TVP pozywa za łączenie jej materiałów ze śmiercią Adamowicza. Czy ma rację?
Każdy obywatel ma prawo, a wręcz obowiązek powiedzieć Telewizji Polskiej, że przyczyniła się do śmierci prezydenta Gdańska, jeśli ma takie przemyślenia oparte na rzeczowych podstawach.
Prezes TVP Jacek Kurski
Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Prezes TVP Jacek Kurski

ANNA DĄBROWSKA: – Telewizja Polska kieruje pozwy przeciwko Krzysztofowi Skibie, rzecznikowi praw obywatelskich Adamowi Bodnarowi, Wojciechowi Czuchnowskiemu i prof. Wojciechowi Sadurskiemu. Uważa, że osoby te „absurdalnie wskazywały na związek przyczynowy” między publikacjami nadawcy a śmiercią Adamowicza”. Kto ma większe szanse na wygranie tej sprawy?
MECENAS KRZYSZTOF PLUTA: – Co do zasady w tego typu sprawach większe szanse na wygraną ma ten, czyje dobra zostały naruszone, a więc TVP. Przepisy dają jej przewagę polegającą na tym, że to jej przeciwnik musi udowodnić, że nie naruszył prawa. TVP w tej sytuacji musi tylko wykazać, że doszło do naruszenia jej praw. W dużo trudniejszej sytuacji są pozwani, ale gdybym miał obstawiać, kto wygra ten spór, wskazałbym raczej na nich.

Dlaczego?
Spór dotyczy wypowiedzi, które mają charakter opinii, a nie wypowiedzi o faktach. W wypadku wypowiedzi co do faktów pozwany musi udowodnić, że to, co powiedział, jest prawdą. W wypadku wypowiedzi ocennych już tak nie jest. Nie da się bowiem stwierdzić, czy dana opinia jest prawdziwa czy fałszywa. Można tylko zbadać i stwierdzić, czy wypowiedziano ją w oparciu o rzetelne podstawy. Wskazywanie na związek przyczynowy między działaniem TVP a śmiercią Pawła Adamowicza to wypowiadanie opinii na temat istnienia tego związku. Każdy ma prawo mieć własne zdanie i je wypowiadać, zwłaszcza że dotyczy to sprawy bardzo ważnej z punktu widzenia interesu publicznego. Nie wyobrażam sobie, aby ktokolwiek miał ponieść konsekwencje prawne z tego tylko powodu, że ma inne zdanie niż TVP, jeśli tylko zachował odpowiednią, pozbawioną inwektyw formę wypowiedzi oraz potrafi wskazać realnie istniejące podstawy jej sformułowania.

„Zabójca Pawła Adamowicza ostatnie lata spędził w zakładzie karnym. Odkąd rządzi PiS, w placówkach publicznych puszcza się tylko TVP. Jest więc dosyć jasne, jaki przekaz do niego docierał. Aż dotarł” – napisał Czuchnowski na Twitterze. A jego tezę wsparł w rozmowie z Onetem Adam Bodnar. „Ja tego nie wykluczam. Nie jestem w stanie jednoznacznie przesądzić, bo moim zdaniem jest to w stanie przesądzić tylko sąd i biegli w toku postępowania sądowego. Natomiast zdaję sobie sprawę z różnych wydarzeń publicznych, które dotyczyły m.in. Pawła Adamowicza, gdzie on był celem niewybrednych ataków” – mówił Bodnar. Jaka jest różnica procesowa między tymi wypowiedziami i jak może wpływać na sytuacje pozwanych?
Nie znam całego szczegółowego kontekstu tych wypowiedzi, ale wypowiedź Wojciecha Czuchnowskiego wydaje się zdecydowanie bardziej kategoryczna, a przez to trudniejsza do obrony. Nie chcę przez to powiedzieć, że Czuchnowski stoi na straconej pozycji. Tak nie jest. Kluczowe w tej sprawie będzie wyjaśnienie sądowi, co dziennikarz miał na myśli, oraz udowodnienie, że przekaz takiej właśnie treści rzeczywiście był kierowany do widzów. Oceniać się to będzie z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy. Zapewne najtrudniej będzie wykazać przed sądem, że w programach TVP pojawiały się treści, które mogły wywoływać nienawiść do Pawła Adamowicza, poniżać go, kwestionować jego prawo do traktowania z szacunkiem należnym każdej osobie. Nie twierdzę, że tak było. Wskazuję jedynie, na czym może polegać linia obrony autora powyższej wypowiedzi.

A czy Adam Bodnar może być pewny wygranej z TVP?
Nie rozumiem kompletnie, z jakiego powodu TVP ma pretensje do Adama Bodnara. Niczego nie przesądził, odwołał się jedynie do stwierdzenia, że Paweł Adamowicz był celem niewybrednych ataków. Jeśli dojdzie do procesu, to będzie musiał tylko wykazać, że takie ataki miały miejsce w TVP, i wyjaśnić, dlaczego nazwał je niewybrednymi. Jeśli przekona sąd, że takie rzeczywiście były, powództwo TVP powinno zostać oddalone. Bodnar nie wyklucza, że mowa nienawiści wobec Adamowicza mogła wpłynąć na działania Stefana W. – moim zdaniem TVP nie może mieć o to pretensji. Bo na jakiej podstawie niby miałby to wykluczyć? Jest rzecznikiem praw obywatelskich, badanie każdej sprawy, w której mogło dojść do naruszenia prawa jakiegokolwiek obywatela, to jego ustawowy obowiązek. Nikt nie może ponosić odpowiedzialności za to, że rzetelnie wykonuje zadania nałożone na niego przez ustawę.

Skiba na Facebooku poszedł jeszcze dalej: „Uważam, że to nie Owsiak powinien podać się do dymisji, tylko szef TVP Jacek Kurski, odpowiedzialny za bezpardonowe ataki i szczucie na prezydenta Pawła Adamowicza. Napastliwi »reporterzy« tacy jak pan Sitek czy Rachoń spuszczeni ze smyczy przez Kurskiego są moralnie odpowiedzialni za ten polityczny mord”.
Wypowiedź Krzysztofa Skiby, tak jak dwie wcześniejsze, ma charakter opinii. Na pytanie, czy ktoś powinien podać się do dymisji lub czy jest moralnie odpowiedzialny za jakieś zdarzenie, nie da się odpowiedzieć w kategoriach prawdy czy fałszu. To nie jest sytuacja zerojedynkowa. Każdy może mieć inne zdanie, zależne od wrażliwości, doświadczeń, poglądów i wielu innych czynników. Prawo nie może nikomu niczego zabronić ani narzucić, jak należy myśleć. Jeśli Krzysztof Skiba wykaże przed sądem, że na antenie TVP miały miejsce ataki na prezydenta Adamowicza, których nie można usprawiedliwić wykonywaniem zadań prasy (wśród nich: jawność życia publicznego, kontrola i krytyka) wykraczającym poza standardy dobrych obyczajów i ludzkiej uczciwości, to prawdopodobnie dowiedzie, że miał prawo dojść do takiej konkluzji.

Czytaj także: Aleksandra Dulkiewicz, konserwatystka w otwartym mieście

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj