Oceniamy rząd Beaty Szydło

Rząd ugrzązł
Gabinet Beaty Szydło traci impet, a na wierzch zaczęły wychodzić wewnętrzne spory. Wciąż jednak utrzymuje bardzo wysokie poparcie.
Przemówienie Beaty Szydło w Sejmie
KPRM/Flickr CC by 2.0

Przemówienie Beaty Szydło w Sejmie

Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

Polityka

Co roku jesienią centrum analityczne POLITYKA INSIGHT przygotowuje rating rządu. W tym roku zbiega się on z półmetkiem kadencji i dwuleciem gabinetu Beaty Szydło oraz przesuwaną od września rekonstrukcją.

Jak powstaje rating? To jakościowa ocena pracy premiera i ministrów na podstawie 16 wskaźników pogrupowanych w trzy kategorie. Najbardziej istotna z nich jest jakość rządzenia, czyli ocena za legislację, realizację reform czy administrowanie resortem. Pozycja polityczna pokazuje miejsce w partii i wpływy w partii. Odbiór publiczny – zaufanie społeczne w sondażach, ale też odbiór w mediach.

W każdej z tych kategorii ministrowie dostali oceny od A+ do C- według podobnej skali, w jakiej ocenia się wiarygodność kredytową państw. Wiele wskaźników jest obiektywnych (np. wynikają z sondaży), w innych analitycy POLITYKI INSIGHT mieli pewną swobodę.

Przygotowanie tegorocznego ratingu w niektórych dziedzinach przyprawiło analityków o ból głowy. Jak ocenić np. ministra, który spełnia obietnice, efektywnie wdraża zmiany, ale takie, które eksperci i dana branża oceniają negatywnie? A jednocześnie utrzymuje wysokie poparcie społeczne, bo te zmiany podobają się jego elektoratowi, który stanowi istotną część całej puli wyborców. Tak było np. w przypadku Zbigniewa Ziobry i zmian w sądach oraz Anny Zalewskiej i likwidacji gimnazjów.

Postanowiliśmy obniżać ocenę ministra tam, gdzie uznaliśmy zmiany za szkodliwe, ale z drugiej strony skuteczność, mocna pozycja w partii lub rządzie czy wysokie sondaże windowały ratingi w górę.

To już piąty rating rządu przygotowywany przez PI i widać z niego, jak różne modele gabinetów mieliśmy w ostatnich latach. W rządzie Donalda Tuska była widoczna duża i z roku na rok rosnąca przewaga premiera nad ministrami. Potem Ewa Kopacz wciągnęła do rządu liderów partyjnych frakcji, by następnie stopniowo go odpolityczniać. Gabinet Szydło jest jeszcze inny – już rok temu określiliśmy go jako grupę wynajętych specjalistów od gospodarki i zmian społecznych. Prawdziwy, polityczny rząd mieści się nie w Al. Ujazdowskich, lecz w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej.

Przed dwoma laty Beata Szydło wygłosiła mocno techniczne exposé, a po nim nastąpiła polityczna, programowa przemowa prezesa PiS. I ta tendencja w tym roku wyraźnie się pogłębiła – od ogłaszania strategicznych decyzji był Jarosław Kaczyński i jego ludzie z Nowogrodzkiej.

W ciągu ostatniego roku rządowi udało się wprowadzić w życie dwie z najistotniejszych zapowiedzi wyborczych: obniżenie wieku emerytalnego i likwidację gimnazjów. Z kolejnymi zmianami było gorzej: niewiele się udało zdziałać w służbie zdrowia, sam prezes PiS krytykował brak postępów w programie Mieszkanie+.

Gabinet Szydło miał coraz więcej problemów. W kraju najbardziej istotnym momentem dla obozu władzy było weto prezydenta Andrzeja Dudy do ustaw sądowych, po którym obozowi władzy nie udało się odzyskać tempa zmian. Za granicą pogłębiała się izolacja Polski.

Rząd utracił impet z postkampanijnego 2016 r. i ugrzązł w problemach związanych z bieżącą administracją. Z gabinetu nie wypłynęła w ciągu ostatniego roku żadna świeża myśl. PiS, który przed dwoma laty umiał zgrabnie piarowo opakować planowane zmiany, stanął w miejscu.

Wyszły za to na jaw liczne konflikty, mniej lub bardziej poważne. Najmocniej iskrzyło między premier i Zbigniewem Ziobrą z jednej strony i wicepremierem Morawieckim z drugiej. Spór miał swoje poważne odsłony, jak odwołanie prezesa PZU przez Morawieckiego i przejęcie nadzoru nad spółką przez Szydło i mniej poważne, gdy piarowcy premier i wicepremiera walczyli o to, kto z ich szefów zostanie człowiekiem roku na Forum Ekonomicznym w Krynicy (wygrała Szydło).

W rząd uderzyło kilka afer. Wiosną okazało się, że Bartłomiej Misiewicz jako pełnomocnik zarządu PGZ ds. komunikacji zarabia miesięcznie 50 tys. zł. Wywołało to oburzenie mediów i ostrą reakcję Jarosława Kaczyńskiego. W sierpniu przez północno-zachodnią Polskę przeszła nawałnica, której skutki rząd początkowo próbował lekceważyć. We wrześniu wybuchła afera billboardowa, w której opozycja i media atakowały PiS za korzystanie z milionowych kwot od państwowych spółek na promowanie działań partii.

Te problemy na razie spływają po rządzie jak woda. W sondażach PiS trzyma się mocno i sięga już po połowę zdecydowanych wyborców. Polacy oceniają też rząd najlepiej w historii od początku takich badań, czyli od 23 lat, szczególnie w gospodarce i polityce społecznej. Dopóki utrzymuje się świetna koniunktura gospodarcza (choć na horyzoncie pojawiają się chmury, np. rosnący deficyt strukturalny) i razem z nią hojna polityka społeczna, pozycja obozu władzy wydaje się niezachwiana.

Inaczej jest z pozycją konkretnych ministrów, tu niektórzy w ciągu roku poszli w górę, inni stracili. Ostatni rok uwypuklił zarówno polityczne zalety, jak i wady Beaty Szydło. Z jednej strony pozostaje ona popularnym premierem, a zaufanie do niej jeszcze wzrosło, z drugiej ma coraz mniejszy wpływ na politykę obozu władzy, w ważnych momentach potrafi zniknąć, a konflikty w gabinecie wymknęły jej się spod kontroli. Po dymisji Pawła Szałamachy i Dawida Jackiewicza straciła swoje zaplecze w rządzie i sama stała się zapleczem dla Zbigniewa Ziobry w jego sporze z Morawieckim.

Choć gwiazda wicepremiera Morawieckiego świeci słabiej niż przed rokiem, dalej jest najważniejszym ministrem w rządzie – to on prowadzi politykę gospodarczą, korzysta z dobrej koniunktury gospodarczej i efektów uszczelniania podatków. Wicepremier dostał zadanie sfinansowania „dobrej zmiany” i się z niego wywiązuje. Musi jednak panować jednocześnie nad resortami gospodarki i rozwoju i widać pierwsze oznaki zmęczenia materiału.

Politycznie w ciągu roku najbardziej zyskał Zbigniew Ziobro. Choć część ustaw sądowniczych została zawetowana, to i tak zyskał liczne kompetencje i z nich korzysta, m.in. zmieniając prezesów sądów. Po wetach prezydenta jego pozycja w PiS zresztą wzrosła, posłom prawicy podoba się jego image twardziela. Dzięki sojuszowi z Szydło kojarzeni z nim ludzie zajęli ważne stanowiska w dużych spółkach (w tym PZU i Pekao).

Wzmocniła się także Elżbieta Rafalska, która stała się twarzą popularnych wśród Polaków zmian społecznych: 500+ i obniżki wieku emerytalnego. Aktywny politycznie i merytorycznie jest też Jarosław Gowin, który z jednej strony wzmocnił swoją partię, z drugiej forsuje zmiany w nauce i sprzyja jej współpracy z biznesem.

Ta piątka to najsilniejsi ministrowie. Merytorycznie dobre recenzje zbierali także Henryk Kowalczyk i Anna Streżyńska, ale oni z kolei mocno osłabli politycznie. Kowalczyk dlatego, że jest kojarzony ze słabnącą w ostatnim czasie premier, a Streżyńska, bo nie zdecydowała się szukać politycznego zaplecza dla swoich projektów.

Antoni Macierewicz, choć pozostaje w obozie prawicy jedynym poza Jarosławem Kaczyńskim politykiem z własną pozycją polityczną, stracił w rządzie nietykalność. Prezes PiS wprawdzie poparł go w sporze o wojsko z prezydentem, ale dystansuje się od jego rewelacji o wybuchach w Smoleńsku.

W ciągu roku największy zjazd w ratingu zanotował Konstanty Radziwiłł. Z jego zapowiedzi śmiałych reform i szerokich konsultacji zostało niewiele (ustawa o sieci szpitali i POZ), nie wypełnił obietnic likwidacji kolejek i likwidacji NFZ. Jego słabość i nieumiejętność dialogu obnażył strajk rezydentów.

Dwaj Mariusze – Kamiński i Błaszczak – to przykład ministrów z bardzo silną pozycją w partii i nikłym dorobkiem lub porażkami w resortach. Błaszczaka obciąża sprawa śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu oraz spóźniona reakcja na nawałnice na Pomorzu. Kamiński nie potrafił zreformować służb ani zwiększyć nadzoru nad nimi.

Anna Zalewska zrealizowała zleconą jej przez PiS likwidację gimnazjów, ale zrobiła to w pośpiechu, wywołując konflikty z samorządami i związkowcami. Tyle że udało jej się uniknąć poważnego kryzysu w szkołach i strajków nauczycieli.

Na końcu ratingu znaleźli się ministrowie, którzy już niedługo mogą się pożegnać z rządem. Andrzej Adamczyk może zapłacić za opóźnienia programu Mieszkanie+. Witold Waszczykowski – za liczne gafy, a jednocześnie niewystarczająco szybkie, jak na wymogi PiS, czyszczenie swojego resortu z niechcianych ludzi. Krzysztofa Jurgiela, który ma kłopoty w niemal wszystkich dziedzinach, za które odpowiada jego resort (np. w sprawie pomoru świń czy zakupu ziemi przez cudzoziemców), ratuje tylko wieloletnia znajomość z Jarosławem Kaczyńskim.

Rating zamyka najsłabszy minister w rządzie Jan Szyszko, którego przed dymisją zapewne nie uchronią nawet świetne układy z o. Rydzykiem. Po sprawie Puszczy Białowieskiej czy promowaniu odstrzału łosi i wilków irytuje już nie tylko opozycję, ale też prezesa PiS.

Co prezes PiS zrobi w ramach odsuwanej już na grudzień rekonstrukcji? Według ostatniej wersji zmiany będą niewielkie i ukryte pod pozorem tzw. rekonstrukcji strukturalnej. Rozebrany między inne ministerstwa ma zostać resort cyfryzacji ze Streżyńską i infrastruktury z Adamczykiem. Być może resort środowiska w części zostanie przejęty przez Ministerstwo Energii, co pozwoli na dymisję Szyszki.

Plotkuje się też o nowych wicepremierach. Joachim Brudziński miałby zapanować nad konfliktami ministrów i stworzyć sztywne łącze między Nowogrodzką a rządem, Elżbieta Rafalska z kolei jako wicepremier jeszcze bardziej wzmocniłaby socjalną twarz gabinetu. Naturalnym kandydatem na wicepremiera byłby Ziobro, który ma najsilniejszą pozycję polityczną wśród ministrów.

Ale o prawdziwej skali rekonstrukcji dowiemy się w chwili jej ogłoszenia. A dopóki piłka w grze…

***

Aby uzyskać dostęp do analiz POLITYKI INSIGHT, wejdź na: www.politykainsight.pl

***

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną