Sprowadzając wojsko na Krakowskie Przedmieście, PiS utraciło resztki moralnej wyższości nad PRL
Kiedy wieczorem dochodziłam na Krakowskie Przedmieście, zaalarmowana doniesieniami o obecności wojska, przywitały mnie pierwsze zdania przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Określił on spotkanie mające upamiętniać śmierć dziewięćdziesięciu sześciu osób mianem… jubileuszu: „Dzisiaj osiemdziesiąta miesięcznica, można powiedzieć – jubileusz tego wszystkiego, co czynimy dla pamięci, dla prawdy, dla godności Rzeczpospolitej”.
Żandarmeria Wojskowa rzeczywiście była – kordon czerwonych beretów ubezpieczał tyły podwójnego kordonu policjantów. Szpalery odgradzały przestrzeń wokół krzyża od mniej więcej stuosobowej grupy protestujących z białymi różami w dłoniach. Tych zaś kolejny szereg policji odgradzał od uczestników miesięcznicy. Przez tłum na jezdni Krakowskiego Przedmieścia przejeżdżała furgonetka z nagłośnieniem.
Kaczyński użył siły przeciwko demonstrantom
Ochraniany przez wojsko Jarosław Kaczyński kilka godzin wcześniej użył sił porządkowych do przesunięcia obywatelskiego protestu opozycji. Potwierdzając na każdym kroku swoją przewagę – nawet nad swoimi zwolennikami, którzy rozstępowali się przed furgonetką – zapowiadał walkę z „prymitywnym darwinizmem społecznym”, w którym… zawsze wygrywał silniejszy.
Wygląda na to, że Jarosławowi Kaczyńskiemu udała się rzadka sztuka: zarazem trzyma władzę i pozostaje w opozycji. Sprzeczność zyskała chwilę potem znakomitą ilustrację dźwiękową: w rytm puszczonej z zachrypniętych już głośników podniosłej pieśni „Żeby Polska była Polską” kontrmanifestujący wykrzykiwali „Piotrowicze! Misiewicze!”.
Ta żonglerka nie przesłoni jednego: wyprowadzając wojsko przeciwko demonstrantom, nawet jeśli obecność żandarmów była czysto symboliczna i nie weszli do bezpośredniej akcji, Jarosław Kaczyński przekroczył kolejną istotną dla demokracji granicę. Obieralna władza demokratyczna jest z zasady przywiązana do pokoju. Służy obywatelom, musi im się podobać, a gdy to niemożliwe – tłumaczyć.
Nie może ich straszyć. Posługując się wojskiem w taki sposób, Kaczyński prawdopodobnie nieświadomie wszedł w buty PZPR. I utracił resztki moralnej wyższości nad peerelowską władzą łamiącą prawa obywatelskie. W tym sensie Obywatelom RP prowokacja rzeczywiście się udała. Niestety – być może ostatnia przeprowadzona legalnie.