Kraj

Rekonstrukcja rekonstrukcji

Czy Kaczyński boi się odpowiedzialności i dlatego zwleka z rekonstrukcją?

Jarosław Kaczyński Jarosław Kaczyński Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Odpowiedzialność Kaczyńskiego jako nowego premiera stałaby się wreszcie prawnie określona. To byłoby dobre, zwłaszcza że będzie za co tę odpowiedzialność ponosić.

Serial z zamianą premier Szydło na kogoś innego i z wymianą niektórych ministrów trwa od wielu tygodni. Podobno przed świętami ma być ostatni jego odcinek.

Teraz – w tej chwili, na pięć minut – obowiązuje wariant z Mateuszem Morawieckim jako zmiennikiem i ministrami Waszczykowskim, Szyszką i Streżyńską do dymisji. Momentalnie pojawiły się spekulacje, kto w zamian, oraz pytania o relacje między Morawieckim i Ziobrą, oraz czy Macierewicz się utrzyma, a jeśli tak, to jak długo.

Wiadomo, że nic nie wiadomo

W głowie się od tego kręci, tym bardziej że nie brak i innych spekulacji, zasilanych jakoby wiarygodnymi przeciekami. Że tak naprawdę to Jarosław Kaczyński, w którego głowie ostatecznie zapadną wiążące decyzje, tylko sonduje swoje otoczenie, że sprawdza, kto i jak się w takich chwilach zachowuje, że jednak jest gotowy sam osobiście zastąpić Beatę Szydło. I wziąć rząd w twardy kajdan, dopchnąć rewolucję, usprawnić wszystkie aparaty i urzędy, które wnet mają pełną parą pracować na rzecz wygrania wszystkich nadchodzących wyborów przez PiS. Partia już nie wystarcza, gdyż nie ma bezpośredniej władzy nad państwem, a rząd w obecnym składzie jest jakiś ślamazarny, chaotyczny, premier nad nim nie panuje.

A też rok 2018 to wielka i długotrwała, ciągła rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości sto lat temu. Od dawna najbliższe otoczenie prezesa PiS schlebiająco podkreśla, że ten jubileusz powinien celebrować nikt inny jak właśnie Jarosław Kaczyński, że ceremoniał nie powinien być oddany prezydentowi Dudzie, który aż się pali do tego świętowania. I tak oto można byłoby zbudować most łączący Piłsudskiego z Kaczyńskim, tych dwóch wielkich Polaków.

Rząd innej wagi

Rząd pod premierostwem Jarosława Kaczyńskiego oczywiście nabrałby innej wagi, władza państwa skupiłaby się w nim, wszystkie elementy skomplikowanej układanki rządzenia i wpływów musiałyby się do niego odnosić i się z nim układać. Ale też odpowiedzialność Jarosława Kaczyńskiego, nowego premiera, stałaby się wreszcie bezpośrednia i prawnie określona. To byłoby jasne i dobre, zwłaszcza że jest i będzie za co tę odpowiedzialność ponosić.

Wariant z Morawieckim byłby jakimś przedłużeniem stanu obecnego. Wiadomo, decyzje zapadałyby na Nowogrodzkiej i tyle. Może jakieś praktyczne korzyści wynikałyby z ekonomicznych kompetencji dzisiejszego ministra finansów, choć nie brak co tego wątpliwości, może trochę lepszy byłby wizerunek Polski na zewnątrz i może coś tam jeszcze, ale efektywność polityczna rządu pod tym nowym premierem byłaby ograniczana przez PiS, przez konkurentów w samym rządzie, choćby Ziobrę.

Tak czy inaczej wszyscy by patrzyli na Kaczyńskiego, na jego miny, liczyli się z jego humorami. A najbardziej Mateusz Morawiecki, permanentnie zagrożony kolejną rekonstrukcją.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną