Kraj

Czy prezydent zawetuje ordynację do Parlamentu Europejskiego?

Prezydent Duda ma czas do 20 sierpnia Prezydent Duda ma czas do 20 sierpnia Jakub Szymczuk / Kancelaria Prezydenta RP
O możliwym wecie mówi się coraz więcej. Andrzej Duda i jego otoczenie będą patrzeć na decyzję pod jednym kątem: czy zwiększy, czy też zmniejszy jego szanse na reelekcję.

Senat tydzień temu przyjął bez poprawek przygotowaną przez posłów PiS nowelizację ordynacji wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Partii rządzącej zależy na szybkim wejściu w życie tych przepisów, bo do wyborów zostało już niewiele – są zaplanowane na 26 maja przyszłego roku.

PiS ma nadzieję, że nowe zasady zwiększą reprezentację tej partii w Brukseli i Strasburgu. Ustawa czeka już tylko na podpis prezydenta, lecz wśród polityków, ekspertów i w mediach pojawia się coraz więcej głosów, że jej los nie jest do końca przesądzony. Skąd te wątpliwości?

Wejdą tylko PiS i PO?

Ustawa wprowadza poważne zmiany. Do tej pory Polska była podzielona na 13 okręgów, ale 51 mandatów europosłów rozdzielało się w skali kraju. To znaczy, że głosy zliczało się w całej Polsce i na tej podstawie przypisywało poszczególnym partiom, a dopiero potem przydzielało konkretnym kandydatom z okręgów. W efekcie liczba deputowanych z danego okręgu była zmienna, za to taki mechanizm zapewniał dużą reprezentatywność polityczną. Do Strasburga jechali nie tylko przedstawiciele największych partii, ale też mniejszych. W ten sposób pięć lat temu do Parlamentu Europejskiego dostał się np. Janusz Korwin-Mikke i dwóch jego partyjnych kolegów.

Według nowej ordynacji kraj ma być podzielony na nowo na okręgi, z których wybierać będziemy co najmniej trzech posłów i rozdzielać głosy już na poziomie okręgów. W skrajnym wypadku oznaczałoby to 17 okręgów po trzech posłów. W takim modelu szanse na miejsca w Parlamencie Europejskim mają według aktualnych sondaży tylko dwie partie – PiS i PO.

Czytaj też: Ordynacja może PiS dużo kosztować

Pozostałym nie starczyłoby poparcia, żeby wziąć udział w podziale mandatów – według ekspertyzy Biura Legislacyjnego Sejmu efektywny próg wyborczy sięgnie ponad 16 proc. zamiast ustawowych 5 proc. A mandaty przypadające mniejszym partiom, według symulacji politologów, zgarnąłby przede wszystkim PiS. Zaś więcej mandatów to większe wpływy w Europie (PiS mógłby mieć więcej posłów niż niemiecka CDU Angeli Merkel!), ale też więcej pieniędzy, którymi europosłowie dzielą się potem z partią.

To dlatego PiS mocno naciska prezydenta. Według niektórych źródeł weto zostałoby w partii odebrane gorzej niż ubiegłoroczna decyzja o niepodpisaniu ustaw sądowych. Presja na Andrzeja Dudę jest więc spora.

Zarzuty i apele do prezydenta

Z drugiej strony wobec nowej ordynacji pada wiele zarzutów. Przede wszystkim zmienia ona reguły gry na mniej niż rok przed wyborami i to pod dyktando bieżących sondaży. Ponadto uderza w reprezentatywność polskiej delegacji do Parlamentu Europejskiego, a w tych wyborach przecież o nią głównie chodzi. W efekcie nowych rozwiązań do Strasburga nie pojadą przedstawiciele średnich i mniejszych partii (mających poparcie w przedziale 5-15 proc.). Zdaniem ekspertów mogło tutaj dojść do złamania unijnego prawa.

Do prezydenta spływają prośby o niepodpisywanie nowego prawa. Pod patronatem prawicowego think tanku, Klubu Jagiellońskiego, swój apel napisała dość nieoczekiwana koalicja Kukiz’15, PSL, Partii Razem i Prawicy RP. „Środowiska obywatelskie i polityczne, które reprezentujemy, wiele dzieli. Łączy nas jednak przekonanie, że szkodliwe dla polskiej demokracji jest tworzenie zaporowego realnego progu wyborczego, ograniczenie możliwości faktycznego wyboru Polaków do dwóch list oraz betonowanie sceny politycznej” – napisali politycy.

Czytaj też: Czy Unia jest skazana na zgniłe kompromisy

Z tych ugrupowań powody do obaw ma przede wszystkim partia dawnego punkowca, bo do tej pory mogła liczyć na mandaty, a nie ma szans na żadną koalicję wyborczą. Dlatego Paweł Kukiz spotkał się już z prezydentem i namawiał go do weta. PSL (a także SLD) mogłyby dołączyć do szerszej listy opozycji, z kolei Razem i Prawica RP raczej i tak nie mają szans na przekroczenie 5-procentowego progu.

Czy mnie znów wybiorą?

Co Andrzej Duda mógłby zyskać ewentualnym wetem? A co stracić? Na wszelkie kalkulacje należy patrzeć od kątem tego, czy decyzja zwiększa czy zmniejsza szanse na reelekcję obecnego prezydenta. Do wyborów prezydenckich zostało już mniej niż dwa lata i ich perspektywa będzie kluczowa dla Dudy i jego otoczenia.

Po pierwsze, wetując ustawę, prezydent mógłby znów częściowo pozbyć się wizerunku posłusznego „długopisu PiS”, podpisującego jak leci wszystkie ustawy przegłosowywane przez partię. Polacy nie lubią polityków słabych i niesamodzielnych, więc mogą dać temu wyraz w sondażach, a potem przy urnach.

Po drugie, prezydent mógłby kalkulować, że rozszerzy swoją bazę o wyborców partii, którym tym wetem pomoże. Kukiz’15 już kilka razy sygnalizował, że chętnie stanie się częścią prezydenckiego zaplecza. Problem w tym, że sprawa jest dość skomplikowana i trudna do wytłumaczenia przeciętnemu wyborcy. Weto może mieć więc niewielkie znaczenie dla decyzji wyborczych.

Z drugiej strony – ryzyko jest spore. Duda doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że bez aparatu partyjnego i partyjnych pieniędzy nie ma szans na ponowny wybór. Jarosław Kaczyński mówił wprawdzie ostatnio, że obecny prezydent byłby naturalnym kandydatem w wyborach, ale do podjęcia przez PiS decyzji w tej sprawie zostało jeszcze sporo czasu. Duda ma na prawicy wielu wrogów, z szefem wpływowej „Gazety Polskiej” Tomaszem Sakiewiczem na czele. Chętnie zablokowaliby jego kandydaturę.

Na razie prezydent i jego ludzie nabrali wody w usta. Rzecznik prasowy Dudy Krzysztof Łapiński powtarza tylko, że „wszystkie głosy są dogłębnie analizowane”. Mogłoby to oznaczać, że coś jest na rzeczy. Bardziej prawdopodobna jest jednak opcja, że prezydent wykorzysta dwa tygodnie, które zgodnie z konstytucją zostały mu na podjęcie decyzji, do zakulisowych targów z partią, żeby coś od niej uzyskać. Im bliżej wyborów, tym kolejne weta są mniej prawdopodobne, bo Duda nie zaryzykuje odcięcia od partyjnej kroplówki.

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama