Kraj

Obrońca Czerwonego Kapturka

Jak wyglądało spotkanie posła Piotrowicza z tzw. suwerenem?

Stanisław Piotrowicz Stanisław Piotrowicz Stanisław Piotrowicz / Facebook
Tego nie wymyśliłby nawet Mrożek do spółki z Bareją. W Konstancinie odbyło się spotkanie posła Stanisława Piotrowicza (PiS) z elektoratem. Posła, byłego prokuratora z czasów PRL, przedstawiono jako obrońcę ładu konstytucyjnego.

W sali w konstancińskim Centrum Edukacji Misyjnej Pallotynów zebrało się kilkudziesięciu zwolenników prokuratora i kilkunastu jego przeciwników. Wśród zwolenników przeważały starsze panie i starsi panowie (jeden w koszulce sławiącej Żołnierzy Wyklętych). Przeciwnicy, głównie przedstawiciele ruchu Obywatele RP i KOD Mazowsze, weszli na salę bez charakterystycznych żółtych kamizelek i plakietek z nazwą organizacji i nierozpoznani wmieszali się w elektorat posła prokuratora.

Przyszedł też pewien obywatel indywidualny – przeciwnik posła Piotrowicza, ale niezwiązany z opozycyjnymi ugrupowaniami. Ustawił kamerkę i utrwalał obraz oraz dźwięk. Kiedy poseł rozpoczął swój wykład, obywatel indywidualny przerywał mu bezceremonialnie, wykrzykując wrogie hasła. Elektorat pana posła nie krył oburzenia takim zachowaniem. – Wyrzucić go! – domagały się starsze panie. – Jak mu się nie podoba, to precz!

Obywatel indywidualny nic sobie z tego nie robił, czym rozsierdził zwolenników PiS do białej gorączki. Ktoś zarządził: – Proszę państwa, głosujmy. Kto jest za wyrzuceniem tego pana?

Elektorat przez aklamację opowiedział się za wyrzuceniem, ale zabrakło wykonawców woli większości, bowiem obywatel indywidualny wyglądał na całkiem krzepkiego. W związku z tym nadal wcinał się posłowi w jego przemówienie. Próbowano go unieszkodliwić innym sposobem, przez wyklaskanie, ale i ta metoda zawiodła. W końcu wyborcy PiS dali mu spokój, a sam poseł postanowił przemawiać, udając, że obywatela indywidualnego nie ma na sali, nie pokrzykuje i nie przeszkadza.

Poseł Piotrowicz opowiada o demokracji

Poseł prokurator mówił pięknie, od serca. Opowiadał o demokracji, której istotą jest to, że niczyje poglądy nie dominują nad innymi (a już na pewno nie dominują poglądy partii rządzącej nad poglądami opozycji). Opowiadał o polityce, która jest roztropną troską o dobro wspólne. Ludzie, którzy się temu sprzeniewierzają, winni być z życia politycznego eliminowani (ale przecież nie panowie Macierewicz i Misiewicz, bo oni się niczemu nie sprzeniewierzają). Opowiadał wreszcie o Trybunale Konstytucyjnym, w którym sytuacja się unormowała (bo wcześniej była gorsząca). Podobnie musi stać się w sądownictwie powszechnym. Sędziowie to grupa pozostająca poza jakąkolwiek kontrolą, i to jest nie do przyjęcia. To nie może być kasta uważająca się za lepszą od innych obywateli i stojąca ponad narodem oraz torpedująca działania władzy.

Im dłużej i piękniej poseł prokurator przemawiał, tym większe wzruszenie rysowało się na twarzach elektoratu. Sam poseł też się rozsmakował we własnej, tak kwiecistej oracji i już bez najmniejszej oznaki zażenowania opowiadał o tym, jak stał się dzielnym obrońcą ładu konstytucyjnego i jak dobra zmiana zapanuje w Polsce na całe lata. Bo na tym polega demokracja, że suweren, mając do wyboru lepszych i gorszych, wybiera tych pierwszych.

Kilka trudnych pytań do Stanisława Piotrowicza

Ale kiedy przyszła pora na pytania z sali, uśmiech znikł z twarzy posła prokuratora. Bo oto Obywatele RP i członkowie KOD poprzypinali swoje plakietki, przywdziali żółte kamizelki i z różnych stron sali spokojnie i rzeczowo postawili Stanisławowi Piotrowiczowi kilka trudnych pytań.

Chcieli wiedzieć, co poseł sądzi o nowej szefowej TK Julii Przyłębskiej, która jako sędzia sądu powszechnego miała niespotykanie niskie notowania u wizytatorów. Chcieli też wiedzieć, jak pan poseł ocenia media narodowe, które łżą w żywe oczy. I dlaczego oskarżył w stanie wojennym działacza opozycyjnego. Pytania się mnożyły, a poseł prokurator wił się niczym piskorz.

W sprawie Przyłębskiej: wizytatorzy mogli się mylić, bo ludzie są tylko ludźmi i działają z różnych pobudek. Media narodowe nie kłamią w przeciwieństwie do mediów prywatnych. A działacza opozycji oskarżył bardzo sprytnie, bo dzięki temu działacz został uniewinniony.

W katolickim centrum misyjnym na obrzeżach Konstancina odbył się przedziwny spektakl. Poseł Stanisław Piotrowicz, były prokurator z PRL i działacz PZPR, w roli obrońcy ładu konstytucyjnego wypadł równie wiarygodnie jak ten wilk z bajki, który pomysł pożarcia dziewczynki spieszącej do babci ogłosiłby światu jako próbę obrony Czerwonego Kapturka.

To Himalaje hipokryzji – ocenił pewien uczestnik spotkania, mieszkaniec Konstancina. – Pan po prostu cały czas kłamie. Tego nie da się znieść, idę stąd – wykrzyczał i trzasnął drzwiami. I zaraz potem spotkanie posła z suwerenem dobiegło końca.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Jak kwarantanna odbije się na naszym zdrowiu

Siedzimy na huśtawce społecznej i politycznej. Z jednej strony dyscyplina sanitarna, z drugiej masowe manifestacje oraz bandyckie rozróby na ulicach. Chaos, bezładne poczynania władzy, jak zapowiedź tzw. narodowej kwarantanny, wzmacniają nasz niepokój.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
21.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną