Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Kraj

Walka o KPO, czyli jak PiS szantażuje opozycję i próbuje nie urazić Dudy

Sejmowe głosowanie ws. ustawy o Sądzie Najwyższym. 11 stycznia 2023 r. Sejmowe głosowanie ws. ustawy o Sądzie Najwyższym. 11 stycznia 2023 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Ustawa, która ma Polsce zapewnić miliardy euro z KPO, poszła do dalszych prac, mimo że nikt z nikim się co do jej kształtu nie dogadał: ani rząd z opozycją, ani premier z ministrem sprawiedliwości, ani premier z prezydentem.

W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie „brukselskiego” projektu zmian w postępowaniu dyscyplinarnym wobec sędziów, którego uchwalenie „bez poprawek” ma – jak zapewniał we wtorek premier Mateusz Morawiecki – spowodować, że Unia uzna za wypełniony praworządnościowy „kamień milowy”. Teraz zapewnił o tym w Sejmie minister Szymon Szynkowski vel Sęk. Mówił, że inne „kamienie” (np. ustawa wiatrakowa) to już drobiazg.

Ustawa poszła do dalszych prac, mimo że nikt z nikim się co do jej kształtu nie dogadał: ani rząd z opozycją, ani premier z ministrem sprawiedliwości, ani premier z prezydentem.

Czytaj też: Bruksela chciałaby się wywikłać ze sporu o polski KPO

KPO. Jak PiS szantażuje opozycję

Podczas debaty w Sejmie PiS starał się nie urazić prezydenta Dudy, którego ustawę o Sądzie Najwyższym poprawia projekt brukselski. Mówiono nie o „poprawieniu”, a „doprecyzowaniu” jej zapisów. Poza tym PiS powtarzał narrację premiera: że jeśli opozycja nie zagłosuje za projektem w kształcie wynegocjowanym w Brukseli, to będzie winna temu, że nie dostaniemy pieniędzy z KPO. Winę na opozycję – za „wiszenie na klamkach w Brukseli” i psucie Polsce opinii, przez co Unia stawia nam różne warunki – zrzucali też posłowie Solidarnej Polski i Konfederacji, którzy zapowiedzieli, że za projektem „brukselskim” nie zagłosują. „Ta ustawa to nie kompromis, ale kapitulacja Polski wobec Unii Europejskiej” – mówił wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, za współwinny uznając rząd. „Nie jesteście się w stanie dogadać. To bal na Titanicu. Opozycja daje wam koło ratunkowe: poprawki” – mówił Michał Szczerba (KO). Wtórowała mu Kamila Gasiuk-Pihowicz, apelując: „Przyjmijcie nasze poprawki!”.

Minister Szynkowski vel Sęk odpowiadał na zarzuty Konfederacji i ziobrystów, że „projekt został napisany w Brukseli”, a polski rząd za pieniądze oddał naszą suwerenność. Mówił, że projekt powstawał w rządze po jego – vel Sęka – rozmowach sondujących, co jest kluczowe dla Brukseli, by uznała, że sprawa praworządnościowego „kamienia milowego” jest załatwiona. „Pojawia się pokusa składania poprawek – mówił pod adresem opozycji. – Ale liczę na odpowiedzialność: że weźmiecie państwo pod uwagę to, że mamy niewielki krok do pozyskania środków z KPO. Tym krokiem jest przyjęcie tego projektu ustawy”.

PiS szantażuje więc opozycję: ustawa ma być przyjęta w przedstawionym w Brukseli i zaakceptowanym przez nią kształcie, a poprawki narażają nas na wycofanie unijnej aprobaty dla niej.

Czytaj też: Władza boksuje się sama ze sobą. A pieniądze z KPO przepadają

Jak nie urazić Andrzeja Dudy

Tymczasem opozycja wspólnie przygotowała cztery poprawki: • sprawy dyscyplinarne sędziów nie byłyby rozpatrywane w NSA, ale w Izbie Karnej SN, • minimum siedmioletni staż w SN dla sędziów sądzących sprawy dyscyplinarne, • zniesienie karania sędziów za odmowę sądzenia z neosędziami • i unieważnienie orzeczeń Izby Dyscyplinarnej. Twierdzenie, że przez te poprawki Bruksela odrzuci ustawę jako wypełnienie „kamienia milowego”, to demagogia, bo w istocie polepszają gwarancje ochrony sędziowskiej niezawisłości. A unijny komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders, z którym minister Szynkowski vel Sęk konsultował się w sprawie oczekiwań UE, kilka dni temu na Twitterze napisał, że ostateczna wersja ustawy powinna podnieść standardy niezależności sądownictwa.

Ale PiS i rząd odmawiają negocjowania z opozycją jej poprawek, bo nie zamierzają zabiegać o jej poparcie. Zamiast negocjacji stosują szantaż: jeśli środki na KPO przepadną – będzie to wasza wina. PiS może tę tezę do woli propagować w tzw. mediach rządowych, tworząc mit o tym, jak to źli platformersi dobrą ustawę zepsuli i odebrali Polakom unijne miliardy. Chyba że opozycja się podzieli i da głosy potrzebne do uchwalenia ustawy, której nie poprą z kolei ziobryści, Konfederacja i Kukiz ′15.

Tyle że prezydent Andrzej Duda, urażony, że pominięto go w pracach wokół przepisów uchwalonych z jego inicjatywy, zapowiada weto do ustawy w kształcie wynegocjowanym przez ministra vel Sęka. Tym bardziej więc byłby przeciwny ustawie z poprawkami opozycji. Powód: umożliwia kwestionowanie legalności powołania sędziów przez prezydenta, jeśli rekomendowała ich neo-KRS. Zdaniem Dudy godzi to w jego konstytucyjne prerogatywy.

W kręgach PiS słychać o pomyśle, by nie liczyć na głosy opozycji przeciw wetu prezydenta, tylko przekonać prezydenta do podpisania ustawy. Skoro boi się o swoje prerogatywy, to można ustawę poprzedzić preambułą, w której się go jakoś dowartościuje. Poza tym PiS zwraca uwagę, że w ustawie o Sądzie Najwyższym, którą nowelizuje ustawa brukselska, pozostawiono art. 29 par. 3: „Niedopuszczalne jest ustalanie lub ocena przez Sąd Najwyższy lub inny organ władzy zgodności z prawem powołania sędziego lub wynikającego z tego powołania uprawnienia do wykonywania zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości”. Zdaniem polityków PiS wystarczająco zabezpiecza to prezydencką prerogatywę powoływania sędziów. I pozwoli mu zachować honor w razie podpisania ustawy.

Czytaj też: Co dalej z KPO i sędziami? PiS i opozycja grają w trójwymiarowe szachy

Tu nie chodzi o praworządność

Po kolejnych poprawkach do ustawy o SN przepisy dotyczące tzw. testu bezstronności i niezależności sędziego są tak chaotyczne, wzajemnie sprzeczne i niezrozumiałe, że trudno ich będzie użyć, a jeszcze trudniej użyć skutecznie. Ale być może nie chodzi teraz o skuteczność, ale o pretekst: Unia chce dostać jakikolwiek dowód dobrej woli polskiego rządu w sprawie zaprzestania prześladowań sędziów i wypłacić pieniądze na KPO.

Opozycja liczy się z przegraniem poprawek w Sejmie i zamierza je wnieść na etapie Senatu. Wtedy pojawia się pytanie: czy PiS zbierze większość do odrzucenia poprawek Senatu? Jeśli nie zbierze, to ustawa i tak nie wejdzie w życie, bo prezydent ją zawetuje. A opozycja sama nie ma szansy odrzucić weta.

A więc: albo PiS dogada się z opozycją lub jej częścią, albo z prezydentem, albo ustawy nie będzie. Z opozycją dogadywać się nie chce, mimo że to załatwiłoby sprawę uchwalenia ustawy i odrzucenia prezydenckiego weta.

Inna sprawa, że nie załatwiłoby kwestii prześladowań i nacisków na sędziów. Aby te naciski i prześladowania realizować, nie trzeba wcale postępowań dyscyplinarnych. Do zatruwania sędziom życia wystarczą „ziobrowi” prezesi sądów i przewodniczący wydziałów (przenosiny do innego wydziału, do gorszego pokoju, zawieszanie w czynnościach, zabieranie asystentów, zalewanie sprawami itd.), „ziobrowi” rzecznicy dyscyplinarni i prokuratorzy (samo wszczęcie i prowadzenie postępowania piętnuje i odbiera wiarygodność). No i nie załatwi problemu neosędziów, bo tak czy inaczej, można by ich testem wyeliminować z sądzenia jednej konkretnej sprawy, a nie unieważnić ich nominację przez neo-KRS.

Ale w całej sprawie chodzi przede wszystkim nie o praworządność, tylko o pieniądze.

Czytaj też: Milion euro kary dzień w dzień. PiS chciałby to zatrzymać

Więcej na ten temat
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną