PO się rozpada? Władza leży na ulicy?

Gdzie leży władza
Niecierpliwość rośnie. Zwłaszcza niecierpliwość młodych stażem posłów opozycji.

Na przykład poseł Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota zakrzyknął: Platforma się rozpada, wiekowy Kaczyński nie ma nawet siły, by rządzić, władza leży na ulicy! I, zdaniem Rozenka, chce ją wziąć Kwaśniewski, a przynajmniej powinien, i dlatego się z Palikotem sprzymierzył. O tej leżącej władzy słychać od kilku tygodni, a może nawet dłużej. Dla takiej partii jak Prawo i Sprawiedliwość ona od dawna jest w rękach tak bardzo niewłaściwych, że być może lepiej, aby leżała na ulicy, skąd można byłoby ją po prostu wziąć. A tak trzeba, niestety, dopiero uruchamiać ulicę, o co wspólnym wysiłkiem postarają się o. Tadeusz Rydzyk (właśnie ogłosił, że 300 tys. ludzi to mało, do stolicy powinien przyjść milion, może dwa, najlepiej zresztą, aby przyszły wszystkie miliony Polaków) oraz Piotr Duda, nieugięty zwolennik społecznego dialogu, którego rząd oczywiście z nim nie prowadzi. Nie widać bowiem szans, by już w tym tygodniu wziął władzę prof. Piotr Gliński, którego techniczny rząd musi obradować na razie w salach partyjnych, choć na wzór rządowych przystrojonych.

Gdzie zatem leży ta władza i jak się rzecz ma z diagnozą posła Rozenka? Otóż Platforma się jednak nie rozpada, można nawet powiedzieć, że raczej się konsoliduje. W każdym razie okazało się, że frakcji konserwatystów, na którą prawica i jej dziennikarscy akolici tak liczyli, praktycznie nie ma. Rozpierzchła się, kiedy tylko Jarosław Gowin, potencjalny lider, zdecydowanie zbyt ostro natarł na premiera. Nawet poseł Żalek nie chce już nigdzie odchodzić, a szkoda. Minister Gowin został sam i jeszcze musiał kolejny weekend oczekiwać na decyzję premiera w sprawie swojego dalszego pobytu w rządzie. A premier Tusk, jak to ma ostatnio w zwyczaju (dla niektórych – irytującym), potrzymał wszystkich w niepewności, po czym Gowina w rządzie zostawił. Upadł tym samym mit o głębokim pęknięciu w PO. Pęknięcia, owszem, są, ale biegną wedle zupełnie innych – najczęściej wyznaczanych frustracją, a nie ideologią – linii. W PO nastąpiło jednak przyspieszenie, na razie w sprawie wyborów w partii, aby ustalić, gdzie tu jest władza. Choć tak naprawdę nikt nie ma wątpliwości, że znajduje się ona bezpiecznie w rękach Tuska, byłoby dobrze, aby Grzegorz Schetyna też spróbował o nią powalczyć, a wtedy okaże się, czy ma poważną frakcję, czy tylko dwór klakierów. Może i Gowin wreszcie na poważnie wystartuje? Lepiej konkurować, niż spiskować i słać kolegom esemesy: Nie pękam!

Nie ma lepszego sposobu weryfikowania siły i ambicji liderów niż wewnątrzpartyjne wybory, tym bardziej że mają być podobno powszechne. Takie jak w SLD. Tam jednak nikt nie miał odwagi stanąć do konkurencji z Leszkiem Millerem, a więc zagadką było, czy Miller zdobędzie poparcie 90 proc. głosujących, czy może 99 proc. Ciekawe, jak będzie w PO, bo kiedy pojawia się dwóch, a może i trzech kandydatów, progi ulegają obniżeniu. Nic nie wskazuje jednak, aby Platforma mogła zostać „partią Schetyny”. Pomysł, żeby on był szefem partii, a Tusk premierem, co ostatnio Schetyna ogłosił, nie wydaje się możliwy do realizacji. To Jarosław Kaczyński lubi działać per procura (a to Marcinkiewicz, a to Gliński, choćby i na niby), Tusk zdecydowanie woli być bardziej samodzielny. Ale jako bodziec być może Schetyna zadziałał, bo premier wziął się do porządków we własnej partii, która, nie ma co ukrywać, raczej jest słaba i mało waleczna, choćby w porównaniu z takim PiS.

Wracając do diagnozy posła Rozenka. Kaczyński nie jest aż tak wiekowy, by nie mieć sił do rządzenia. W partii rządzi skutecznie, pomysł z Glińskim też nie okazał się w rezultacie aż tak śmieszny, jak to wyglądało na początku. W każdym razie szkody nie przyniósł, a może nawet da jakieś drobne profity, bo zawsze lepiej niż o smoleńskiej brzozie mówić o bezrobociu czy rodzinie, nawet jeśli wypowiedzi ekspertów mają się nijak do rzeczywistości. Miło posłuchać, że można dostać tysiąc złotych na każde dziecko, i to do 18 roku życia. Zresztą brzoza zupełnie samodzielnie ma się dobrze: właśnie pokazano wyniki sondażu, że już 33 proc. ankietowanych wierzy, że mógł być zamach. Czyli brzoza nawet poparcia parapremiera Glińskiego nie potrzebuje i to, że PiS może wygrać wybory, przyjmuje się już jako rzecz dość oczywistą. W każdym razie sprawa jest otwarta.

Co więc ma wziąć Aleksander Kwaśniewski uzbrojony w Palikota i Siwca? Wydaje się, że nie jest w stanie nawet wziąć SLD, bo Miller twardo się opiera i ma na czym. Wszystkie badania opinii społecznej pokazują, jak bardzo bałamutne jest twierdzenie, że Sojusz wyborczo zagospodarowuje wyłącznie jakieś resztówki po PRL, w wieku 60 plus. Otóż ta partia najsilniejsza jest dziś wśród wyborców między 40 a 50 rokiem życia, zupełnie nieźle ma się w grupie od 30 do 40 lat, najsłabiej wypada wśród młodych poniżej 25 roku życia, gdzie mocniejszy jest Palikot. Problem w tym, że ci najmłodsi najrzadziej głosują, a ponadto elektorat Palikota we wszystkich grupach słabnie. Jakby się rozmywał. Czy tych 13 wspaniałych, którzy mają zająć „jedynki” w wyborach do Parlamentu Europejskiego na liście Europy Plus, zwanej do niedawna Listą Kwaśniewskiego, na tyle oszołomi i uwiedzie wyborcę, że powstanie nowa polityczna jakość? Na razie potencjalni kandydaci albo się wykruszają, albo taktycznie milczą, czekając na jakieś pomyślniejsze sondaże. Entuzjastycznego poparcia nie ma, bo jakoś wstyd się jednak przyznać, że to chodzi głównie o ten dobrze płatny mandat europosła. Być może potrzebne więc będzie „nowe otwarcie”. Nowe otwarcia w naszej polityce mają sporą tradycję, choć na ogół rozczarowują. Może jednak Kwaśniewski z Palikotem przełamią tę nie najlepszą passę? Na razie władza nie leży na ulicy, trzeba się będzie jeszcze solidnie napracować, aby ją przejąć.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną