Defilada na Wisłostradzie. Dobra zmiana?
Przeniesienie tradycyjnej defilady w Święto Wojska Polskiego z Alej Ujazdowskich na Wisłostradę da lepszy widok większej liczbie osób. Ale w razie upału będzie wyzwaniem i dla widzów, i dla wojska.
Do tej pory żołnierze defilowali Alejami Ujazdowskimi.
Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta

Do tej pory żołnierze defilowali Alejami Ujazdowskimi.

Ta zmiana tylko pozornie nie ma większego znaczenia. Nowa trasa warszawskiej defilady 15 sierpnia jest największym wyzwaniem dla samego wojska, które musi opracować plan dotarcia na miejsce, zbiórki i ustawienia pojazdów, ich szyku w czasie defilady i zjazdu z trasy.

Z Alej Ujazdowskich na Wisłostradę

Choć MON nie opublikował na razie oficjalnej mapy, z komunikatów resortu wynika, że kolumny pojazdów i wojsk będą defilować mniej więcej od Mostu Gdańskiego do Mostu Śląsko-Dąbrowskiego, ulicą Wybrzeże Gdańskie, w ciągu biegnącej wzdłuż Wisły miejskiej trasy szybkiego ruchu, zwanej popularnie Wisłostradą.

To odległość półtora kilometra, czyli nieco mniej niż od placu Trzech Krzyży wzdłuż Alej Ujazdowskich do Belwederu, jaką do tej pory przemierzał otwartym pojazdem prezydent, zwierzchnik sił zbrojnych, w towarzystwie szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego. Jeśli wojskowe pojazdy i kolumny piesze wystartują dalej na północ, przy Cytadeli, nowa trasa defilady okaże się faktycznie nieco dłuższa od dotychczasowej i obejmie dwie dzielnice: Żoliborz i Śródmieście.

Czytaj także: Jak wyglądała największa parada wojskowa w historii Polski

Przybliżyć wojsko społeczeństwu

Tradycję organizowania defilad w dniu Święta Wojska Polskiego przywrócił, jak pamiętamy, prezydent Lech Kaczyński w 2007 r. Urząd premiera sprawował wtedy jego brat Jarosław, a zwierzchnik sił zbrojnych mógł liczyć na pełną współpracę w przedsięwzięciu MON kierowanego przez Aleksandra Szczygłę. Podobno wzorując się na francuskim przykładzie, prezydent chciał nie tylko dokonać symbolicznego przeglądu wojsk, ale przede wszystkim przybliżyć wojsko społeczeństwu. Liczył na duży udział publiczności i się nie przeliczył, defilady od początku przyciągały tłumy – czy to w słońce, czy w deszcz. Sam prezydent mówił w jednym z wywiadów o stu tysiącach widzów.

Lech Kaczyński doceniał też rolę defilad i udziału w nich jako narzędzia polityki. Do tego stopnia, że w 2010 r. rozważał swój wyjazd do Moskwy na plac Czerwony, by wziąć udział w defiladzie dla uczczenia 65. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej. Tragiczny poranek 10 kwietnia plany te na zawsze uniemożliwił, ale to dzięki jego zaangażowaniu polscy żołnierze przeszli 9 maja w wielkiej defiladzie zwycięstwa pod murami Kremla.

Czytaj także: Moskiewska defilada na Dzień Zwycięstwa

Działało jak w zegarku

Po dekadzie defilowania w Warszawie wojsko miało tę operację opanowaną już do perfekcji. Pojazdy ustawiały się wzdłuż północnego odcinka Alej Ujazdowskich, od placu Trzech Krzyży do placu na Rozdrożu. Choć to niezbyt szeroka ulica, ustawienie czołgów, Rosomaków, haubic samobieżnych, wyrzutni było wyliczone co do metra. Kilka dni przed defiladą, w nocy, organizowano próbę generalną.

Kluczowy odcinek, między Łazienkami Królewskimi a Kancelarią Premiera, był obstawiony kamerami telewizyjnymi – tu też gromadziło się najwięcej widzów. Delikatny zakręt na południowym końcu prostej to trybuna honorowa z prezydentem i innymi VIP-ami, pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, Belweder i pałacyk na Klonowej, do niedawna główna siedziba ministra obrony narodowej. W tym miejscu defilada osiągała swój kulminacyjny moment.

Dalej kierowała się w dół ulicą Belwederską, by „zaparkować” bezpiecznie na Sobieskiego i Gagarina przed nocnym powrotem wojskowych kolumn do bazy w podwarszawskiej Wesołej, tradycyjnego punktu ześrodkowania biorących udział w defiladzie pododdziałów. W sumie nie bardzo wiadomo, dlaczego MON rezygnuje z tego dobrze działającego mechanizmu i to akurat w roku stulecia niepodległości, kiedy dobrze by było, by wszystko wypadło jak w zegarku.

Sprzęt taki jak przed rokiem

W tym roku wszystko trzeba będzie od nowa wymierzyć, zaplanować, ustawić i przećwiczyć. Nowego sprzętu w zasadzie nie będzie – modernizacja wojska nie postępuje niestety tak szybko, by co roku pokazywać nowe uzbrojenie. Zobaczymy więc to, co rok temu: czołgi zapewne trzech typów z polskich jednostek (PT-91 Twardy, Leopard 2A4, Leopard 2A5) i jako czwarty – amerykańskie Abramsy, nasze kołowe Rosomaki i ich mniej nowoczesnych kuzynów z USA – Strykery, samobieżne moździerze Rak na podwoziu Rosomaka i gąsienicowe armatohaubice Krab. I wiele innych pojazdów.

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj