Zdelegalizować ONR! Pierwszy był Edelman
O delegalizację wszelkich organizacji nacjonalistycznych i szowinistycznych lata temu apelował Marek Edelman. Wtedy jego apel zlekceważono.
AZ/Polityka

Po serii naruszeń prawa z udziałem członków Obozu Narodowo-Radykalnego , Platforma Obywatelska zdecydowała się zasugerować zdelegalizowanie tej organizacji jako propagującej faszyzm i nawołującej do nienawiści z powodu koloru skóry, narodowości czy wyznania.

Warto przypomnieć, że Marek Edelman, jeden z komendantów powstania w getcie warszawskim, a w PRL działacz antykomunistycznej opozycji i znakomity lekarz, już w 1992 r. zwracał uwagę ówczesnemu rządowi RP na niebezpieczeństwo związane z działalnością ugrupowań skrajnie prawicowych i nacjonalistycznych.

Wtedy symbolem nasilenia się ich aktywności stał się zlot narodowców w Zgorzelcu, podczas którego padły hasła: „Polska dla Polaków” i „Precz z Żydami”, a nadto doszło do niszczenia samochodów z niemieckimi rejestracjami oraz dewastowania miasta. Edelman wytykał władzom brak reakcji na takie ekscesy i wzywał do ukarania winnych. Przestrzegał, że lekceważenie tych tendencji może zagrozić „młodej polskiej demokracji”, a ich tolerowanie „pozostawić Polskę poza postępową Europą”.

Także i potem Edelman wielokrotnie uczulał, że milczenie wobec przejawów ksenofobii, szowinizmu czy antysemityzmu oznacza de facto akceptację takich zachowań i udzielenie im przyzwolenia. Dlatego choćby w 1995 r. wzywał ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę, by odciął się od antysemickich wypowiedzi ks. Henryka Jankowskiego.

Z kolei w 2006 r. apelował do premiera Kazimierza Marcinkiewicza o ukrócenie szerzenia ideologii nienawiści w politycznych audycjach Radia Maryja (a przynajmniej o powstrzymanie członków rządu od występowania na antenie tej stacji). Domagał się też podjęcia przez organy państwa działań wobec rasizmu pleniącego się na stadionach piłkarskich.

Znamienne wreszcie, że w lutym 2008 roku w liście do premiera Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego zwrócił się wprost o „zainicjowanie procesu delegalizacji szowinistycznych partii i organizacji”. Tak się składa, że na jego polecenie redagowałem to pismo.

W swoim mieszkaniu w Łodzi dyktował: „Jak Panom wiadomo, w ostatnim czasie nasiliły się w Polsce wystąpienia antysemickie i ksenofobiczne. I nie jest to zjawisko marginalne”. Nie wahał się sięgnąć po historyczną analogię: „Kiedy w 1922 roku niejaki Adolf Hitler próbował przeprowadzić w Niemczech pucz, zbagatelizowano to jako incydent. A nie trzeba przypominać, czym się to skończyło”. Dlatego właśnie wzywał do zdelegalizowania „wszelkich partii i organizacji nacjonalistycznych”, wymieniając jako przykłady Narodowe Odrodzenie Polski i Młodzież Wszechpolską.

Kiedy zapytałem, czy to nie za ostre środki jak na wolny, było nie było, kraj, uciął w swoim stylu: „Bzdury gadasz! To zawsze zaczyna się od niby drobiazgów. Ja to już przerabiałem”. I kazał na końcu wprost ostrzec adresatów: „To kwestia Panów osobistej odpowiedzialności za wizerunek i przyszłość Polski”.

Niedługo potem zwrócił się do Donalda Tuska raz jeszcze, kiedy to prezesem publicznej telewizji został Piotr Farfał, aktywista ugrupowań skrajnie nacjonalistycznych i redaktor prasy neonazistowskiej. „W demokratycznym państwie nie wolno pozwalać, żeby funkcje publiczne pełnili ludzie, którzy głosili rasizm i antysemityzm, którzy pochwalali faszyzm” – pisał. I dodał bez ogródek: „Jest hańbą dla Pana, że Pan na to pozwala”.

Wtedy politycy Platformy Obywatelskiej zlekceważyli ten głos. Teraz wreszcie sami szczęśliwie dostrzegli, że przestrogi Edelmana były zasadne. Tym bardziej warto pamiętać jego słowa, że „zło może urosnąć”, a „doświadczenie uczy, że od nienawistnych słów do zbrodniczych czynów jest czasem niedaleka droga”.

Czytaj także

Polityka Cyfrowa

Teraz miesiąc od nas w prezencie!

Zaprenumeruj

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj