Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Kraj

Inflacja była, jest i będzie! Pogwarki o Polsce na początek wakacji

Jarosław Kaczyński na spotkaniu z wyborcami. Czerwiec 2022 r. Jarosław Kaczyński na spotkaniu z wyborcami. Czerwiec 2022 r. Prawo i Spraiwedliwość / Facebook
Inflacja będzie czasem mniejsza, czasem większa, ale zawsze jakaś. Byłoby dziwne, gdyby jej nie było. Pan Glapiński ostrzegał przed deflacją, ale nie mówił, że na pewno nastąpi. I nie pomylił się, co dowodzi jego wysokich kompetencji.

Nasi starzy znajomi, Leśny Wędrowiec i Narodowy Strażnik, znowu spotkali się u progu wakacji. Niezrażeni wyjątkową kanikułą pogwarzyli sobie o aktualiach.

Narodowy Strażnik: Jak szanowny pan znosi bardzo wysokie temperatury?

Leśny Wędrowiec: Jakoś wytrzymuję, ale trapię się prognozami na przyszłość.

– Jakimi?

– Ano gadają, że Polska będzie stepem za sto lat.

– Bzdury, będzie bujna zieleń.

– Jakże to, ciągle widzę ciężarówki wypełnione ściętymi drzewami, a przecież lasy trzymają wilgoć i zieleń.

– Nieprawda, drzewa wypijają wodę z gleby, a to powoduje suszę i świat jest brązowy, a nie zielony. Proszę mi wierzyć, wytniemy lasy, a to, co zostanie, zabetonujemy, wiadomo, że beton lepiej chroni wodę niż drzewa. Nie ma problemu, nasi eksperci i wynalazcy już pracują nad szybko rozprzestrzeniającą się naturalną zielenią. Wystarczy ją rozpylić i natychmiast rośnie. To jest nasz Zielony Ład.

– Na moje oko to przypomina malowanie trawników na zielono za Gierka. À propos, co z Polskim Ładem? Rozmawialiśmy o tym w naszych poprzednich pogwarkach.

– Wszystko w porządku, drogi kolego. Były wprawdzie niejakie usterki, ale poprawiło się je z marszu. Nawet zmieniło się ministra.

– A ten minister to coś zawalił, zmalował, np. na zielono?

– Skądże znowu, to fachowiec wysokiej klasy, teraz będzie dbał o finanse na uzbrojenie państwa. Oglądał pan film Barei „Poszukiwany, poszukiwana”?

– Tak.

– To niech pan przypomni sobie, że występował tam ktoś, kto z zawodu był dyrektorem. Od wszystkiego. U nas w rządzie są sami ministrowie od wszystkiego, czyli uniwersalni. Razem 107 sztuk obojga płci, bo my nie dyskryminujemy.

– A nie za dużo tego? Na dodatek taki rząd musi dużo kosztować.

– Na prawdziwych fachowców nie należy żałować pieniędzy.

– A właśnie, słyszałem, że wicepremier do spraw bezpieczeństwa odszedł w sposób, by tak rzec, niezupełnie konstytucyjny.

– Nie rozumiem.

– Ma być chyba tak, że wicepremiera powołuje i odwołuje prezydent na wniosek premiera.

– I tak było, w samej rzeczy.

– Gadają, że jeszcze przed oficjalnym odwołaniem prezydenckim wicepremier już powiedział: „Z tego, co wiem, już nie jestem wicepremierem”, a wcześniej zapowiadał, że będzie na rzeczonym stanowisku do momentu, gdy uzna, że powinien przestać być.

– Skoro wiedział, to przecież nie było powodu, aby się z tym kryć.

– Ale może trzeba było zachować tryb formalny, ponieważ to zawsze lepiej wygląda.

– Proszę nie przesadzać. Skoro wicepremier wiedział, to znaczy, że sprawa była uzgodniona. Chyba kolega sobie nie wyobraża, że w tej sytuacji premier nie sformułował odpowiedniego wniosku, gdy wicepremier uznał, że jego czas się wypełnił, a prezydent się temu sprzeciwił? Porządek musi być i u nas jest.

– A dlaczego wicepremier do spraw bezpieczeństwa odszedł z tak ważnej funkcji? Czyżby nasze bezpieczeństwo było niezagrożone?

– Oczywiście mogą pojawić się problemy, ale wicepremier tak pokierował sprawami, że na pewno je rozwiążemy. Ot, prosty przykład. Odbyło się spotkanie już byłego wicepremiera z przyszłymi wyborcami i jeden totalniak próbował je zakłócić. Wystarczyła jedna szpryca gazu łzawiącego, użytego zgodnie z prawem (bo jakże by inaczej), i porządek został przywrócony. I tak będzie zawsze, jak nam zagrozi wróg wewnętrzny i zewnętrzny.

– Czy NATO jest gwarantem tego drugiego?

– Do pewnego stopnia, ale to my gwarantujemy bezpieczeństwo NATO. Ma to swoje historyczne uzasadnienie, dobrze wyrażone przez naszego premiera: „Nie wiemy, co kierowało odwagą wojów Mieszka I, ale jestem przekonany, że im właśnie zawdzięczamy to, że tu jest dzisiaj Polska. (...) Woje Mieszka I, powstańcy warszawscy, żołnierze na wszystkich frontach II wojny światowej i także żołnierze 1. Armii Wojska Polskiego, a również później żołnierze wyklęci – walczyli o ten jeden najbardziej szczytny cel, o naszą wolną, suwerenną ojczyznę. Wszyscy są powiązani niejako niewidzialnym łańcuchem woli i determinacji, której oby i nam dzisiaj nie zabrakło”. Tak naprawdę to nie ma NATO bez Polski, ale jest Polska bez NATO, dokładnie jak za Mieszka I.

– Co robi teraz były wicepremier?

– Ma bardzo wiele zadań, np. musi dbać o jedność i jednomyślność partii, którą stworzył i kieruje. Są niepokojące sygnały, że niektórzy członkowie pozwalają sobie na własne zdanie i jego upublicznianie. Jakie są tego skutki, można było zaobserwować w PZPR po 1956 r. Zaczęto tam zbyt wiele dyskutować i krok po kroku w końcu utraciła władzę.

– Ale to chyba dobrze, że PZPR utraciła władzę?

– Oczywiście, że tak, ale co innego w naszym przypadku – my nie możemy nie rządzić, czyli musimy rządzić, ponieważ nikt za nas nie urzeczywistni tzw. dobrej zmiany. Przesuniemy wybory samorządowe, zmienimy ordynację wyborczą, oczywiście na bardziej demokratyczną, zwłaszcza jeśli chodzi o liczenie głosów. Władzy raz zdobytej nigdy nie oddamy.

– To słowa Gomułki.

– No i co z tego? Nieważna jest forma, ale treść.

– Czy były wicepremier zajmuje się także innymi rzeczami?

– Oczywiście, np. ustalił, że 1 euro kosztuje w Niemczech 3 zł, i wypowiedział się na temat korekty płci. Pozwolę sobie zacytować jego bezcenne uwagi: „Próbują nam narzucać także kwestie o charakterze obyczajowym, (...) z pogranicza rozsądnego myślenia. Wyobraźmy sobie, ze ktoś z panów tutaj siedzących w pierwszym rzędzie przychodzi do swojej pracy, no i mówi: ja nie jestem Władysław, ja jestem Zosia. I według tego, co nam zalecają z Zachodu, wszyscy powinni się temu podporządkować, bo inaczej się uraża. A dlaczego jestem Zosia? Może jutro z powrotem będę Władysław, ale dzisiaj jestem Zosia. Naprawdę nie można podważać tego, co jest zawarte w ludzkich genach. Te geny się w oczywisty sposób różnią. Oczywiście w męskości i kobiecości są elementy kulturowe, stąd ona jest różnie pojmowana w różnych krajach. To są oczywistości, którym nikt rozsądny nie przeczy. Oczywiście ktoś się może z nami nie zgadzać, ma lewicowe poglądy. Uważa, że każdy z nas może w pewnym momencie powiedzieć, że teraz, do tej pory, do godziny – jest w tej chwili koło wpół do szóstej – byłem mężczyzną, a teraz jestem kobietą. Bo przecież lewica uważa, że tak powinno być. I należy tego przestrzegać. Mój szef w pracy, dajmy na to, czy nawet moja koleżanka, mój kolega powinni się do mnie zwracać już tym razem w formie żeńskiej. No, można mieć takie poglądy, dziwne co prawda. Ja bym to badał”. Miejmy nadzieję, że były wicepremier skoncentruje się na zasugerowanej pracy badawczej i doprowadzi sprawę do ostatecznego wyjaśnienia.

– Rzeczywiście, to brzmi fascynująco i przypomina odpowiedź przewodniczącego Mao na pytanie: „czym różni się kobieta od mężczyzny?”. Otóż autor dziejowej czerwonej książeczki wyjaśnił: „Tym, że kobieta nie jest mężczyzną”.

– Bardzo słuszne stwierdzenie, ale nasz były wicepremier rzecz ujął znacznie precyzyjniej, ponieważ zwrócił uwagę na to, że płeć, po ichniemu gender, jest niezależna od strzałki czasu, tj. jeśli X jest mężczyzną (kobietą) w chwili t, to tak samo jest w dowolnej chwili wcześniejszej i późniejszej. Niewykluczone, że ta fundamentalna kwestia niezmienniczości płci od czasu stanie się elementem Programu Kopernikańskiego, to samo dotyczy już wspomnianej szybko rozprzestrzeniającej się zieleni skojarzonej z betonozą.

– A przy okazji – co z Akademią Kopernikańską?

– W porządku, już jest ustawa. I chyba rozpocznie działalność w tym roku.

– Są już kandydaci?

– Jeszcze nie, ale z tego, co wiem, trwają prace przygotowawcze w Kancelarii Prezydenta.

– Dlaczego tam?

– Zgodnie z prawem pan prezydent powoła pierwszy skład.

– A może lepiej byłoby, gdyby środowisko akademickie wskazało kandydatów?

– Szanowny pan chyba urwał się z pętelki – przecież głowa państwa wie lepiej niż środowisko, kto jest wybitnym uczonym. Od tego jest głową i swój rozum ma.

– A jacyś politycy będą brani pod uwagę?

– Czemu nie, czyżby kolega sugerował, że jeśli ktoś jest politykiem, to nie może mieć osiągnięć naukowych na miarę Kopernika? Ot, chociażby w sprawie płciowości i czasowości.

– Gdy spotkaliśmy się poprzednio, była mowa o przekopie Mierzei Wiślanej i Centralnym Porcie Komunikacyjnym. Co z tymi inwestycjami?

– Znakomicie, przekop ma zostać otwarty 17 września bieżącego roku (to oczywiste, dlaczego wybrano taką datę – jest to wyraźne stwierdzenie, że jesteśmy bezpieczni, wiadomo w jakim kontekście), a jeśli chodzi o CPK, to już wytyczono pasy startowe.

– Czy to znaczy, że lotnisko już w budowie?

– No nie, skoro nie od razu Kraków zbudowano, to samo dotyczy CPK.

– A co z nazwą? Czy dalej ma to być port lotniczy im. Solidarności?

– Chyba sprawy się skomplikowały, bo skoro jest lotnisko de Gaulle’a w Paryżu czy Kennedy’ego w Nowym Jorku, to przecież i u nas powinno być podobnie.

– Jest przecież lotnisko Chopina w Warszawie, Jana Pawła II w Krakowie i Wałęsy w Gdańsku. Może to wystarczy?

– Absolutnie nie, zwłaszcza ta ostatnia nazwa jest nie tyle kontrowersyjna, ile wręcz nie do przyjęcia.

– To może imienia Piłsudskiego.

– To zbyt dawne czasy, potrzebny jest ktoś aktualny.

– Kto?

– Proszę pomyśleć, mnie nie wypada uprawiać propagandy.

– Przypuszczam, że chodzi o tego, co ma zbawić Polskę.

– Oczywiście, natomiast przekop Mierzei oddamy pod patronat jego brata. Może zresztą obie inwestycje nazwie się imieniem obu braci. Byłoby to prawe i sprawiedliwe.

– Na pewno. Mam też pytania o kwestie ekonomiczne.

– Nie ma sprawy, proszę śmiało pytać, nie mamy żadnych tajemnic.

– Co nowego w sprawie europejskich pieniędzy w ramach Krajowego Planu Odbudowy?

– Pan używa złej terminologii. To nie są pieniądze europejskie, ale nasze, a więc należą się nam z mocy prawa, zwłaszcza naturalnego.

– Ale słyszałem, że Polska nie wypełnia tzw. kamieni milowych.

– Bzdury, ot weźmy np. rozwiązanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Została rozwiązana, i to na mocy ustawy. Ponieważ nie może być tak, aby kasta sędziowska była bezkarna, to powołano Izbę Odpowiedzialności Zawodowej. W samej rzeczy, jak wyjaśnił pan premier: „Jak ktoś po aptekarsku będzie chciał mierzyć wskaźniki i cele, to oczywiście, że coś tam może nie pasować, ale my będziemy walczyli o swoje racje”. Przecież to oczywiste, że sędziowie Izby Odpowiedzialności Dyscyplinarnej mają być mianowani przez pana prezydenta, bo on, korzystając ze swej wiedzy i doświadczenia, mianuje tych, co na to zasługują. To, że należycie i niezależnie korzysta ze swoich prerogatyw, zostało już udokumentowane np. przez powołanie p. Przyłębskiej, p. Pawłowicz czy p. Piotrowicza na stanowiska, jakie obecnie zajmują.

– A jak jest z inflacją w Polsce?

– Normalnie, inflacja była, jest i będzie. Czasem mniejsza, czasem większa, ale zawsze jakaś. Byłoby dziwne, gdyby jej nie było. Pan Glapiński ostrzegał przed deflacją, ale nie mówił, że na pewno nastąpi. I nie pomylił się, co dowodzi jego wysokich kompetencji.

– Ale przewidywał, że inflacja będzie wynosić 3–4 proc., a na początku lipca już wynosi prawie 16 proc. U Helmutów, jak ich nazywacie, jest 7,6 proc. i nawet się zmniejszyła.

– Co do Niemiec, wiadomo, Putin im sprzyja, a oni jemu. Czy ktoś mówi, że prezes NBP jest nieomylny? Sytuacja się zmienia, a z nią i inflacja. Gdyby rządzili totalniacy, wyniosłaby np. 60 proc.

– Skąd to wiadomo, przecież to nie rzeczywisty okres warunkowy?

– Skoro tak mówi p. Terlecki, to tak by było.

– Wielu ekonomistów uważa, że zwiększacie podatki.

– To złudzenie, ponieważ my je zmniejszamy po to, aby inflacja je zwiększyła. W konsekwencji jest więcej pieniędzy w budżecie, co jest warunkiem zmniejszenia podatków przez nowe transfery socjalne, np. w ramach spółek skarbu państwa. Już w czasie naszej pierwszej rozmowy zwróciłem uwagę na wielką rolę spółkowania w naszym systemie. Teraz to potwierdzam i parafrazując słowa wieszcza: „W spółkowaniu niektórych są wszystkich cele”. I tak ma być, czego przykładem są sukcesy Orlenu i jego prezesa. Helmuty tego nie kumają i dlatego są na wiadomym pasku.

– A więc niech żyje dobrozmienna spółkokracja!

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną