Ekspert ocenia, jak partie wypadają w internecie

PiS – 5, PO – 4, SLD – 3+
Rozmowa z dr. Sergiuszem Trzeciakiem, specjalistą od marketingu politycznego w Internecie, o wizerunku partii w sieci
Autor jest wykładowcą akademickim i konsultantem politycznym, prowadzi szkolenia z zakresu organizacji kampanii wyborczych. Napisał m.in. „Marketing polityczny w Internecie” oraz „Kampania wyborcza. Strategia sukcesu”
materiały prasowe

Autor jest wykładowcą akademickim i konsultantem politycznym, prowadzi szkolenia z zakresu organizacji kampanii wyborczych. Napisał m.in. „Marketing polityczny w Internecie” oraz „Kampania wyborcza. Strategia sukcesu”

Jakiej jakości towar www oferują wyborcom polskie partie?
Przeciętny. PO niedawno zmieniła swoją stronę internetową, jest zdecydowanie lepsza od poprzedniej, wyróżniają ją m.in. dynamiczne banery, wtyczki do popularnych portali społecznościowych. Ale nie uniknięto błędów. Ważne informacje znajdują się poniżej punktu fold, czyli pola, które widzimy bez przesuwania strony w dół, trudno znaleźć wyszukiwarkę, kontakt i newsletter są mało widoczne, intro zniechęca. Ciekawym elementem są rysunki satyryczne, mogłyby one zadziałać na zasadzie marketingu wirusowego, ale brakuje możliwości polecania ich znajomym.

Strona PiS jest najlepiej dopracowana. Zaletą jest licznik odmierzający, ile czasu pozostało Platformie do końca kadencji, to popularne rozwiązanie w amerykańskich kampaniach wyborczych. Mam jednak wrażenie, że strona PiS jest aż za bardzo treściwa. W przypadku SLD plusem jest obszerna prezentacja programu, sporo za to minusów: za mała czcionka, przeładowanie treścią, intensywny czerwony kolor, który po pewnym czasie staje się męczący, nie można znaleźć wyszukiwarki. Wszystko bardzo statyczne. Promuje się blogi polityków, ale pod tym względem lepsze rozwiązanie proponuje PSL, bo można wejść na blogowisko i wybrać interesujący post, a nie czytać tylko to, co poleca partia. Ludowcy mają też dobre połączenie z portalami społecznościowymi. PJN ma prostą, czytelną stronę, z dobrą czcionką. Nie można tylko znaleźć wyszukiwarki. O wiele gorzej wypada strona Ruchu Palikota. Do poziomu punktu fold nigdzie nie ma wtyczek do serwisów społecznościowych ani formularza kontaktowego i mapki. Kolory współgrają z kolorystyką ugrupowania, ale biała czcionka na pomarańczowym tle powoduje, że menu jest mało czytelne.

Strony PO nadal wypadają blado w porównaniu z tym, co internautom oferuje PiS. Jak to się ma do struktury elektoratu?
Badania pokazują, że to właśnie elektorat PO dwa razy częściej niż elektoraty innych partii wykorzystuje Internet jako źródło informacji o polityce. Dlatego powinien on być dla tej partii priorytetowym narzędziem komunikacji. A na tle PiS widać, że to partia Kaczyńskiego o wiele lepiej sobie na tym polu radzi, próbując w ten sposób pozyskać nowych wyborców: młodszych, lepiej wykształconych.

Powodem błędów przy tworzeniu partyjnych stron www jest brak myślenia kategoriami przeciętnych odbiorców. Działacze partyjni czy dziennikarze z reguły są bardziej zdeterminowani, szukając jakiejś informacji w końcu ją znajdą. Ale już potencjalni sympatycy niekoniecznie.

Oceńmy te strony, trzymając się szkolnej skali.
I polskich realiów. Strona PiS: 5; PO: 4 (widać postęp, ale partia ma większy potencjał); SLD: 3+; PSL: 4; PJN: 4+ (ze względu na mniejsze środki i krótszy czas, w którym powstawała); Ruch Palikota: 3+. Dodam tylko, że jako egzaminator jestem dość wyrozumiały i nie lubię stawiać ocen niedostatecznych.

Czy konkurowanie z popularnymi serwisami społecznościowymi, tworzenie kolejnych tyle że partyjnych, jak MyPiS lub – nowy projekt PO – Przyjaciele, to dobry pomysł?
Partyjne portale społecznościowe nie zastąpią obecności na tych tradycyjnych, trudno zresztą byłoby osiągnąć podobną popularność. Pomysł MyPiS to kalka projektu my.BarackObama.com z kampanii Obamy z 2008 r. Tego typu pomysły, gdzie już sama nazwa jest wyrazem identyfikowania się z określonym politykiem czy partią, opierają się na założeniu, że tworzymy pewne zamknięte środowisko, w którym my i nasi zwolennicy funkcjonujemy: wymieniamy się informacjami, komentujemy, dyskutujemy. Ma to znaczenie w przypadku kampanii środowiskowych ugrupowania – tworzy się miejsce, w którym skupia się twardy elektorat, działacze, sympatycy ugrupowania. Wówczas ma to sens. Jeżeli jednak mówimy o wyjściu poza ten elektorat, podejmowaniu próby dotarcia na zewnątrz, to wymagana jest obecność na tradycyjnych serwisach społecznościowych.

Tworząc taki partyjny portal trzeba nie tylko mieć przemyślany projekt, ale i pewną masę krytyczną. Bo jeżeli partia uruchamia serwis, z którego korzysta kilkadziesiąt czy kilkaset osób w skali całej partii, to jest to kompromitacja. Wiadomo, że promocja takiego serwisu wymaga czasu, ale dobrze jest zawczasu zadbać o to, aby nowe przedsięwzięcie odpowiednio rozreklamować wewnątrz samego ugrupowania. Działacze i zwolennicy powinni w takim serwisie tworzyć swoje profile, bo jeżeli będzie miał on charakter niszowy, będzie tylko odstraszał. Nawet osoby z kręgu żelaznego elektoratu, bo po co zapisywać się gdzieś, gdzie aktywnych jest zaledwie kilkudziesięciu użytkowników?

O czym warto zatem pamiętać, tworząc partyjną stronę www?
Pierwszą istotną rzeczą jest zasada trzech kliknięć: 70 proc. internautów opuści stronę, jeśli po trzech pierwszych kliknięciach nie otrzyma poszukiwanej informacji. Warto, by partie polityczne wzięły sobie tę uniwersalną zasadę do serca np. grupując treści – każda z zakładek na stronie powinna być jednoznaczna; samo menu lepiej żeby znalazło się u góry strony (odchodzi się już od umieszczania go na lewej krawędzi).

Należy też spróbować dokładnie poznać potrzeby naszych odbiorców, określić, kim są, czego oczekują. Wśród adresatów stron politycznych rozróżniamy trzy kategorie: potencjalnych sympatyków bądź osób, które poszukują informacji na temat ugrupowań politycznych; działaczy partyjnych, osób z tzw. terenu; oraz dziennikarzy. Wszyscy oni muszą łatwo trafić na treści, których szukają.

Kolejna z zasad dotyczy punktu fold. Drastycznie spada efektywność kampanii informacyjnej czy reklamowej, jeśli jej treść zamieszczona jest poniżej tego punktu. W związku z tym wszystkie najważniejsze informacje powinny znaleźć się u góry strony tak, aby internauta nie musiał przewijać strony do dołu. Warto też wiedzieć, jak czytamy strony www. W USA przeprowadzono specjalne badania ruchu gałki ocznej. Pomiary te pokazały, że strony internetowe czytamy mniej więcej tak, jak piszemy literę „F”. Zaczynamy od lewego górnego rogu, przechodzimy wzrokiem ku dołowi, i wracamy na poziom nieco niższy niż początkowy. Zatem logo ugrupowania i najważniejsze informacje powinny znajdować się w najbardziej zauważalnym miejscu: lewym górnym rogu.

Z uwag technicznych: warto zwrócić uwagę na dobór czcionki, polecam Arial lub Verdanę. Istotna jest też jej wielkość, zbyt mała czcionka jest nieczytelna, sprawia wrażenie, że strona jest przeładowana treścią, jak choćby w przypadku stron SLD i PiS. Natomiast kolorystyka strony powinna nawiązywać do barw partyjnych. Oficjalna strona internetowa musi być spójna wizerunkowo z tym, co partia prezentuje.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną