Kraj

"Dożynki" polityczne

"Dożynanie" czy "dorzynanie", czyli co z tą watahą?

Danute Huebner (PO), posłanka Parlamentu Europejskiego w Porcie Wojennym w Gdyni. Wbrew wszystkiemu, pani polityk jest jedną z najbardziej łagodnych, jeśli chodzi o język, parlamentarzystek. Danute Huebner (PO), posłanka Parlamentu Europejskiego w Porcie Wojennym w Gdyni. Wbrew wszystkiemu, pani polityk jest jedną z najbardziej łagodnych, jeśli chodzi o język, parlamentarzystek. Reporter
Tygodnik „Wprost", gazeta „Dziennik" i portale Onet.pl oraz Wp.pl watahę - które to pojęcie na polityczne salony wprowadził z myślą o PiS minister Radosław Sikorski - by „dożynały". Pozostałe media robią to przez „rz”. Kto ma rację?

Jeśli chodzi o zasady poprawnej polszczyzny, rację mają oczywiście ci drudzy. Prawidłowe jest więc: „dorzynanie watahy”.

Bezokolicznik 'dożynać' wywodzi się od 'żąć', czyli ścinać, kosić (np. trawę czy zboże). Dożynki kojarzą się z powtarzalnością, bo przecież trawa po ścięciu za jakiś czas odrośnie, w oczekiwaniu na ponowne żniwa.

'Dorżnąć' (od 'rżnąć'; stąd też: 'dorzynać') jest czynnością z "ostatecznym" finałem. O takim 'dorzynaniu' – rozwiązaniu definitywnym mówił minister Radosław Sikorski w sławnej wypowiedzi, która jest teraz ochoczo cytowana. Dorżnąć można raz, a dobrze. To termin kojarzony przede wszystkim z ubojem zwierzyny. Implikuje - by tak rzec – „wykonanie zadania", czyli pozbawienie życia. Gdybyśmy ową zwierzynę 'dożynali' (przez „ż”), najprawdopodobniej zajęłoby się nami Towarzystwo Opieki Nad Zwierzętami i policja, bo byłoby to zwykłe maltretowanie żywego stworzenia i nosiło znamiona czynności powtarzalnej.

Abstrahując od językowej poprawności, być może problem polega na tym, że w Polsce od jakiegoś czasu trwają huczne „dożynki" polityczne. Politycy „dożynają” się więc wzajemnie na słowa, ale przez „ż”, toteż wciąż żyją. Nawet jeśli wychodzą z tego mocno psychicznie poturbowani.

*

Autorka jest z wykształcenia filologiem polskim (UW).

toteż wciąż żyją. Choć
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną