Kraj

Horda dwóch

Jak powstrzymać seryjnych morderców

Mariusz Trynkiewicz podczas wizji lokalnej - materiały ze śledztwa. Mariusz Trynkiewicz podczas wizji lokalnej - materiały ze śledztwa. AN
Ogłoszony przez ministra Gowina projekt przepisów dotyczących seryjnych morderców to sprawa bez precedensu, bo prawo ma zadziałać wstecz. Ale minister chyba nie wie, że proponowana przezeń nowelizacja dotyczy jedynie dwóch naprawdę niebezpiecznych przestępców.
W poprzednich czterech latach na wolność wyszło 187 skazanych na 25 lat więzienia.Mirosław Gryń/Polityka W poprzednich czterech latach na wolność wyszło 187 skazanych na 25 lat więzienia.

To po naszym artykule (POLITYKA 12/12) o Mariuszu Trynkiewiczu z Piotrkowa Trybunalskiego, który w 1988 r. zabił czterech chłopców na tle seksualnym, nastąpiło coś w rodzaju olśnienia, że istnieje w Polsce problem z osobami groźnymi dla otoczenia.

Przypomnijmy: Trynkiewicz, po odsiedzeniu 25 lat, niebawem wyjdzie na wolność i wciąż będzie groźny. Łagodny, jak na skalę zbrodni, wyrok zawdzięcza bałaganowi prawnemu z końca lat 80. Skazano go na śmierć, ale obowiązywało nieformalne moratorium na tę karę. W kodeksie nie było wówczas dożywocia. Sejm uchwalił amnestię i na jej mocy Trynkiewiczowi zamieniono karę śmierci na najwyższy możliwy wyrok – 25 lat pozbawienia wolności. Biegli psychiatrzy stwierdzili u niego poważne zaburzenia osobowości, pedofilię, skłonności sadystyczne, ale nie chorobę psychiczną.

Moralny obowiązek ministra

Teraz politycy zaczęli gorączkowo szukać kruczka, aby zachować kontrolę nad zabójcą, który po wyjściu z więzienia wtopi się w tłum, a przecież w każdej chwili może znów zacząć zabijać. Dla jednego Trynkiewicza nie opłacało się jednak rewolucjonizować prawa, potrzebne było większe zagrożenie. Argumentów dostarczyły media, które poinformowały, że w ciągu dwóch lat na wolność wyjdzie około stu najgroźniejszych przestępców, seryjnych zabójców, którym kary śmierci zamieniono na 25 lat więzienia. Doniesienia brzmiały wystarczająco sensacyjnie, by ruszył wyścig, kto lepiej ochroni społeczeństwo przed hordą zbrodniarzy.

Solidarna Polska ustami Zbigniewa Ziobry przedstawiła swój pomysł na ostateczne rozwiązanie problemu: bandytów, nawet po odsiedzeniu wyroku, należy bezterminowo izolować. Projekt resortu sprawiedliwości, podpisany przez Jarosława Gowina, brzmi podobnie. Na pół roku przed końcem kary sprawca szczególnie okrutnych zbrodni może być na wniosek dyrekcji więzienia postawiony przed sądem, który na podstawie opinii biegłych (jeżeli uznają, że nadal jest niebezpieczny) skieruje go na przymusowe leczenie psychiatryczne lub osobowościowe.

Terapia będzie bezterminowa, ale co pół roku sąd będzie kontrolował, czy nadal istnieją przesłanki do dalszej izolacji. Minister podczas lutowego spotkania z wyborcami w Zabrzu tak uzasadniał swój projekt: „Czy państwo ma biernie czekać, że wskutek błędów popełnionych 25 lat temu ci ludzie wyjdą i będą znowu mordować? Mamy moralny obowiązek chronić bezpieczeństwo naszych dzieci, bezpieczeństwo kobiet, bezpieczeństwo każdego z nas”.

Zaprotestowała część psychiatrów. Prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego doc. Janusz Heitzman w apelu do członków PTP napisał: „Zmiana (…) stworzy bardzo niebezpieczną furtkę do internowania osób z nieprawidłową osobowością uwarunkowaną wielorako”.

Ale dr Jerzy Pobocha, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej, uważa, że nowe unormowanie jest potrzebne. Opór części środowiska wynika z obaw przed nadużyciami i odwiecznego dylematu, co jest, a co nie jest chorobą psychiczną. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego wyraźnie mówi, że leczenie szpitalne dotyczy wyłącznie chorych, a nie osobników ze skrzywioną osobowością: psychopatów, sadystów i lubieżników. Gowin domaga się zmiany tej ustawy. – W krajach zachodnich istnieją już zapisy podobne do proponowanych w Polsce. W Niemczech stosowany jest areszt prewencyjny wobec osób szczególnie niebezpiecznych. W wielu krajach psychopaci trafiają do zamkniętych zakładów psychiatrycznych, gdzie siedzą średnio ponad 20 lat, często aż do śmierci – mówi dr Pobocha.

W Polsce istnieją już cztery oddziały psychiatryczne gotowe do przyjęcia pedofilów (powstały po słynnym wezwaniu premiera Tuska do kastracji i dodaniu w 2010 r. do kodeksu karnego art. 95a o przymusowym umieszczaniu sprawców czynów na tle seksualnym w zakładach zamkniętych) i trzy regionalne ośrodki psychiatrii sądowej, liczące 200 łóżek, przygotowane do przyjmowania osobników szczególnie niebezpiecznych. Jeżeli projekt ministra Gowina zostanie przyjęty, a jeszcze w lutym ma trafić pod obrady rządu, dla tłumu czających się za drzwiami seryjnych zabójców znajdą się miejsca nawet bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

Lista zbrodniarzy

Rzecz w tym, że nie ma tłumu szalonych psychopatów z krwią na rękach. Media nie podały, że liczba ciężkich przestępców, którzy wkrótce wyjdą na wolność, dotyczy nie seryjnych zbrodniarzy, ale wszystkich skazanych. Są wśród nich sprawcy pojedynczych zabójstw, są osoby, które skorzystają z warunkowego zwolnienia, bo uznano, że zostały zresocjalizowane, są też tacy, którym orzeczono 25 lat, łącząc mniejsze wyroki.

W poprzednich czterech latach na wolność wyszło 187 skazanych na 25 lat więzienia – czego już nie ujawniono, bo nie pasowałoby to do tworzenia atmosfery strachu. A przecież po ich uwolnieniu fala zbrodni w Polsce nie przybrała na sile.

W okresie obowiązywania w Polsce moratorium na wykonywanie wyroków śmierci, czyli w latach 1988–97, ogółem najwyższy wymiar kary wymierzono 13 osobom. Jedynie części z nich wyrok zamieniono na 25 lat.

Z tej zamiany skorzystał Eugeniusz Mazur, morderca czteroosobowej rodziny, ale wolności nie doczekał – zmarł w więzieniu, podobnie jak trzech innych zabójców z przełomu lat 80. i 90. Dwóch odsiaduje dożywocie (bo ich procesy, po licznych odwołaniach i kasacjach, doczekały wprowadzenia w 1998 r. tej kary do kodeksu). Jeden z nich to Henryk Moruś, zabójca siedmiu osób, ostatni przestępca w Polsce, który usłyszał wyrok śmierci. Tę karę orzeczono wobec niego w 1993 r., w kolejnej instancji dostał dożywocie. Drugi to Janusz Kulmatycki, włamywacz, który w wymianie strzałów zabił policjanta. Kulmatycki zmienił się w więzieniu, przystał do grupy misyjnej, napisał książkę o potrzebie nawrócenia. Wysyłał do rodziny zabitego policjanta listy z prośbą o wybaczenie.

Był w tej grupie młody mężczyzna, który po pijanemu zgwałcił i zabił 11-letnią dziewczynkę (jak potem tłumaczył, zgwałcił przez pomyłkę, zabił ze strachu, że się wyda). Był zabójca dwóch nastolatek z Gdańska. Był wreszcie Grzegorz Płociniak, który podczas przepustki z zakładu karnego, gdzie odbywał wyrok za zabójstwo, uczestniczył wraz ze wspólnikiem w zabójstwie na tle rabunkowym lekarza więziennego i jego żony.

Groźni jak bomby

Bez wątpienia najgroźniejszy skazaniec, któremu karę śmierci zamieniono na 25 lat, to nauczyciel z Piotrkowa Trybunalskiego Mariusz Trynkiewicz. Mordował z lubieżności, zadawanie bólu sprawiało mu seksualną przyjemność. Tłumaczył, że odczuwał narastające napięcie, które mijało, kiedy jego ofiary umierały. Psychiatrzy ocenili, że „z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością w sprzyjających warunkach powróci do popełniania zbrodni”.

I tak naprawdę to o dalszy los Trynkiewicza, który z więzienia wyjdzie na początku 2014 r., toczy się teraz kampania dotycząca nowelizacji prawa. W 2017 r. mury więzienia opuści drugi z seryjnych zabójców na tle seksualnym – Leszek Pękalski. W śledztwie przyznał się do ponad 70 zabójstw kobiet na tle lubieżnym, prokuratura zarzuciła mu 17 zbrodni, a sąd skazał go na 25 lat więzienia za jedno morderstwo, które udowodniono. Gdyby nowelizację uchwalono, jej adresatem – podobnie jak Trynkiewicz – byłby właśnie Pękalski, osobnik, według psychiatrów, zdrowy psychicznie, ale obdarzony skrzywioną osobowością, opóźniony intelektualnie, bez możliwości rozpoznawania znaczenia własnych czynów.

Nie ma potrzeby straszenia społeczeństwa hordą zbrodniarzy, którzy lada moment wyjdą z więzień i będą zabijać. Nie ma takiego zagrożenia. Ale wystarczy, że wyjdzie Mariusz Trynkiewicz, a zaraz po nim Leszek Pękalski – nawet z myślą tylko o nich warto znaleźć sposób, jak się obronić. Projektu ministra Gowina, chociaż uzasadnianego w sposób tabloidowy i na podstawie fałszywych przesłanek, nie należy wyrzucać do kosza. Psychiatrzy i prawnicy powinni wspólnie nad nim popracować, tak aby zasada, że prawo nie działa wstecz, nie została złamana i aby ograniczyć do minimum obawę, że minister sprawiedliwości forsuje w Polsce psychuszki dla nieprawomyślnych. Zagrożenie ze strony Trynkiewicza, Pękalskiego i ich przyszłych naśladowców jest bowiem jak najbardziej realne.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Dinary, solidy i euro

Euro nie jest pierwszym wspólnym pieniądzem w Europie. Jaka lekcja płynie z historii jego protoplastów?

Krzysztof Iszkowski
14.03.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną