Prezes PiS nie pokazuje się od dwóch miesięcy. Dlaczego?
Jarosław Kaczyński publicznie nie pokazywał się od 26 kwietnia. W czwartek zwołał na Nowogrodzką najważniejszych polityków PiS. Daje znać, że nad wszystkim panuje.
Jarosław Kaczyński nie pokazuje się publicznie od prawie dwóch miesięcy.
Adam Guz/Reporter

Jarosław Kaczyński nie pokazuje się publicznie od prawie dwóch miesięcy.

Jak podał „Super Express”, prezes ma już dość niewyparzonego języka polityków PiS, którzy rozsiewają plotki i spekulują na temat jego stanu zdrowia, odejścia z polityki i zakulisowych intryg w stylu „kto kogo”. Kaczyński jest poirytowany do tego stopnia, że jak po daje tabloid, zarządził sprawdzanie bilingów telefonicznych ważnych polityków partii. To może być element typowego dla prezesa zarządzania przez strach. Ten strach pomaga mu, choć w dość rozpaczliwy sposób, podtrzymywać wszechwładzę. Czy prezes czuje się aż tak bardzo osłabiony (fizycznie i politycznie wewnątrz PiS), że musi uciekać się do kontrolowania bilingów?

W czwartek zdecydował też, co przekazała Beata Mazurek, że żadnych zmian w rządzie ani w prezydium Sejmu nie będzie. Czyli marszałek Marek Kuchciński może spać spokojnie, choć ostatnio mówiło się, że zebrały się nad nim czarne chmury. Mazurek dodała, że „władze partii stawiają na stabilizację polityczną”.

Jarosław Kaczyński nigdy nie miał tylu nieobecności

Chodzi chyba przede wszystkim o stabilizację wizerunku Kaczyńskiego w pisowskim elektoracie i we własnych szeregach, które mają widzieć go w roli męża stanu, w pełni sił, widzącego i wiedzącego więcej, bez którego PiS nie istnieje. Do tej pory prezes osiągał tę stabilizację jednym publicznym występem. Jak wtedy, kiedy wybuchł kryzys z nagrodami dla ministrów. Prezes wyszedł i oświadczył, że obniża politykom pensje. Koniec, kropka.

Teraz jednak publicznie nie przemawia. Przez ostatnie tygodnie, jeśli już był widziany, to na zdjęciach „zza krzaka”, poruszający się o kulach po powrocie ze szpitala. W Sejmie ostatni raz stawił się 13 kwietnia. Jeszcze nigdy w tej kadencji nie miał tak wielu nieobecności na głosowaniach, choć wszystkie są natychmiast usprawiedliwiane. – Skoro Jarosław Kaczyński nie może się pokazać swoim wyborcom, Polakom, to znaczy, że nie nadaje się do pokazania – ocenia dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. marketingu politycznego i autoprezentacji.

Prezesa PiS kłopoty z kolanem i alergią

Jak dowiadujemy się od jednego ze współpracowników prezesa przy Nowogrodzkiej, nie wiadomo, kiedy Jarosław Kaczyński zdecyduje się publicznie wystąpić i przemówić. – Może po niedzieli, a może dopiero na początku lipca. Trudno powiedzieć – słyszymy. Aby przeciąć plotki o tym, że jest bardzo poważanie chory, zgodził się na wydanie przez Wojskowy Instytutu Medyczny w Warszawie komunikatu po „trzydziestosiedmiodniowej hospitalizacji” o zabiegach i terapii związanych z dolegliwościami kolanowymi.

Prezes mógł wcześniej przeciąć te plotki, np. publikując zdjęcia ze szpitala czy udzielając na ten temat wywiadu. Kaczyńskiemu zależy jednak na tym, by o jego chorobie mówiło się jak najmniej, i pokaże się dopiero wtedy, kiedy będzie wyglądał na zdrowego. A tak teraz nie wygląda – nie dość, że jego kolano nie jest nadal w pełni sprawne, to jeszcze przez ostatnie kilka tygodni cierpiał na alergię. Przez pyłki miał kłopoty nawet z mówieniem i swobodnym oddychaniem.

Gdzie zabrakło prezesa

By uspokoić nastroje w elektoracie, Kaczyński planował zaprezentować się publicznie w dobrej formie. Okazją był doroczny zjazd „Klubów Gazety Polskiej”, czyli zaplecza PiS. Ale prezes nie miał czego prezentować, więc tylko wysłał list. Inny list został odczytany przy okazji odsłonięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie. Prezes nie był też obecny 18 czerwca przy grobie swojego brata w dniu ich urodzin ani nie złożył kwiatów w Sejmie pod tablicą upamiętniającą byłego prezydenta.

Polityków z najwyższego szczebla, którzy chcą pozostać w grze, odróżnia od innych ludzi to, że muszą cierpieć w milczeniu. Ich dolegliwości zdrowotne nie powinny stać się publiczne, bo odbierają moc i przymioty silnego władcy, a na takiego kreuje się Jarosław Kaczyński.

Kaczyński nie chce oddać sterów

Beata Kempa kiedyś wyliczała w serwisie wPolityce.pl zalety prezesa PiS: „Jest decyzyjny. Może pracować 24 godziny na dobę. Współpracownicy znajdują w nim oparcie, bo on czuje państwo. My reformujemy państwo, a on przewiduje na trzy kroki do przodu skutki tych reform. Pozostaje on osobą absolutnie kluczową. Uprawia politykę głęboką, wizjonerską i na najwyższym poziomie intelektualnym”. Podobne słowa o Kaczyńskim można usłyszeć od prawie każdego polityka jego partii, szeregowych członków, od sympatyków i w elektoracie.

Lepiej jest dla prezesa PiS, że kiedy podupada na zdrowiu, to nie pokazuje się publicznie, bo w ten sposób łatwiej mu podtrzymać wizerunek polityka wszechwładnego – mówi Mirosław Oczkoś. Gdyby zdecydował się pokazać publicznie swoje fizyczne niedomaganie, to pewnie od wielu dostałby współczucie. A w pakiecie przekonanie, że już powinien odpocząć i oddać stery partii. Na to prezes PiS nie jest gotowy – ani jego partia. Widać nie przekonują go ostatnie badania dla „Super Expressu”, według których aż 90 proc. wyborców chce zostać przy PiS, nawet jeśli Kaczyński odda tytuł prezesa.

Wracając do bilingów, które prezes PiS chce kontrolować – miejmy nadzieję, że to jednak fake news. Bo jeśli nie, to znaczy, że rządzi nami człowiek, który nie wie, że w XXI w. komunikacja nie stoi tylko połączeniami telefonicznymi.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj