Kraj

Profesor na placu smoleńskim

Michał Kleiber - pan na minowym polu

Prof. Kleibera cechuje spokój, merytoryczność i formułowanie wyważonych opinii. Prof. Kleibera cechuje spokój, merytoryczność i formułowanie wyważonych opinii. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta
Prezes PAN prof. Michał Kleiber zapewne chciał jak najlepiej, ale boleśnie się zderzył z żywiołem polityki smoleńskiej.
Prof. Kleiber co pewien czas jest obsadzany przez niemal wszystkie opcje polityczne, a to w roli premiera ponadpartyjnego rządu eksperckiego, a to kandydata na prezydenta Polski.Piotr Waniorek/Forum Prof. Kleiber co pewien czas jest obsadzany przez niemal wszystkie opcje polityczne, a to w roli premiera ponadpartyjnego rządu eksperckiego, a to kandydata na prezydenta Polski.

Rozmawiamy w hotelu Sheraton w Sopocie, gdzie właśnie trwa wielka konferencja Europejskiego Forum Nowych Idei. Świeci słońce, na plaży i po słynnym molo spaceruje sporo ludzi. Widoki i aura sprzyjają relaksowi, ale prof. Michał Kleiber raczej wygląda na zmęczonego.

– Nigdy w przeszłości nie byłem tak ostro publicznie atakowany. Także przez osoby znające mnie od dawna. [Leszek Miller w Radiu TOK FM powiedział: „Prof. Kleiber ma problem z odróżnieniem sensu od nonsensu” – red.]. Czy polityk, nie zadawszy sobie nawet trudu, żeby zrozumieć istotę mojej propozycji, powinien publicznie używać takich słów? – pyta.

Na prof. Kleibera rzeczywiście ostatnio sypią się razy. Na początku września prezes PAN wysłał do ekspertów z komisji Jerzego Millera oraz naukowców z zespołu parlamentarnego posła Antoniego Macierewicza zaproszenie do wzięcia udziału w… No właśnie, w czym? Media najczęściej pisały o dwustronnej debacie i tak to zostało nagłośnione, ale prezesowi PAN, jak mówi, chodziło o merytoryczną konferencję naukową, do której zostaną dopuszczone wyłącznie referaty spełniające standardy publikacji naukowych.

Może zresztą ta inicjatywa nie wywołałaby aż tak negatywnych emocji, gdyby nie ujawnienie przez prokuraturę wojskową zeznań trzech naukowców z zespołu Macierewicza. Stały się one – według wielu komentatorów – ostatecznym dowodem kompromitacji „nauki smoleńskiej”. A tym samym propozycja prof. Kleibera, aby dyskutować z jej przedstawicielami, zaczęła niektórym wyglądać na dziwną próbę ich uwiarygodniania.

Prof. Zbigniew Szawarski, filozof i przewodniczący Komitetu Bioetyki przy prezydium PAN, stwierdził na łamach „Gazety Wyborczej”, że prezes PAN powinien wycofać się ze swojej propozycji. Prof. Radosław Markowski, socjolog, komentował zaś w TVP: prof. Kleiber obniża i tak niezbyt już wysoki prestiż PAN. Kolejny autorytet, prof. Aleksander Smolar, politolog i prezes Fundacji Batorego, mówił natomiast o „błędzie Kleibera”. Oliwy do ognia dolał poseł PO Stefan Niesiołowski, wzywając do jak najszybszego odwołania prezesa PAN.

Dusza towarzystwa

O prezesie PAN wszyscy mówią (a może raczej do tej pory mówili) albo dobrze, albo w superlatywach. Profesor nie wywołuje też żadnych skandali, nie ma nałogów (może poza pracą). Cechuje go spokój, merytoryczność i formułowanie wyważonych opinii. Jest powszechnie lubiany, nie tworzy dystansu wobec ludzi. Dlatego bardzo trudno dziś znaleźć bliską mu osobę, która w tak gorącej i niezbyt przyjaznej prezesowi PAN atmosferze zechce wypowiedzieć się pod nazwiskiem. Na taką rozmowę zgodził się prof. Jacek Koronacki, dyrektor Instytutu Podstaw Informatyki PAN.

– Chodziliśmy do jednej klasy XIV Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, które wówczas nosiło imię Gottwalda. Michał [rocznik 1946 – red.] nie wyróżniał się jako szczególnie zdolny uczeń, ale tylko dlatego, że takich u nas w klasie nie brakowało, choć oczywiście był świetny z przedmiotów ścisłych, zwłaszcza matematyki i fizyki. Wybijał się natomiast pod względem sportowym. Bardzo dobrze grał w tenisa, koszykówkę i piłkę nożną. W jakimś momencie był bodajże szóstą rakietą tenisową w Polsce i zdobył z drużyną Legii mistrzostwo kraju. Był też bardzo towarzyski. Mam przed oczami taki obrazek: jedziemy na jakiś turniej koszykówki międzyszkolnych klubów sportowych, a Michał w pociągu gra na gitarze. Dusza towarzystwa. Wysoki, przystojny, wiele koleżanek do niego wzdychało – wspomina prof. Koronacki.

Właściwie to dzięki sportowi prof. Kleiber poznał swoją żonę, wybitną i piękną lekkoatletkę Teresę Sukniewicz. Obydwoje jechali kiedyś na swoje obozy sportowe do Zakopanego. Działo się to w Wigilię, pociąg ruszał wieczorem z Warszawy. – Byliśmy w nim jedynymi pasażerami, więc nie dało się nie porozmawiać. Los nam sprzyjał – wspomina prof. Kleiber.

 

Pierwszy ważny zawodowy wybór, przed którym stanął, dotyczył właśnie sportu: postawić na karierę tenisową czy naukową? – Gdyby wówczas płacili w tenisie tyle, ile dziś, tobyśmy tu nie rozmawiali – śmieje się. Na ważnym turnieju grał przeciw młodemu wówczas Wojtkowi Fibakowi. Doświadczony, czołowy polski tenisista z takimi młokosami radził sobie dotychczas bez problemów. Nie inaczej zapowiadało się także w tym meczu, bo zdecydowanie prowadził z Fibakiem na punkty. Jednak ostatecznie przegrał. – Pomyślałem wtedy, że muszę poszukać sobie innego sposobu na życie. Może ten mecz okazał się decydujący dla dalszych losów nas obu?

Po ukończeniu dwóch warszawskich uczelni – Politechniki (budownictwo lądowe) i Uniwersytetu (matematyka) – oraz szybkim doktoracie rozpoczął międzynarodową karierę naukową. Sporą część lat 70., 80. i początku 90. ubiegłego wieku spędził na najlepszych uczelniach Niemiec, USA (m.in. Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley) i Japonii. Stał się niezwykle cenionym w świecie specjalistą od modelowania komputerowego. Np. na wydziale aeronautyki Uniwersytetu w Stuttgarcie współtworzył wielki program komputerowy, który posłużył do symulacji zachowania się skrzydła promu kosmicznego Columbia.

Na uniwersytecie w Tokio zajmował się oceną bezpieczeństwa reaktorów jądrowych. Z kolei w USA brał udział w badaniach dotyczących projektowania nowych materiałów i symulacji endoprotez stawu biodrowego. Jest autorem ponad 200 prac naukowych oraz siedmiu książek (dwie spośród nich znalazły się na listach anglojęzycznych bestsellerów wśród publikacji specjalistycznych). Siedem uczelni krajowych i zagranicznych nadało mu doktoraty honoris causa. Zasiada także w radach redakcyjnych 17 międzynarodowych czasopism naukowych.

Człowiek znikąd

W 1994 r. prof. Kleiber przestał podróżować po świecie i wkrótce został wybrany na dyrektora Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN w Warszawie. Jak wspomina, był to właściwie jego pierwszy kontakt z działalnością publiczną, bo w kierowaniu instytutem więcej było administrowania niż czasu na badania. Może to zachęciło go do aktywności pozanaukowej. Włączył się bowiem m.in. w tworzenie Ruchu Stu, konserwatywno-liberalnej grupy, w której działali m.in. Czesław Bielecki, Andrzej Olechowski, Andrzej Urbański i Teresa Torańska. – Ruch Stu mi odpowiadał, bo był w dużej mierze klubem dyskusyjnym, początkowo bez żadnych ambicji politycznych. Mam typowo centrowe poglądy, z odchyleniami w paru szczegółowych sprawach, a dla takich osób na naszej spolaryzowanej scenie politycznej nie ma miejsca – wspomina.

W 2001 r. prof. Kleiber zostaje powołany przez premiera Leszka Millera na stanowisko ministra nauki. Skąd ta nominacja? Dziś Miller tak to pamięta: – Zaprosiłem do rządu prof. Kleibera, bo z wielu środowisk w Polsce i za granicą dochodziły sygnały, że jest wybitnym specjalistą w dziedzinie nowych technologii. I sprawdził się jako minister. Jednak z innych relacji wynika, że w wyborze tym było dużo przypadku. Prof. Kleiber dostał propozycję zaledwie 48 godzin przed powołaniem nowego rządu. – Byłem już wtedy autorem paru publikacji poświęconych reformie polskiego sektora badań i rozwoju. Jako człowiek znikąd spodziewałem się piastować to stanowisko bardzo krótko, tymczasem byłem ministrem w dwóch rządach, przez całe cztery lata… – mówi prof. Kleiber.

Jak ocenia się go jako szefa resortu nauki? Znów: niemal wyłącznie pozytywnie. Tylko nieliczni zarzucają brak woli przeprowadzenia radykalnych reform (również w Polskiej Akademii Nauk, której prezesem został w 2007 r., a w 2011 r. ponownie wybrano go na drugą czteroletnią kadencję). Ale prof. Kleiber z natury nie jest rewolucjonistą. – Oceniając Michała jako ministra, należy pamiętać, że w latach 90. finanse nauki przeżyły radykalną zapaść, z której właściwie nie wydostaliśmy się do dziś. Fundowanie więc terapii szokowej dobiłoby pacjenta, zamiast przywrócić do zdrowia – mówi prof. Koronacki. – Moim zdaniem Michał świetnie się sprawdził i jako minister, i sprawdza się teraz jako prezes PAN. To człowiek fenomenalnie wręcz pracowity, zorganizowany i kryształowo uczciwy obywatel.

 

Nasi rozmówcy jako jedną z zasług prof. Kleibera wymieniają rozpoczęcie prognozowania rozwoju kraju (Narodowy Program Foresight Polska 2020), czyli myślenia strategicznego, właściwie nieobecnego w naszym życiu politycznym. Jak również poradzenie sobie z trudnym programem offsetowym, czyli inwestycjami amerykańskimi zaoferowanymi w ramach zakupu myśliwców F-16.

Lech Kaczyński, gdy obejmował urząd Prezydenta RP, zaproponował mu stanowisko doradcy społecznego ds. edukacji i nauki. Prof. Kleiber je przyjął. – Znaliśmy się z czasów, gdy ja byłem ministrem nauki, a on prezydentem Warszawy. Skutecznie, jak dzisiaj widać, namawiałem go do poparcia budowy Centrum Nauki Kopernik. Mieliśmy też w planie jeszcze jeden wielki projekt – budowy warszawskiego parku technologicznego, będącego miejscem nowoczesnego kontaktu nauki i biznesu. Niestety, następcy na naszych urzędach jakoś nie chcieli kontynuować tej idei, nad czym do dzisiaj ubolewam – mówi prof. Kleiber.

– To jest pewnego rodzaju fenomen. Trudno mi sobie przypomnieć kogoś innego, o kogo zabiegano by po każdej stronie sceny politycznej – mówi o prezesie PAN politolog Jarosław Flis. – Stara się występować jako mediator, potrafi docenić swoich słuchaczy, pokazać, że myśli podobnie jak oni.

Dobrym potwierdzeniem tego było przemówienie, które prof. Kleiber wygłosił w marcu 2010 r. na kongresie PiS. Przez kilkadziesiąt minut przemycił wiele treści na temat strategii rozwoju Polski do 2020 r. i jednocześnie mówił o tym, co delegaci PiS chcieli usłyszeć: o „państwie opiekuńczym, które nie jest przeszkodą w szybkim rozwoju”, o tym, że trzeba znaleźć synergię między naszymi trudnymi doświadczeniami historycznymi a patrzeniem w przyszłość, oraz „o marzeniach o wolnej i bogatej Ojczyźnie”.

Następca Tuska

Prof. Kleiber co pewien czas jest obsadzany przez niemal wszystkie opcje polityczne, a to w roli premiera ponadpartyjnego rządu eksperckiego, a to kandydata na prezydenta Polski. Najmniej ciepłych słów pod jego adresem pada dziś ze strony PO. Jak tłumaczy Leszek Miller, Platforma dystansuje się od prof. Kleibera choćby z tego powodu, że PiS czy Ruch Palikota wymieniają go czasami jako „technicznego” następcę Tuska. Ale ważniejsze jest chyba to, że PO przybiła prof. Kleiberowi pisowską pieczęć za jego bliską współpracę z Lechem Kaczyńskim. – Prof. Kleiber ciągle chce być na giełdzie potencjalnych nazwisk do pełnienia najważniejszych funkcji politycznych w kraju. Rozmawia z Palikotem, potem, aby żyć dobrze z PiS, chce uwiarygodniać ekspertów Macierewicza. Nie akceptujemy tej niejednoznaczności – mówi osoba z otoczenia premiera.

Ale prof. Kleiber, jak się wydaje, patrzy na politykę raczej przez pryzmat naukowca, a to nie pasuje do ekstremalnie emocjonalnej, podszytej polityką dyskusji o katastrofie smoleńskiej. W takiej sytuacji dobre intencje bywają surowo karane. Może się okazać, że piłowanie smoleńskiego węzła to najtrudniejsza misja profesora Kleibera.

Polityka 40.2013 (2927) z dnia 01.10.2013; Polityka; s. 18
Oryginalny tytuł tekstu: "Profesor na placu smoleńskim"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak się leczy na Stadionie? „Wstyd mi, że w tym uczestniczę”

Doktor M. leczy na Narodowym. Zaprosił mnie do Regent Warsaw Hotel, jednego z droższych w stolicy. To tutaj zakwaterowano personel szpitala tymczasowego.

Paweł Reszka
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną