Nie chcą Rafała Ziemkiewicza w Wielkiej Brytanii
Brytyjska parlamentarzystka Rupa Huq zaapelowała do ministerstwa spraw wewnętrznych o niewpuszczanie do kraju Rafała Ziemkiewicza. Wcześniej taki los spotkał Jacka Międlara.
Rafał Ziemkiewicz
Sławomir Kamiński/Agencja Gazeta

Rafał Ziemkiewicz

W argumentacji przedstawionej dziennikowi „The Guardian” członkini Partii Pracy powoływała się na wypowiedzi Rafała A. Ziemkiewicza dotyczące fantazji o podbojach Państwa Islamskiego. Ziemkiewicz mówił, że dla „Francji nie ma już nadziei”, że muzułmanie to „najeźdźcy” i „barbarzyńcy” i tak dalej. Można odnieść wrażenie, że opinia publiczna nad Wisłą przyzwyczaiła się do islamofobii na tyle mocno, że nawet stojąc na skrajnie odmiennych od RAZ pozycjach, zbywa się jego narrację wzruszeniem ramion. Trochę jakby wypowiedzi skrajnej prawicy były w najgorszym razie śniegiem z deszczem. Nieprzyjemnym, nieodłącznym elementem krajobrazu.

Pożyteczni idioci dżihadu

Oczywiście Rupa Huq mogłaby zanudzać dziennikarzy „Guardiana” lub pracowników Home Office cały dzień, cytując coraz to „lepsze” wyimki z Ziemkiewicza. Brytyjczycy mogliby być zdziwieni, że ktoś, kto „trochę sobie żartuje z samospalenia”, mówi o „żydowskich obozach śmierci” czy dworuje z „wykorzystania nietrzeźwej”, w ogóle jest brany na poważnie. Nie wydaje się jednak, żeby parlamentarzystka wybrała wypowiedź Ziemkiewicza przypadkowo. W Wielkiej Brytanii – w przeciwieństwie do Polski doświadczonej terroryzmem – temat zwalczania Państwa Islamskiego jest kwestią racji stanu.

Tymczasem polski patriota Rafał Ziemkiewicz zachowuje się tak, jakby cały dzień słuchał rozgłośni PI i powtarzał to, co tam usłyszy. Przykłady? Państwo Islamskie publikuje mapę świata, na której zajmuje powierzchnię od Wiednia po New Delhi, Rafał Ziemkiewicz mówi o strefach szariatu, które zaleją Francję. PI publikuje nagrania, w których grozi, że ulice Europy spłyną krwią, Ziemkiewicz namawia Francuzów, by zawczasu uciekali do „białej, katolickiej Polski”. Dżihadyści mówią, że ukrywają się wśród uchodźców i zaleją Europę, Rafał Ziemkiewicz mówił to, zanim było to modne.

Poważnie. Islamofobia Ziemkiewicza nie zaczęła się ani wczoraj, ani po 11 września 2001 roku. Wystarczy sięgnąć do wydanego przed kilkoma laty zbioru opowiadań RAZ „Władca Szczurów”. Kończy je opowiadanie zatytułowane „Źródło bez wody” z 1992 roku. Domyślają się Państwo, czym jest tytułowe źródło? Opowiadanie przedstawia wizję bezsilnego Kościoła, Europy rządzonej przez demokratów, „dyktaturę politycznej poprawności” oraz – oczywiście – zyskującego posłuch i władzę islamu.

Brytyjska racja stanu

Jest jednak stanowcza różnica między fantastycznymi wizjami Europy snutymi przez zdolnego studenta polonistyki a quasi-polityczną (Rafał Ziemkiewicz jest przewodniczącym Stowarzyszenia Endecja) działalnością starzejącego się publicysty. Dostrzegają ją Brytyjczycy, którzy nie zamierzają tolerować narracji zbliżonej do tej, którą proponuje Państwo Islamskie.

W podobnej sytuacji znalazł się w zeszłym roku były ksiądz Jacek Międlar. Home Office nie spodobały się jego wypowiedzi, w których „sprzeciwiał się islamskiej agresji, podrzynaniu gardeł, ludobójstwu, terroryzmowi, dzielnicom szariatu”. Słowem narracji, według której każdy muzułmanin (blisko 20 proc. ludności świata) to terrorysta.

ISIS, dokonując kolejnych aktów terroru, liczy na skłócenie mieszkańców Europy. Na falę lęku, która sprawi, że muzułmanie będą traktowani podejrzliwie, niechętnie i łatwo trafi do nich skrajna odmiana wahabizmu (na szczęście militarnie praktycznie pokonana). Wątpliwości Brytyjczyków, czy chcą pozwolić Rafałowi Ziemkiewiczowi na prawienie kazań, nie wynikają więc z „dyktatury politycznej poprawności”, jak chciałby pisarz, a z troski o własne państwo.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj