Kraj

Cisza w Pałacu

Co się dzieje w prezydenckim pałacu i kancelarii

Jacek Michałowski, pełniący obowiązki szefa Kancelarii Prezydenta Jacek Michałowski, pełniący obowiązki szefa Kancelarii Prezydenta Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Miesiąc od tragedii pod Smoleńskiem prezydencka kancelaria pracuje prawie normalnie. Zaś pałac przy Krakowskim Przedmieściu przypomina twierdzę, w której przyjaciele czczą pamięć prezydenta.

Kilkanaście dni po katastrofie prezydenckiego Tupolewa, tuż po godz. 20.00, z gabinetu pełniącego obowiązki szefa prezydenckiej kancelarii Jacka Michałowskiego wychodzi jego zastępca Jacek Sasin. Na stole u Michałowskiego leży teczka z opisem: „sprawy do omówienia z J. Sasinem”. Jest ich sporo i to właśnie oni z całej kancelarii spotykają się najczęściej. Obaj zgodnie twierdzą, że choć reprezentują różne środowiska, jest między nimi chemia. – Byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział coś złego o panu ministrze. Mówię to wszystkim, którzy pytają, co dzieje się w kancelarii – przyznaje Sasin. Ale ta część prezydenckiej ekipy Lecha Kaczyńskiego, która urzęduje przy Krakowskim Przedmieściu, patrzy na Sasina podejrzliwie. Niektórzy mają go wręcz za kolaboranta. Michałowski swój pobyt w prezydenckiej kancelarii traktuje jako epizod, który zakończy się wraz z wprowadzeniem się nowego lokatora do pałacu przy Krakowskim Przedmieściu.

Gdy nazajutrz po tragicznej sobocie pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski przedstawiał go najbliższym współpracownikom Lecha Kaczyńskiego jako ich nowego przełożonego, Sasin wracał właśnie ze Smoleńska. Dla starej prezydenckiej ekipy było oczywiste, że to Sasin zastąpi zmarłego szefa kancelarii Władysława Stasiaka. – Minister Małgorzata Bochenek zauważyła, że, zgodnie z regulaminem, to jego zastępca powinien przejąć obowiązki szefa. Ale marszałek nie przyjął tego do wiadomości – opowiada minister Andrzej Duda, prezydencki prawnik. Sasin mówił potem w wywiadach, że było mu z tego powodu „trochę przykro”. Michałowski, psycholog kliniczny z wykształcenia, były dyrektor generalny kancelarii premiera Buzka, podszedł do słów swego zastępcy z dystansem. Mówi, że Sasin ma prawo do takich uczuć. – To ludzie, którym nagle zawalił się świat. Staram się im pomóc, aby w kancelarii wszystko sprawnie funkcjonowało.

W Pałacu nie chcą obcych

Michałowski urządził się w pomieszczeniach, które odstąpiła mu szefowa Biura Administracyjnego. – Nie mógłbym pracować przy biurku, przy którym jeszcze niedawno siedział Władek, w gabinecie, przed którym paliły się znicze – mówi nowy szef kancelarii.

W kancelarii przy Wiejskiej większość nie narzeka na Michałowskiego, choć są tacy, którzy wypominają mu, że jedno z zebrań, które zorganizował z dyrektorami, kolidowało z pogrzebem prezydenckiego urzędnika. – Nie mogę się skarżyć na nasze relacje – zapewnia Duda. – Z drugiej jednak strony pan minister wydał już zarządzenie zmieniające regulamin organizacyjny kancelarii i przejął osobisty nadzór nad kluczowymi jednostkami: Biurem Prasowym, Biurem Finansowym i Biurem Spraw Zagranicznych. Trudno to ocenić inaczej niż jako znamienne... Dodaje, że w innych sprawach współpraca też ułożona jest po nowemu. – Wszystkie ustawy do podpisu dotychczas omawiałem bezpośrednio z prezydentem. Teraz robię notatki, które przedkładam ministrowi Michałowskiemu. Dziwi mnie zmiana utartej formuły. Zresztą Komorowski unika kontaktu nie tylko z prezydenckimi urzędnikami. Konsekwentnie nie pojawia się też na kancelaryjnych korytarzach. Duda zapewnia, że wszystkie dokumenty i sprawy legislacyjne, za które odpowiada, docierają do Michałowskiego z odpowiednim wyprzedzeniem.

Szef kancelarii potwierdza: – Każdy urzędnik, którego tu zastałem, na pewno ma swoje poglądy polityczne, ale to są odpowiedzialni ludzie, którzy rzetelnie pilnują swoich zadań. Na sprawę listu, który Duda wysłał do Komorowskiego z prośbą o wypełnienie woli zmarłego prezydenta i skierowanie ustawy o IPN do Trybunału Konstytucyjnego, Michałowski przymyka oko: – Rozmawiamy ze sobą dość regularnie, jestem przekonany, że się dobrze rozumiemy, że sytuacja się nie powtórzy.

Inaczej jest w Pałacu Prezydenckim. Po śmierci Lecha Kaczyńskiego gmach przy Krakowskim Przedmieściu stał się miejscem pamięci, strzeżonym przez najwierniejszych współpracowników prezydenta. Obcych, w tym Michałowskiego, traktują tu jak intruzów. Dlatego jego wizyty w pałacu można policzyć na palcach jednej ręki. – Jestem administratorem. Łącznikiem między marszałkiem a kancelarią. A ta główna machina pracuje przy Wiejskiej, a nie na Krakowskim Przedmieściu – wyjaśnia.

Wielka inwentaryzacja

W pałacu pracują osoby najbliższe Lechowi Kaczyńskiemu – Małgorzata Bochenek, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, szef jego gabinetu Maciej Łopiński oraz Zofia Kruszyńska-Gust, szefowa sekretariatu. Zajmowali się przede wszystkim bieżącą obsługą prezydenta. Gdy jego zabrakło, ich codzienne, rutynowe zajęcia legły w gruzach. Także widoki na przyszłość. – Panuje potworna cisza. Sekretarka prezydenta mówi, że dopiero ta cisza jest przerażająca, bo prezydent miał w zwyczaju często wchodzić do sekretariatu, prosił o herbatę albo dokumenty. Teraz nikt nie włącza nawet radia ani telewizji. Tylko telefony dzwonią, ale rzadziej – mówi Elżbieta Jakubiak, była szefowa prezydenckiego gabinetu.

W kancelarii, po okresie pracy od świtu do późnej nocy w pierwszych dniach po katastrofie, szybciej wszystko wraca do normalnego życia. Choć przed gabinetami zmarłych pod Smoleńskiem nadal leżą kwiaty, to już po zakończeniu wszystkich pogrzebów urząd pracuje w miarę zwyczajnie. Przygotowywane są ustawy do podpisu, nominacje sędziowskie, decyzje o przyznaniu odznaczeń. Jednak głównym zadaniem urzędników na najbliższe tygodnie będzie zinwentaryzowanie rzeczy osobistych zmarłych i zarchiwizowanie wszystkich dokumentów powstałych za prezydenckiej kadencji Lecha Kaczyńskiego. Ta operacja ma się rozpocząć niebawem. Przeprowadzą ją urzędnicy kancelarii, których wyznaczy Jacek Michałowski. Rzeczy osobiste zostaną zwrócone rodzinom, zaś dokumenty powędrują do prezydenckiego archiwum na warszawskim Mokotowie. Na razie zarówno gabinet prezydenta, jak i jego zmarłych urzędników są zamknięte, a sejfy zaplombowane.

Do prywatnych apartamentów pary prezydenckiej dostęp ma jedynie córka Lecha i Marii Kaczyńskich – Marta. Przyjeżdża do pałacu i sukcesywnie pakuje rzeczy osobiste rodziców.

Na razie nie wiadomo, co stało się ze słynnym aneksem do raportu z weryfikacji WSI, który za rządów PiS wyszedł spod ręki Antoniego Macierewicza. Prawdopodobnie znajduje się on w kancelarii tajnej Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Przedstawiciele BBN jednak nic na ten temat nie chcą powiedzieć. – Możliwe, że jest u nas, ale nic na ten temat nie wiadomo – mówi rzecznik Biura Jarosław Rybak. Marszałek podobno też się tym na razie za bardzo nie interesował. – Wiemy tylko, gdzie jest i że nikt niepowołany nie ma do niego dostępu – mówi Jerzy Smoliński, rzecznik marszałka.

Nic o raporcie nie wie też Michałowski. Jednym z pierwszych poleceń wydanych przez nowego szefa kancelarii była prośba do podległych mu dyrektorów o przedstawienie bilansu załatwianych spraw. Zapytał również pełnomocnika do spraw ochrony informacji niejawnych o informacje na temat dokumentów, w tym tych opatrzonych klauzulą „tajne”. Otrzymał odpowiedź, że wszystko jest w porządku. – Nie mam podstaw, by w to wątpić – mówi Michałowski.

Rządy w białych rękawiczkach

Szef kancelarii robi, co może, aby w prezydenckich murach ocieplić wizerunek marszałka. Zapewnia, że wszystkie wnioski w sprawie orderów, odznaczeń i nominacji, które zaakceptował Lech Kaczyński, będą podtrzymane. – Na wyraźną prośbę Bronisława Komorowskiego również te, które były przez prezydenta skierowane do realizacji – mówi Michałowski. Również wszystkie imprezy, które swoim patronatem objęła para prezydencka aż do listopada tego roku, zostaną obsłużone przez kancelarię. Na uroczyste odsłonięcie największego w Polsce pomnika Kazimierza Wielkiego, którego budowie patronował Lech Kaczyński, pojedzie Jacek Sasin. Takich wydarzeń do obsłużenia nie ma jednak wiele, bo prezydent nie miał oficjalnego kalendarza. Wiele wydarzeń z jego udziałem było organizowanych ad hoc. Michałowski stara się też neutralizować niepokoje kadrowe.

Jedyne wypowiedzenia, jakie Michałowski musiał podpisać, dotyczyły piętnastu prezydenckich doradców. Rozstrzygnął o tym zapis z ich umów mówiący, że są powoływani na czas sprawowania urzędu przez Lecha Kaczyńskiego. Jednak ci, którzy nie zdążyli zamknąć swoich projektów, dostali czas na ich finalizację. Powołana na początku tego roku prezydencka Narodowa Rada Rozwoju też z mocy prawa przestała istnieć wraz ze śmiercią prezydenta.

Nowa władza w kancelarii działa na tyle delikatnie, że na razie nie ma mowy o jakimkolwiek dociekaniu, czy przy organizowaniu wyjazdu prezydenta do Katynia podlegli mu urzędnicy popełnili błędy. Opracowaniem procedur podczas podróży lotniczych wysokich urzędników na polecenie marszałka ma zająć się BBN. Michałowski zastanawia się za to nad wydaniem białej księgi, która zawierałaby wszystkie dokumenty dotyczące przygotowań do feralnej wizyty w Rosji.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną