„Kibice” zaatakowali w Częstochowie Demokratyczną RP i Obywateli RP
Dwie demonstracje w jednym miejscu. Zgłoszone do władz miasta. Niechronione przez policję. Co wydarzyło się w sobotę na Jasnej Górze? Oto reportażowa, bardzo osobista relacja z pierwszej ręki.
Kibice na Jasnej Górze
WILK/Polityka

Kibice na Jasnej Górze

Mam na sobie bardzo widoczne i wyraźne oznakowanie, informujące, że nie jestem zaangażowana czynnie w wydarzenie. Jako jedyna w kilkutysięcznym tłumie kibiców z całej Polski. Czuję, że jestem obserwowana, zresztą trudno nie zauważyć, skoro kilka osób za mną chodzi i bez skrępowania nagrywa smartfonami. W pewnej chwili drogę zagradza mi zamaskowany młody mężczyzna, dwa razy młodszy ode mnie i ze trzy razy silniejszy. Uderza mnie w obojczyk i mówi mi do ucha, że mam stąd spier…, bo to ich miejsce. Nie, proszę pana, to jest także moje miejsce. To Jasna Góra. Nie odejdę.

Ale po kolei.

O pielgrzymce kibiców na Jasną Górę dowiedziałam się od stowarzyszenia Demokratyczna RP, tego samego, które stara się o delegalizację Obozu Narodowo-Radykalnego i które dokumentuje rozmaite demonstracje o charakterze nacjonalistycznym. Robi to, by powstrzymać narastanie nastrojów i postaw budujących w społeczeństwie przyzwolenie na nietolerancję, ksenofobię, nienawiść, agresję, przemoc. Usłyszałam, jak wyglądały poprzednie takie „spotkania”, o tym, że na murach częstochowskiego klasztoru wisiały ogromne banery, że kibice z pochodniami stali ramię w ramię z księżmi, że litrami lała się wódka, że w najświętszym dla Polaków miejscu dochodziło do aktów agresji. Nie zastanawiałam się długo – chcę to zobaczyć na własne oczy. Osobiście się przekonać, czy to nie jest przekoloryzowane albo histeryczne. Był we mnie także o wiele głębszy imperatyw – obowiązek obywatelski i dziennikarski.

Częstochowa serdecznie wita

Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłam na Jasnej Górze. Byłam w monumentalnym, górującym nad otoczeniem Licheniu, na „Wzgórzu Fatimskim” w Zakopanem, w krakowskich Łagiewnikach, w „Częstochowie Północy”, czyli w bazylice w Świętej Lipce. W Kalwarii Zebrzydowskiej szłam słynnymi dróżkami (niezwykłe przeżycie), widziałam „Jasną Górę Podkarpacia” w Kalwarii Pacławskiej pod Przemyślem, ale także np. ważną dla prawosławnych „Świętą Górę” w Grabarce… Ale tak się złożyło, że do tej prawdziwej Częstochowy wcześniej nie udało mi się dotrzeć.

Miasto już od swojego progu wita przyjezdnych wielką kaplicą na dworcu. Zaskakujący to widok, ale rozumiem… Jeszcze nie wiem, że im bliżej będzie do wieczora, tym mniej będę rozumieć, co widzę. Jestem mocno spóźniona, więc nie docieram na mszę dla kibiców ze święceniem stadionowych szalików, w tym czasie robię dokumentację wieszania ogromnych banerów na wysokich murach tutejszego klasztoru (zob. fotorelację). Widać, że nie jest łatwo je rozciągnąć, bo materiał plącze się w gałązkach postawionych tam świątecznych choinek – symbolu przebaczenia win, miłości i dobroci? Czy się mylę? Poprawcie mnie państwo…

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj