Nieoczekiwana kariera medialna pewnej radnej PiS. Wywołała dwie afery
Na całą Polskę głośny staje się wpis zamieszczony przez radną na portalu społecznościowym. Dotyczy on sporu o forsowaną przez PiS uchwałę na temat suwerenności.
włodi/Flickr CC by 2.0

Pewna gdańska radna PiS dzięki swoim wyczynom ma medialne pięć minut. Na dodatek z rodziną. Ale w istocie stawka jest poważna.

Ot choćby sam minister spraw wewnętrznych interweniuje w sprawie jej córki, którą policja zatrzymała podczas nielegalnej manifestacji – i po wezwaniu do rozejścia się. Czyli po prostu w trakcie zwykłej ulicznej burdy z rzucaniem w stróży prawa kamieniami z torowiska (o obelgach nie wspominając). Oczywiście, zapewne można było krewką (nie pierwszy raz) nastolatkę spacyfikować w inny sposób. Lecz sądząc z dokumentacji filmowej, ona sama podczas akcji funkcjonariuszy raczej przednio się bawiła, niż jęczała z ran.

Zwłaszcza że mama też była na miejscu. Minister Błaszczak tymczasem z góry przesądził winę swoich, było nie było, ludzi, choć zdawałoby się, że akurat w przypadku policji szef powinien zwykle stać murem za podwładnymi – aż do czasu wyjaśniania sprawy.

Równocześnie na całą Polskę głośny staje się wpis zamieszczony przez radną na portalu społecznościowym. Dotyczy on sporu o forsowaną przez PiS uchwałę na temat suwerenności, a zakończony jest wezwaniem do „ogolenia na łyso” jednej z posłanek opozycji. Oczywiście, i to dałoby się potraktować jako wyraz, powiedzmy, przesadnych emocji. Tyle że radna wyraźnie się nakręca. Zwłaszcza że żądni kolejnych newsów dziennikarze robią z nią kolejne wywiady. Przyznaje więc, że doskonale wiedziała, jaki kontekst mają użyte przez nią słowa. Ba, z dumą powołuje się na swoje wykształcenie historyczne (i na „Kamienie na szaniec”). Mówi o zdrajcach ojczyzny oraz swojej – i „uczciwych Polaków” – dla nich pogardzie. Mówi o okupantach (z Unii Europejskiej), „homodyktaturze” itd.

Poglądy radna ma, jakie ma. Komentować ich ani nie warto, ani – prawdę mówiąc – nawet nie sposób. Ale od reakcji na jej wyczyny zależy, czy granica tego, co w polskim życiu publicznym jest dopuszczalne, a co jednak jeszcze nie, znowu się nie przesunie. I chodzi o reakcję dwojakiego rodzaju. Organów państwa – bo zakłócanie porządku, groźby i nawoływanie do przemocy powinny być ścigane. I własnej partii – jeśli ta chce uchodzić za poważną. Tyle że partia owa coraz częściej sięga po podobny styl: też kpi z prawa i wyzywa przeciwników od zdrajców ojczyzny. A że jeszcze nie wzywa do golenia ich na łyso…

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną