Renament
Jeszcze tegorocznej wiosny na warszawskim Krakowskim Przedmieściu w obecności ludzi jednej płci, wiary i wieku ks. Stanisław Małkowski odprawiał egzorcyzmy, by wypędzić Zło z prezydenckiego pałacu.

Kpiłem z tego, przyznaję. Najgorsze, że nie ja jeden. A tymczasem najwidoczniej się udało, bo żadnych nowych egzorcyzmów się nie szykuje. Dobro zalęgło się na dobre. I emanuje.

Prezydent Duda uwolnił wymiar sprawiedliwości od wymiaru sprawiedliwości i koło demokracji się zamknęło. Ułaskawiając przeczysty kryształ, o którym spoufaleni mówią krótko Mariusz Kamiński, dał dowód stałości swoich poglądów. Cztery lata temu jeszcze jako poseł PiS przekonywał w Sejmie, że ułaskawia się tylko osoby uznane przez sądy za winne. „Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem”. Jak mówił wtedy, tak dziś postąpił, tylko odwrotnie. Chyba na złość Kamińskiemu, który jeszcze w maju akt łaski nazywał bezczelnością.

Nową jakością trzeciej świeżości zalatuje od rządu, aż nos wykręca. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk na pytanie dziennikarza, od czego zacznie dobrą zmianę, odpowiedział bez namysłu: „Wpierw musimy zrobić renament”. Ciekawe, czy o kolejnictwie wie tyle samo, co o języku ojczystym. Na razie wziął sobie do pomocy wiceministra Jerzego Szmita, faceta, któremu dwukrotnie odebrano prawo jazdy za wykroczenia drogowe. Teraz będzie odpowiadał za budowę szos i autostrad. Wybór pochwalił wicemarszałek Sejmu Brudziński: „Niedobre doświadczenia Szmita mogą się przełożyć na sprawne zarządzanie tym obszarem”. To świetny pomysł, uważam. Teraz minister spraw wewnętrznych Błaszczak na stanowisko komendanta głównego policji powinien szukać kogoś, kto na przykład zabił teściową. Jego niedobre doświadczenia mogą się przydać itd.

Szefem wojskowego kontrwywiadu został w rządzie PiS niejaki Piotr Bączek. Kwalifikacje? Opisał je Wojciech Czuchnowski w „GW”. Otóż w 2011 r. Bączek wsławił się uruchomieniem śledztwa, by ustalić, kto na furtce jego domu umieścił martwą wiewiórkę. Uznał to bowiem za odwet za jego działalność polityczną u boku Antoniego Macierewicza. Wiewiórkę wprawdzie umorzono, ale furtka została i teraz śmiało wdarli się przez nią do MON znani nam już eksperci od pękających parówek, rozpylania cystern helu oraz sklejacze tekturowych samolocików, które podpalali zapałkami w szopie. Oni wszyscy są znów tam potrzebni, bo minister Macierewicz zarządził, że wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej jest „najwyższym wyzwaniem i honorem Wojska Polskiego”. Obrona kraju to sprawa drugorzędna, niech się sam broni.

Tym bardziej że rząd „ręki milionopalcej w jedną miażdżącą pięść zaciśniętej” (Majakowski) musi teraz walczyć z pornograficznymi przedstawieniami w teatrach, kłamliwą propagandą w TVP i nagradzanymi na świecie – czort wie dlaczego – antypolskimi filmami. A ja mam dla was taki pomysł, Towarzyszu Rządzie (też Majakowski). Czy nie prościej by było pewnej nocy po prostu unieważnić całą tę lewacką twórczość, a przy okazji „Wyborczą”, POLITYKĘ, Lisa, Żakowskiego i innych bezczelnych dziennikarzy minionego reżimu? Prof. Gliński, pierwszy wicepremier i minister kultury, ma chyba prawo kompromitować się na własną rękę, szczególnie że świetnie mu to idzie. Jednak najlepszy pomysł ma Beata Kempa z biura pani premier. Żąda, by karać, kierując się nie obowiązującym prawem, ale dogmatami Kościoła – za sam zamiar, za samą myśl, że można np. wystawić na scenie laureatkę Nagrody Nobla. Albo „Pana Tadeusza”, bo to też niezłe porno. Tytułowa postać – wiadomo – najpierw ciotkę, potem siostrzenicę...

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną