W sprawie Holocaustu Morawiecki najwyraźniej głosi symetryzm

O kilka słów za daleko, ale chyba nie tylko
Przesłanie propagandy, w której polskie premier uczestniczy, polega na głoszeniu tzw. symetryzmu, polegającego na przekonywaniu, że Polacy i Żydzi wycierpieli mniej więcej tyle samo.
Auschwitz-Birkenau
lisiPrada/Flickr CC by 2.0

Auschwitz-Birkenau

Pan Morawiecki miał bardzo proste wyjście w Monachium w związku z głosem p. Bergmana. Mógł odpowiedzieć, że ci, którzy przekazują indywidualne opowieści o Polakach szkodzących Żydom w czasie II wojny światowej, nie będą pociągani do odpowiedzialności karnej. Mógł, a może nawet powinien dodać, że ma taką nadzieję, bo przecież nie jest ani prokuratorem, ani sędzią. Pan Morawiecki wybrał inną drogę, mianowicie oświadczył (podaję wersję angielską): „It’s extremely important to first understand that, of course, it’s not going to be punishable, not going to be seen as criminal to say that there were Polish perpetrators, as there were Jewish perpetrators, as there were Russian perpetrators, as there were Ukrainian (ones), not only German perpetrators”.

Obrona słów p. Morawieckiego polega na argumentacji, że nie miał na myśli nic złego, że powiedział prawdę i nie ma za co przepraszać, czego domaga się strona izraelska. Mamy, a nawet musimy niezłomnie stać w Prawdzie (przez „P” właśnie), jak emfatycznie podkreślają obrońcy honoru Narodu.

Co premier Morawiecki miał na myśli

Od razu należy wyjaśnić pewne rzeczy. To, czy ktoś, zwłaszcza polityk, ma empatię wobec tego lub owego, jest rzeczą trudną do ustalenia. Liczy się to, co ktoś powiedział i jak to jest interpretowane ze skutkami w sferze publicznej. Było dla mnie dziwne, gdy p. Kwaśniewski przepraszał w imieniu Polaków za Jedwabne. Kogo? Jeszcze dziwniejsze były przeprosiny Pana Boga za Jedwabne przez episkopat. Chociaż wiadomo było, kogo, to widok hierarchów odzianych z przepychem przy tych przeprosinach był niesmaczny.

Przeprosić można za potrącenie w tramwaju, użycie brzydkiego słowa czy inne uchybienie obyczajowe, ale nie za zbrodnię. Pan Netanjahu też najwyraźniej nie rozumie problemu, domagając się przeprosin od p. Morawieckiego o za zacytowane słowa. Izraelski premier uznał je za nie do przyjęcia. Jedyne odpowiedzi są takie: „Nie wycofuję się z tego, co powiedziałem”, „Wycofuję się z tego, co powiedziałem” lub „Wyjaśniam, że to a to miałem na myśli”.

Ta ostatnia odpowiedź została faktycznie zastosowana przez stronę polską. Ale argumentacja za tym, że polski premier nie miał nic złego na myśli, została wkomponowana w określoną maszynerię propagandową realizowaną przez obóz dobrej zmiany.

Znaczące słowo: perpetrator, sprawca

Otóż kluczowy problem tkwi w użyciu słowa „perpetrator”. Znaczy ono „sprawca” lub „przestępca” i jest nie tylko słowem potocznym, lecz także technicznym. W opracowaniach na temat eksterminacji Żydów autorzy z reguły starają się zachować możliwie opisowy charakter swej narracji i używają „perpetrator” w sensie „bycie sprawcą”. W związku z tym pozostaje podział ludzi skonfrontowanych z Holocaustem na sprawców (perpetrators), ofiary (victims) i świadków (bystanders). Tak jest właśnie w klasycznej monografii Raula Hilberga „Perpetrators Victims Bystanders: The Jewish Catastrophe, 1933–1945” z 1992 roku (tłum. polskie „Sprawcy, Ofiary, Świadkowie. Zagłada Żydów, 1933–1945” ukazało się w 2006 roku).

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj