Jakim prawem CBA nachodzi byłego dyrektora Muzeum II Wojny Światowej?

Agenci nachodzą profesora
Wizyty CBA w domu uznanego historyka nie sposób traktować jako działania rutynowego. Odpowiedzią na ostentację agentów musi być egzekwowanie przez obywateli, by funkcjonariusze jednak wypełniali procedury. Zawsze, wszędzie i wobec każdego.
Prof. Paweł Machcewicz
Tadeusz Późniak/Polityka

Prof. Paweł Machcewicz

Do domu Pawła Machcewicza, znanego badacza dziejów najnowszych Polski, współtwórcy i do niedawna dyrektora Muzeum II Wojny Światowej (wedle wielu najlepszej na świecie wystawy na ten temat), zawitali agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Nie weszli wprawdzie tam – jak każe tradycja takich służb – o świcie, lecz wieczorem. A że zastali jedynie syna prof. Machcewicza, więc to jego zaczęli wypytywać o tatę: gdzie jest, kiedy wróci itd. Podczas rozmowy stwierdzili, że akurat „byli w pobliżu i zajrzeli przy okazji”, po czym zostawli numer telefonu, by naukowiec po powrocie się z nimi skontaktował, jako że ma być przesłuchany w sprawie zarzutu o działanie „na szkodę muzeum”.

CBA przekonuje, że nic się nie stało. Oficerowie mieli działać na zlecenie gdańskiej prokuratury, która zleciła im ustalenie, czy przebywa on pod warszawskim adresem, bo ponoć dwukrotnie nie podjął wysyłanych tam wezwań do stawienia się w charakterze świadka.

Dlaczego jednak takie zlecenia wykonują agenci CBA, a nie policja, chociażby zwykły dzielnicowy? Dlaczego „rozpytuje” się rodzinę? Niby dlaczego wzywany ma sam dzwonić do CBA? Watpliwości można mnożyć.

Bezczelność służb policyjnych

Bo owszem, działania prokuratury i CBA są kolejnym etapem – po naciskach merytorycznych, politycznych i administracyjnych – walki o kształt Muzeum II Wojny Światowej. Ale oprócz tego są też przejawem narastającej bezczelności służb policyjnych państwa PiS, która przejawia się m.in. w naruszaniu procedur, wykorzystywaniu niejasności interpretacyjnych czy po prostu braku zwykłego szacunku dla obywateli ze strony przedstawicieli władzy. Przykładową listę takich chwytów i przypadków niedawno tu (dwukrotnie nawet) podawałem.

Swego czasu przystaliśmy w III RP na złagodzenie wymogów proceduralnych wobec służb policyjnych, specjalnych i prokuratury w imię sprawności działania aparatu ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Nawet pamietającym skutki naruszania procedur przez peerelowską milicję, SB czy prokuraturę do głowy nie przychodziło, że owa dokonana w wolnej Polsce liberalizacja może kiedyś znowu zostać wykorzystana przeciw obywatelom. Zwłaszcza że służbom państwa udało się po 1989 roku odzyskać społeczne zaufanie.

Teraz CBA ocenia w najlepsze akcję swoich ludzi jako „standardowe, codzienne działania każdej służby, funkcjonariuszy wykonujących swoje czynności służbowe”. Tak nie jest, a w każdym razie być nie powinno. Dlatego właśnie odpowiedzią na ostentację i butę agentów, policjantów czy prokuratorów musi być egzekwowanie przez obywateli, by funkcjonariusze państwa jednak dokładnie wypełniali procedury. Zawsze, wszędzie i wobec każdego: od banalnego legitymowania na ulicy począwszy, przez próby rozmaitych rozpytań i wywiadów środowiskowych (de facto inwigilacji) czy kontroli bagażu, po zatrzymania i inne represje. Zaufania już nie ma. Trzeba się bronić. Takie czasy.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj