Co nas teraz czeka w polityce? PiS...

Gdy mi ciebie zabraknie
Jak żyć po szaleństwie piłkarskich mistrzostw? – to pytanie dręczy nie tylko zwykłego Polaka, ale też polityków i dziennikarzy.

Najprościej byłoby odpowiedzieć: wyjechać na wakacje i poczekać na londyńską olimpiadę. Tam medali wielu nie oczekujemy, więc będziemy mogli się sycić pięknem sportu. Ale jak żyć bez tych rozhuśtanych emocji? Czy polityka zdoła nam ich brak zrekompensować? Wydaje się, że na razie ma niewielkie szanse, zwłaszcza gdy chodzi o budzenie emocji pozytywnych (bo z negatywnymi na ogół nie ma większych problemów). Można nawet sporządzić spis tego, co nas jeszcze przed sierpniowymi politycznymi urlopami czeka, i nie jest on szczególnie zachwycający.

Z pewnością powróci katastrofa smoleńska i to być może w atmosferze sporej awantury. Wszak, jak twierdzi w kolejnych wywiadach prezes Kaczyński, ma ona wymiar taki, jak 11 września 2001 r. w Nowym Jorku, a tu prokuratura właśnie zakończyła wątek cywilny śledztwa (dotyczący organizacji wizyty) i zarzuty usłyszał ledwie wiceszef BOR – bo wpisał na listę funkcjonariuszy ochraniających prezydenta współpracującego z tą służbą fotografa, czyli zdaniem prokuratora fałszował dokumenty. Mimo to niektóre gazety uznały, że wiceszef BOR został „oskarżony za Smoleńsk” (ach, ta nieznośna lekkość słowa), co wygląda tak, jakby to on samodzielnie strącił prezydencki samolot. Ważne, by tytuł przyciągał uwagę. W każdym razie reszta „wątku cywilnego” poszła do umorzenia.

Dla PiS będzie to oczywiście sygnał do kwestionowania niezależności prokuratury, ale pisowskie awantury wokół Smoleńska mocno już spowszedniały. Wątpliwe, czy zdoła je odświeżyć mający polskie pochodzenie gen. Walter Jajko z amerykańskich sił powietrznych. W świecie ekspertów badających wypadki lotnicze raczej nieznany, ma za to twarde przekonanie, że potrzebna jest międzynarodowa komisja, bo „postawa rządu Tuska jest zdradziecka”. Temat smoleński wydaje się jednak, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, politycznie mało wydajny. Może nieco odżyje w okolicach kolejnej miesięcznicy, choć ostatnio nie cieszył się zainteresowaniem turystów spacerujących po Krakowskim Przedmieściu.

Czeka nas też oczywiście rozliczanie Euro 2012. Kiedy jednak w niedzielnych „Wiadomościach” usłyszałam rozradowanego redaktora, który mówił, że przecież zawsze wiedzieliśmy, że będzie to organizacyjny sukces, zdumiałam się prawdziwie. Na ogół słyszeliśmy, że będzie totalna klęska: nic nie będzie gotowe, stadiony się walą (a przynajmniej schody przy stadionach), autostrad nie będzie, a nawet jak będą, to tak dziurawe, że nikt po nich nie przejedzie, na kolei zaś to już czysta rozpacz – wyłącznie spóźnienia albo po prostu brak pociągów. Na dodatek minister Mucha nie podoła, bo nawet nie wie, kto jest w której lidze, a prezydent Gronkiewicz-Waltz kompletnie zablokuje Warszawę. To miał być po prostu koniec świata, a nie był, teraz słyszymy powszechne zachwyty i jakoś nie wypada od razu przejść do otwartej krytyki. Zastanawiam się więc, czy prezes PiS nie pozostaje coraz bardziej osamotniony w przekonaniu, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z cywilizacyjną, organizacyjną i moralną katastrofą.

Ale na pewno prezes i jego drużyna będą przekonywać, że te wszystkie pozytywne doświadczenia i emocje, jakie towarzyszyły nam i naszym gościom podczas Euro, to kolejne „wielkie kłamstwo” i wielka manipulacja. Oczywiście – wiadomo czyja... Itd., itp.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną