Cisza wyborcza: likwidować, ale mądrze

Między ciszą a ciszą
W czasach internetu cisza wyborcza wydaje się absurdem. Coraz więcej komentatorów żąda, by ją zlikwidować. Ale czy wiedzą co konkretnie? Czytając prasę i portale mam wrażenie, że nie bardzo.

Czy wyobrażamy sobie, żeby w lokalu wyborczym ktoś nas brał pod rękę i tuż przed głosowaniem podtykał nam ulotki ze swoim kandydatem? A inny agitator łapał nas za drugą i kłócił się, że to jego kandydat jest jednak lepszy? A po drodze do lokalu musieliśmy się przebić przez demonstrację przeciwników (albo zwolenników) premiera? Niespecjalnie.

Cisza wyborcza to kilka różnych zakazów. Kodeks wyborczy zakazuje w przedwyborczą sobotę oraz wyborczą niedzielę prowadzenia agitacji wyborczej (w tym zgromadzeń i manifestacji, wygłaszania przemówień oraz rozpowszechniania materiałów wyborczych). W kolejnym przepisie dodatkowo nie pozwala na agitację wyborczą w lokalu wyborczym i w budynku, w którym się ten lokal znajduje. Jeszcze jeden przepis zabrania publikacji sondaży wyborczych w sobotę i niedzielę. Z kolei brak informacji o frekwencji w referendach lokalnych – omijany w niedzielę przez masowe ćwierkanie o grzybobraniu - wynika z uchwały Państwowej Komisji Wyborczej. Każdemu z tych zakazów warto się przyjrzeć z osobna, bo nie wszystkie są jednak aż tak idiotyczne, nieprawdaż?

Rzeczywiście najbardziej absurdalny jest dziś zakaz publikowania sondaży. Do jego zniesienia wystarczy mi argument, że jest on niemożliwy do wyegzekwowania. Wystarczy zamieścić wyniki na zagranicznym serwerze czy serwisie i już wszystko jest legalne. A internet nie zna granic.

Jeśli chodzi o ciszę wyborczą w sobotę, to też możemy ją już sobie chyba darować. W dobie mediów elektronicznych, internetu i portali społecznościowych to raczej przeżytek. Choć musimy sobie zdawać sprawę z tego, co odejście od niego może oznaczać. W internecie zaroi się od wrzutek „z ostatniej chwili”: że kandydat A to bije żonę, a B był agentem obcego wywiadu, a praszczur C walczył pod Legnicą po stronie Tatarów. Obwinieni nie będą już specjalnie mieli czasu żeby się bronić. Gra wyborcza w brudne chwyty na pewno się zaostrzy.

Jeśli chodzi o niedzielną ciszę wyborczą, sytuacja jest bardziej skomplikowana. Można zlikwidować zakazy informowania np. o frekwencji czy wspomniany zakaz publikacji sondaży. W zasadzie możnaby też pozbyć się zakazu agitacji w mediach, choć to już bardziej dyskusyjne. Mogę sobie wyobrazić sytuację, że kampania trwa do samego końca w internecie czy telewizji, choć - znów – skończy się to pewnie nasileniem gry w brudy i przecieki.

Mniej wyobrażam sobie likwidację zakazu agitowania na ulicach czy demonstrowania. To już może być ryzykowne – manifestacja polityczna w dniu wyborów może się skończyć zamieszkami, a to z kolei naprawdę zakłóci wybory. Utrzymanie zakazu agitacji w lokalu wyborczym chyba nie wymaga dyskusji. Przepisy o ciszy wyborczej można dostosować do współczesnych czasów, choć wymaga to dyskusji i namysłu, a nie wymachiwaniem jak cepem hasłem „zlikwidować ciszę”.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj