Mobbing i przemoc w policji

Policyjna fala
Wyzwiska, poniżanie, a nawet bicie to codzienność na komisariatach. Ale tym razem rzecz nie dotyczy łamania praw obywateli przez funkcjonariuszy, ale relacji między samymi policjantami.
Łukasz Cynalewski/Agencja Gazeta

Grudzień 2009 r. – 32 funkcjonariuszy olsztyńskiej policji drogowej domaga się dymisji przełożonego. Wrzesień 2009 r. – stu policjantów z Gniezna manifestuje na ulicy przeciwko komendantowi powiatowemu. Powody takie same: mobbing.

Coś w szeregach policyjnych pękło, przerwano zmowę milczenia. Z lękiem, że za bunt będą kary, z niewiarą w skuteczność, ale i z poczuciem, że tak dalej już się nie da, policjanci ogłosili publicznie, że są przeciwko przemocy. Przynajmniej tej, jaką stosują wobec nich przełożeni. Ruszyła fala przeciw fali.

Szef to nerwus. Źle stanąłem, wrzask. Położyłem teczkę na biurku, opierdziel. Raz powiedziałem coś nie po jego myśli, zdzielił mnie po pysku – opowiada policjant z małej miejscowości. Poszedł na skargę do związkowców, rozłożyli ręce, my tu nic nie możemy. Napisał do redakcji. A potem się przeraził. – Niech pan tego nie rusza – poprosił. – Jak szef się dowie, będzie piekło. Nie wytrzymam tego, palnę sobie w łeb.

W Gnieźnie bunt policjantów wybuchł po samobójczej próbie jednego z funkcjonariuszy, 49-letniego Andrzeja S. W policji pracował 24 lata, uważano go za dobrego gliniarza. Ale inspektor Paweł N., komendant powiatowy, naciskał, by doświadczony funkcjonariusz odszedł na emeryturę. Nie wiemy, jak przebiegała ich ostatnia rozmowa, jakich argumentów, a może gróźb, użył przełożony.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną