Były wiceszef BOR skazany za zaniedbania w sprawie Smoleńska. Spełnia się marzenie Kaczyńskiego

Generał pierwszy w szeregu
Co jednak wymowne, sąd uznał, że nie ma dowodów uzasadniających hipotezę, jakoby 10 kwietnia 2010 r. doszło do zamachu.
Agencja Gazeta

Wyrok za zaniedbania popełnione przez Biuro Ochrony Rządu przy ochronie wizyt premiera i prezydenta w Smoleńsku w 2010 r. jest znamienny – i to nie tylko dlatego, że skazany został tak wysokiej rangi funkcjonariusz służb (ówczesny zastępca szefa BOR w stopniu generała).

Jako że proces był w dużej części tajny, pozostaje tylko wierzyć, że sąd obiektywnie rozpatrzył sprawę (w tym zwłaszcza ekspertyzy biegłych) i gen. Paweł Bielawny rzeczywiście nie dopilnował wszystkich procedur przewidzianych w jego firmie przy organizacji państwowych wizyt.

Niewykluczone jednak, że wymierzając karę w zawieszeniu, sąd wziął także pod uwagę mocno, by tak rzec, władczy stosunek, jaki wobec oficerów BOR (i wojskowych pilotów, obsługujących loty państwowe) miał ówczesny prezydent i jego otoczenie (dość przypomnieć ruganie i publiczne obrażanie mjr. Grzegorza Pietruczuka, pilota, który odważył się sprzeciwić absurdalnemu poleceniu Lecha Kaczyńskiego podczas wyprawy do Gruzji w sierpniu 2008 r.).

Co jednak wymowne, sąd w uzasadnieniu uznał, że nie ma żadnych dowodów uzasadniających hipotezę, jakoby 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem doszło do zamachu przy użyciu materiałów wybuchowych. Podczas procesu potwierdzono m.in., że 10 kwietnia 2010 r. samolot prezydencki przed startem został dokładnie pod tym kątem sprawdzony.

Sąd podkreślił ponadto, że zaniedbania BOR nie przyczyniły się do katastrofy. Znaczący jest wreszcie ten fragment uzasadnienia wyroku, w którym zwraca uwagę, że BOR nie miał wpływu na zachowania pilotów i kontrolerów. Można więc sądzić, że funkcjonariusze nie mogli też przeciwdziałać ewentualnym zachowaniom innych osób podczas samego lotu w stosunku do pilotów właśnie...

Jest wreszcie jeszcze jedna charakterystyczna okoliczność: komentarz Jarosława Kaczyńskiego na wieść o werdykcie. Prezes PiS miał rzucić tylko: „Mam nadzieję, że będzie więcej wyroków”. Faktycznie, lista oskarżonych sugerowana przez niego – a także przez Antoniego Macierewicza i jego wyznawców – jest baaaardzo długa.

I tak się jakoś składa, że Kaczyński podzielił się swoim marzeniem, wychodząc ze spotkania specjalnego zespołu prokuratorów, który do ponownego zbadania tragedii 10 kwietnia 2010 powołał niedawno minister sprawiedliwości/Prokurator Generalny. Na razie śledczy Zbigniewa Ziobry nalegają na ekshumację wszystkich ofiar – nawet jeśli sprzeciwiają się temu ich rodziny. Akurat Jarosław Kaczyński w przypadku swojego brata nie ma żadnych obiekcji...

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj