norbertem wisi 10 lat. Kiedy zamknięty 29 kwietnia, zarzuca mu się wymuszanie groźbą spłaty długu.

Psychiatrzy przyszli Daniela zbadać, czy był poczytalny, kiedy napadał na bank. Daniel mówi: to były niecałe dwa miesiące od pożyczenia pieniędzy do wejścia do banku. Ale to było dużo więcej, niż żech potrafił znieść.

• W kwietniu 2009 r. dług rósł szalenie. Wyglądało na to, że Norbertowi odbija. Dzwonił co dwie godziny. Parę razy co noc. Nad ranem. Daniel nie miał siły wyłączyć komórki. Odbierał i słuchał, ile mu wzrosło. W środku mu się wszystko zapadało, ale odbierał. Jakoś nie mógł nie odebrać. Pod koniec kwietnia dług wynosił 40 tys. zł.

W środę przed długim majowym weekendem Daniel jak zwykle poszedł do pracy. Rury odtajały, można było wreszcie kopać ziemię. Zadzwonił Norbert z informacją, że skończyła się cierpliwość. Niech Daniel teraz dzwoni do tej swojej i powie, żeby nie wychodziła z dzieciakiem. Bo się będzie na nią czekać, żeby ją zabić. Bo ile, no ile do kurwy, można czekać na te 40 tys.?!

Tego dnia, 29 kwietnia, Daniel zwolnił się z pracy i pojechał do matki. Uradzili, że matka weźmie kredyt bankowy. Daniel spłaci Norberta. Tylko żeby się to już skończyło. Żeby Norbert nie chciał więcej. Daniel mówi: chodziliśmy popytać o kredyt, ale nie dało rady. Mama zarabia 800 zł, za mało dla banku. To matka dała Danielowi na taksówkę, żeby jechał prosić o pieniądze kierownika w wodociągach. Kierownik wysłuchał historii. I powiedział, że nie dysponuje taką sumą. Daniel wracał tramwajem. Sprawdzał na komórce, czy Norbert nie dzwonił.

Wysiadł pod supermarketem Kaufland. Kupił zabawkowy pistolet na kulki z plastiku. Miał pomysł. Szedł ulicą Niedurnego w Rudzie i wybierał banki. Wiedział, że w AIG jego znajomy jest ochroniarzem. Daniel opowiada: wszedł do banku, usiadł przy błękitnym stoliku, pistolet z Kauflandu owinięty w bluzę dresową położył na blacie i oparł się o nią rękami. Mówił coś o pieniądzach, ale nie pamięta co. Mamrotał.

Kolega ochroniarz był za szklanym przepierzeniem i widział Daniela. Daniel modlił się, żeby kolega go zatrzymał. Ale nic takiego się nie stało. Kasjerka najwyraźniej się bała. Drżącymi rękami położyła na stole pliki banknotów. Daniel znowu wpadł w dygot. Owinął pieniądze w bluzę i wstał. Szedł do drzwi i modlił się, żeby były zamknięte. Były otwarte. Wyszedł na pełną ludzi ulicę. Szedł spokojnie. Grał na czas. Zaraz go dogonią z kajdankami. Nikt za nim nie biegł. Kręciło mu się w głowie. Zadzwonił do Norberta. Norbert był zły, że tylko połowa. Daniel pomyślał, że to się już nigdy nie skończy. Bezmyślnie łaził ulicami.

Na ulicy w Chorzowie podeszło do niego kilku policjantów w cywilu. Spytali, czy wie, w jakiej sprawie przychodzą po niego. Daniel nigdy w życiu nie czuł do nikogo takiej wdzięczności, jak wtedy do tych policjantów.

Imiona bohaterów zostały zmienione.

Polityka 25.2009 (2710) z dnia 20.06.2009; Kraj; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Mały gracz"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną