Janusz Lewandowski - komisarz ds. budżetu

Horyzontalnie zajęty
Janusz Lewandowski od trzech miesięcy jest unijnym komisarzem ds. budżetu. Do pracy chodzi na piechotę, noce spędza nad papierami i coraz rzadziej jeździ do rodzinnego Sopotu. Oto dzień z życia komisarza.
Janusz Lewandowski
BEW

Janusz Lewandowski

Jeśli nie ma posiedzenia albo innych spotkań, Janusz Lewandowski zjawia się w pracy między 8.30 a 9.00. Zazwyczaj rezygnuje z jazdy przysługującym mu BMW 750 i na rondo Schumana dociera na piechotę. – Często go tu widzę, jak idzie od strony ulicy Belliard – potwierdza znajoma urzędniczka. Te spacery są dla niego namiastką wypraw do sopockich lasów. – Znam wszystkie kąty w kotlinie między Operą Leśną a stadionem. Żaden park w Brukseli mi ich nie zastąpi – wyznaje. – Zwłaszcza gdy większość czasu spędza się w gmachu zbudowanym w taki sposób, by straszył ludzi – mówi, wskazując na siedzibę Komisji Europejskiej (KE), czteroramienny wieżowiec Berlaymont.

Lewandowski ze swoim kilkunastoosobowym sztabem zajmuje biura na dziewiątym piętrze. Obok urzędują m.in. komisarze: Niemiec Günther Oettinger (energia), Austriak Johannes Hann (polityka spójności) i Szwedka Connie Hedegaard (zmiany klimatyczne). Dziewiąte piętro to raczej nisko. Portugalczyk José Barroso, który przewodzi KE już drugą kadencję, wprowadził w Berlaymoncie dworskie obyczaje. Miejsce na parkingu i numer piętra odzwierciedlają pozycję w hierarchii. Za najbardziej prestiżowe uważa się biura tuż pod królem Barroso II, który urzęduje na trzynastym. Na dwunastym i jedenastym siedzą wiceprzewodniczący, wśród nich Catherine Ashton, szefowa unijnej dyplomacji. A niżej już zwykli komisarze, wedle kadencji i wieku. Na ósmym siedzą więc nowicjusze i najmłodsi – czterdziestolatki.

Budżet, którym zajmuje się Lewandowski, jest tzw. teką horyzontalną, dotyka wszystkich innych polityk. – Jak ktoś mówi, że ma ambitny projekt, to już wiem, że to będzie kosztowne. Jestem surowym sędzią ambicji moich kolegów. Nie jest to działalność popularna – przyznaje. Każdy komisarz z dniem objęcia funkcji uznaje swoją tekę za najważniejszą. A dyrekcje generalne, brukselskie odpowiedniki ministerstw, gdzie pracuje ponad 20 tys. urzędników, żyją własnym życiem, często niezależnym od komisarzy, którzy przychodzą tylko na pięć lat. Manią eurokratów jest regulowanie wszystkich obszarów życia. Próbował z tym walczyć Niemiec Günter Verheugen, za co go znienawidzili. Lewandowski też chce pozostać politykiem i kontynuować modę na uproszczenia i deregulację.

Bałtyk czy Karaiby

27 kwietnia Lewandowski jest w pracy już przed ósmą rano, bo to najważniejszy dzień, od kiedy w lutym objął stanowisko. Kolegium komisarzy ma przyjąć jego propozycję budżetu UE na 2011 r. Jest bardziej spięty niż zwykle, ale to i tak siła spokoju w porównaniu z Danutą Hübner. W przestronnym gabinecie Lewandowskiego jest tylko jedno zdjęcie: z żoną i małżeństwem Wałęsów. Przy kawie komisarz przegląda notatki przed prezentacją. To pierwszy budżet roczny przyjmowany w nowej procedurze, wprowadzonej przez traktat z Lizbony. Jedno zamiast dwóch czytań w Parlamencie Europejskim (PE), tylko 21 dni na negocjacje z deputowanymi i ministrami finansów. Nikt nie wie, jak to zadziała. – Albo znajdziemy porozumienie, albo się rozejdziemy – mówi polski komisarz.

O 8.30 Lewandowski wprowadza Politykę na posiedzenie komisarzy, zwykle niedostępne nawet dla członków jego własnego gabinetu, a co dopiero dla dziennikarzy. Wita się z obecnym już na sali Barroso, sekretarz generalną Catherine Day i innymi komisarzami, po czym zasiada na swoim miejscu – między Maltańczykiem Johnem Dali (zdrowie) a Bułgarką Kristaliną Georgiewą (pomoc humanitarna i reagowanie kryzysowe). Georgiewa trafiła do Komisji Europejskiej w ostatniej chwili z Banku Światowego po tym, jak PE utrącił kandydaturę jej poprzedniczki Rumiany Żelewej, zamieszanej w skandale.

Georgiewa już od pierwszych dni okazała się sojuszniczką Lewandowskiego, kiedy w lutym bronił polityki spójności w nowej strategii gospodarczej UE „Europa 2020”. Różnie to jednak bywa. – Komisarze, zwłaszcza z małych nowych krajów, często patrzą bardzo wąsko tylko na swoje teki – mówi jego najbliższa współpracownica Angelika Chomicka. Jeden z kolegów z państw bałtyckich przyszedł niedawno z propozycją, by część funduszy na strategię Morza Bałtyckiego przesunąć na dotacje do upraw bananów w Afryce i na Karaibach, bo taki był krąg jego zainteresowań. Lewandowski się sprzeciwił.

Drugim jego wyróżnikiem jest niekomunistyczny rodowód. Inne kraje Europy Wschodniej posłały do Brukseli ludzi bez zadry systemowej, bo tacy dostawali paszporty przed 1989 r., mogli uczyć się języków i zdobywać doświadczenie za granicą. Żaden nie może pochwalić się tak aktywną działalnością w opozycji jak Lewandowski w Solidarności. – Wyrobił sobie markę. Nawet ci, którzy go nie znają, mówią, że słyszeli, że to mądry człowiek – mówi Marek Grela, były ambasador Polski przy UE, obecnie dyrektor ds. stosunków transatlantyckich w Radzie Europejskiej.

Bura od Sydonii

Godzina 9.15. Prezentacja budżetu na 2011 r. została przyjęta jednogłośnie, wszystkie wątpliwości wyjaśniono wcześniej na spotkaniach z członkami gabinetów poszczególnych komisarzy. Lewandowski wiedział, co robi, biorąc na szefa swojego gabinetu Luksemburczyka Marca Lemaitre’a, prawą rękę premiera Jean-Claude’a Junckera w czasie negocjacji perspektywy finansowej 2007–13, pilotowanych w 2005 r. przez luksemburską prezydencję. Wiceszefem gabinetu jest Piotr Serafin, były podsekretarz stanu w UKIE, człowiek z kalkulatorem w głowie, kluczowa postać podczas unijnych negocjacji budżetowych i klimatycznych. To z nim próbują kontaktować się polskie ministerstwa, gdy wybucha pożar na linii Polska–Komisja, niekoniecznie w sprawach związanych z budżetem.

Godzina 9.45. Prosto z kolegium komisarzy Lewandowski jedzie na posiedzenie komisji budżetowej Parlamentu Europejskiego. To pierwszy przypadek, by komisarz pokazywał swoje propozycje deputowanym, zanim dostanie je prasa. – To już nie przelewki. Jeśli zlekceważymy PE, to europosłowie dla czystej satysfakcji i demonstracji siły będą mnożyć trudności – mówi Lewandowski. Nie wszyscy w Komisji to rozumieją. Propozycje KE są pisane pod kątem stolic. Tymczasem traktat z Lizbony zwiększył rolę parlamentu, w kwestiach budżetowych dał eurodeputowanym pełne równouprawnienie. Prezentacja wypada nieźle, Lewandowski zbiera oklaski, bo zaproponował zwiększenie wydatków aż o 6 proc., ale i tak dostaje mu się za to, że za mało przeznaczył na klimat, Palestynę i edukację.

Najwięcej krytyki słyszy od dawnej koleżanki z PO Sydonii Jędrzejowskiej, która jest sprawozdawcą Parlamentu Europejskiego ds. budżetu: – Chciałabym powiedzieć, że jestem zadowolona, ale nie mogę. Najważniejszy flagowy program wymiany studenckiej Erasmus ma dostać tylko o 2,2 proc. więcej. To nawet nie pokrywa inflacji! Lewandowskiemu pomaga fakt, że sam był eurodeputowanym i przewodniczył komisji budżetowej PE. – Zna nas, wie, jak pracujemy, jakie są nasze postulaty, słabości, relacje z rządami – mówi obecny przewodniczący Alain Lamassoure. – To radykalna zmiana w porównaniu z poprzednią komisarz Dalią Grybauskaite. Zajęło nam prawie dwa lata, zanim się wzajemnie zrozumieliśmy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną