Sejmowa debata o OFE

Hazard i dobrowolność
Spór o emerytury przeniósł się do Sejmu. Wreszcie głos zabrała opozycja, która właściwie nie brała udziału w dotychczasowych ognistych debatach ekspertów.

PiS i SLD (także część posłów PSL) powtarzają, że najlepiej wybór zostawić ludziom: niech zdecydują, czy chcą, jak dotychczas, przekazywać do otwartych funduszy emerytalnych 7,3 proc. zarobków, czy pozostawić tę część składki w ZUS. Propozycja wydaje się demokratyczna i kompromisowa. Ale to pozory. Spowodowałaby bowiem nieprzewidywalność całego systemu emerytalnego, a za kilka lat demontaż, tak dziś bronionego przez wielu ekspertów, systemu OFE.

Najpierw kłopot miałby tylko rząd. Minister finansów nie ukrywa, że operacja redukcji składki do OFE wynika z obawy przed przekroczeniem dopuszczalnej granicy długu publicznego. Obecna propozycja rządu to niebezpieczeństwo odsuwa, co łatwo policzyć. Dobrowolności przeliczyć na pieniądze się nie da, reakcja członków OFE na razie jest nieprzewidywalna. Bomba zadłużenia nie zostałaby więc rozbrojona. Można by zapytać: „po co jedliśmy tę żabę, naruszając obecny system?”. Jeśli duża grupa uczestników OFE zdecydowałaby, choćby siłą inercji, pozostawić swoje składki w funduszach, rosłaby nadal dziura emerytalna – czyli różnica między sumą potrzebną w ZUS na wypłaty bieżących świadczeń a kwotami wpływającymi do kasy ZUS. System emerytalny musi być bezpieczny i przewidywalny, dobrowolność wpłat tej przewidywalności by go pozbawiała.

Teraz wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby (co od czasu do czasu nieuniknione) na rynkach finansowych zapanowała bessa, czyli spadek cen akcji. Członkowie OFE, patrząc, jak topnieją ich pieniądze na starość, zareagowaliby z pewnością podobnie jak posiadacze jednostek w funduszach inwestycyjnych (szybko przenieśliby pieniądze do ZUS, żeby nie stracić jeszcze więcej). Bo mimo wszystko ZUS, czyli państwo, jest najlepszym gwarantem wypłaty emerytur. Byłby to jednak bilet w jedną stronę – dobrowolność nie przewiduje powrotu do OFE. Suma pieniędzy zgromadzonych na rachunkach OFE gwałtownie by więc stopniała. Kiedy zaś z giełdy wycofują pieniądze tak potężni gracze jak fundusze emerytalne, spadki cen są jeszcze większe, zamęt w gospodarce również. Poszczególnym towarzystwom emerytalnym zajrzałoby w oczy bankructwo. Ci zaś, którzy swoje oszczędności pozostawiliby w OFE, przekonaliby się, jak zła to była decyzja. Nadszedłby nieunikniony koniec filara kapitałowego...

Swoboda wyboru nie może niestety oznaczać ucieczki od odpowiedzialności. Obecni i przyszli emeryci muszą dostać swoje pieniądze, więc system musi być wypłacalny i bezpieczny. Wystawianie go na hazard nieprzewidywalnych i zmiennych wyborów byłoby (żartując z dawnych propagandówek PiS) triumfem brutalnego liberalizmu nad solidarnością. Można by nawet powiedzieć: byłaby to prawdziwa afera hazardowa.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną