Śląscy policjanci nie chcą ochraniać miesięcznic smoleńskich
Mimo tego dyskomfortu policjanci ze Śląska – z różnych innych krajowych garnizonów też – pojadą na kolejną miesięcznicę, by strzec prezesa i jego świty. Służba nie drużba.
Miesięcznica smoleńska w Warszawie
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Miesięcznica smoleńska w Warszawie

Policjanci ze śląskiego garnizonu (największego w kraju) nie chcą jeździć do stolicy na comiesięczną ochronę miesięcznic, choć bywa na nich, ze służbowego i politycznego obowiązku, a i dla świętego spokoju, generał Jarosław Szymczyk, ich były szef, a dzisiaj komendant główny policji, nadinspektor.

Z kolei sędziowie katowickiego Sądu Apelacyjnego tupią nogą, robią miny i w sposób nad wyraz upierdliwy nie chcą być wiceprezesami tegoż sądu, w którym to 10 listopada tego roku dokonała się, przy współudziale faksu, dobra zmiana. Doświadczoną, szanowaną i cieszącą się wielkim autorytetem sędziowskiej parszywej kasty prezes Barbarę Suchowską dwudziestowieczne ustrojstwo zwane faksem zmieniło na sędziego Witolda Mazura. Teraz całe to sędziowskie tałatajstwo wymawia się protestem przeciwko rzekomo skandalicznemu, ich zdaniem, odwołaniu – i podobnemu powołaniu. No i nikt, póki co, z tutejszych sędziów nie chce zostać jego zastępcą. Wiadomo, kto tu ma rację, ale nie ma to wielkiego znaczenia, bo – jak mawiał nasz Marszałek – racja jest jak dupa, każdy ma swoją. Tak więc Mazur sam musi zarządzać ogromną apelacją.

Coś z tym wszystkim trzeba zrobić, bo znowu Warszawka przypnie nam łatę, że my tu, na Śląsku, zachowujemy się podle i separatystycznie – podgrzewani, rzecz jasna, przez opcję niemiecką. Ukrytą.

Tysiące funkcjonariuszy na miesięcznicach

Policjantów można spacyfikować, bo działają na rozkaz. Mają jechać i pałować. Pojadą – wichrzycieli i złodziei pałować będą. Albo won z roboty. Niepotrzebnie jednak paplają na lewo i prawo, że pierwsze miesięcznice niegdyś zabezpieczało kilkudziesięciu policmajstrów, a ostatnie, co chylą się już przecież ku zachodowi, muszą mieć obstawę nawet 2 tys. funkcjonariuszy. A że stołeczny garnizon nie poradzi, trzeba zaciągnąć siły na prowincji. Ze Śląska jeździ ok. 100 policjantów z prewencji, czyli 10 proc. tej służby w województwie – i mendel (1/4 kopy) różnych radiowozów.

Wyjeżdżają dzień przed miesięcznicą, śpią w legionowskim Centrum Szkolenia Policji – bezmyślnie, bezrefleksyjnie, bez świadomości, że w tych samych łóżkach przeciągali się bezczelnie ci, którym dzisiaj prawo i sprawiedliwość, w imię dziejowego zadośćuczynienia, tnie zbójeckie emerytury. Wracają następnego dnia, co oznacza, że przez trzy dni my tu, na Śląsku, czujemy się o dziesięć procent mniej bezpiecznie, bo tyle jest mniej służb patrolowych.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj