Akcja Żonkile. Ocalona z Zagłady: „Z mojej rodziny nikt nie przeżył, stawiam im pomnik”
W niedzielę 19 kwietnia na ulice Warszawy wyjdzie kilkaset wolontariuszek i wolontariuszy, którzy będą wręczać przechodniom papierowe żonkile, symbol pamięci o powstaniu w getcie. W tym roku do akcji przyłączyło się ok. 6,5 tys. instytucji: szkół, bibliotek, placówek kulturalnych. Żonkile dotrą też do 53 innych krajów. Głównym celem akcji jest popularyzowanie wiedzy o powstaniu.
Dlaczego żonkile? Powstanie i wojnę przeżyła zaledwie garstka Żydówek i Żydów, m.in. ostatni przywódca powstania Marek Edelman. W rozmowie z Hanną Krall przyznał, że co roku otrzymuje anonimowo żółte kwiaty, sam składał podobne pod Pomnikiem Bohaterów Warszawskiego Getta, pielęgnując pamięć po poległych. POLIN kontynuuje tę tradycję. W akcji wzięło udział dotychczas ok. 15 tys. wolontariuszy.
Siła świadectw
Od 2013 r. akcji towarzyszy hasło „Łączy nas pamięć”, które ma podkreślać znaczenie wspólnoty, solidarności, dialogu ponad podziałami. W tym roku, w 83. rocznicę wybuchu powstania, kluczowa jest siła świadectw – indywidualnych historii, relacji świadków, dokumentów, archiwalnych obiektów, śladów życia i śmierci ludzi, którzy doświadczyli okrucieństwa Zagłady.
Wśród tegorocznych ambasadorek akcji jest ocalała Krystyna Budnicka. – Z mojej rodziny nie przeżył nikt, nikt nie został pochowany jak człowiek, nikt nie ma grobu, miejsca, gdzie można by zapalić świeczkę. Ale kiedy o nich mówię, widzę ich po prostu, stawiam im w ten sposób pomnik. To jedyna rzecz, którą mogę jeszcze robić w moim wieku. Cieszy mnie, gdy widzę zainteresowanie. To nie jest żaden ciężar, ale obowiązek, radosny obowiązek – mówiła kilka dni przed rocznicą. Gdy wybuchło powstanie, miała zaledwie 12 lat, w walkach brał udział jeden z jej braci. Ona sama „ani nie wąchała prochu, ani nie trzymała granatu w ręku”. Z getta pamięta wielki głód. – Ukrywaliśmy się w bunkrze przy Miłej, pamiętam, że dużo spaliśmy, żeby nie myśleć o głodzie i jedzeniu – opowiada „Polityce”.
Życie zawdzięcza bratu Jehudzie, który wyprowadził ją kanałami na aryjską stronę. Zmarł kilka dni później, prawdopodobnie na skutek zachłyśnięcia się brudną wodą. – Był ode mnie półtora roku starszy, był moim bohaterem. Mam wrażenie, że zawsze był przy mnie jakiś anioł stróż. W getcie, na Umschlagplatz. To wszystko przeszłam i żyję. Dlaczego ja? Chyba po to, żeby być świadkiem, móc o tym wszystkim opowiedzieć. Bo jak nie będzie świadków, to skąd wiadomo, że to wszystko było? – mówi pani Krystyna.
W Zagładzie zginęli oboje jej rodzice i siedmioro rodzeństwa (sześciu braci i jedna siostra). Z getta nie zachowały się żadne zdjęcia czy pamiątki, zostały wspomnienia. – Cały czas widzę przed oczami mamę w jej skromnym czepeczku, krzątającą się w kuchni – dodaje pani Krystyna.
Po wojnie wychowywała się w domu dziecka. Skończyła pedagogikę specjalną, a w wieku ok. 60 lat zaangażowała się w działalność Stowarzyszenia Dzieci Holokaustu i została jego wiceprzewodniczącą. Często występowała jako gość w szkołach, jeździła za granicę. Wspomina, że pewna niemiecka uczennica zapytała ją, czy jej nienawidzi. – Jesteś ładną, dobrą, miłą dziewczynką, na pewno dobrze wszystko robisz. Ty nikogo nie zamordowałaś, wstydzić się powinni ci, którzy zamordowali, to oni powinni przeprosić – wspomina. – „A co by pani zrobiła, gdyby pani Hitlera spotkała?”, zapytała mnie. Zastrzeliła mnie tym pytaniem. Powiedziałabym mu: „Teraz to jesteś nikim. Przegrałeś wojnę, zostałeś znienawidzony, a ja jestem wolna”. Mam nadzieję, że się z nim nie spotkam. Nie jestem na to przygotowana.
Panią Krystynę martwi wzbierająca teraz fala antysemityzmu, chociaż osobiście go nie doświadcza: – Człowiek często szuka winnego. Jak jest mu źle, to musi znaleźć kogoś, kogo obwini. Tak powstają uprzedzenia. Podkreśla, że pamięć nie powinna prowadzić do nienawiści: – Nie można nienawidzić całych narodów. Ci, którzy wyrządzili zło, powinni się wstydzić i je naprawiać – ale młodzi ludzie nie są winni. Jak dodaje, Izrael można krytykować, jak każde inne państwo, jeśli źle postępuje. – Nigdy nie zdecydowałam się tam wyjechać, z placu Muranowskiego nikt mnie nie wyrzuci. To jest moje miejsce.
Wśród tegorocznych ambasadorek i ambasadorów są także: reporter Mariusz Szczygieł, aktorki Kamila Urzędowska i Julia Kamińska, artysta Dominik Więcej oraz reprezentanci wolontariuszy Aniela, Pola, Zosia i Dominik. Akcji towarzyszą kontrowersje w związku z doborem ambasadorów i petycją skierowaną pod adresem POLIN. W najnowszym numerze „Polityki” do sprawy odniósł się dyrektor muzeum prof. Dariusz Stola.
83. rocznica powstania w getcie
Główne obchody są organizowane przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Rozpoczną się o godz. 12 przed Pomnikiem Bohaterów Warszawskiego Getta, wtedy też zabrzmią syreny.
Akcji towarzyszą rozmaite wydarzenia. Wszystkie osoby z żonkilem będą mogły bezpłatnie obejrzeć wystawy POLIN i zobaczyć pierwszy raz publicznie pokazywane, niemal nieznane dzieło Marka Oberländera, jednego z najważniejszych artystów powojennej Polski, którego twórczość wyrasta z doświadczenia Zagłady. To ponadczterometrowy fryz pt. „Getto”, wykonany tuszem i gwaszem (specjalną farbą wodną) na kartonie. 23 kwietnia w POLIN odbędzie się spotkanie poświęcone twórczości artysty. Wstęp na nie jest bezpłatny.
19 kwietnia odbędzie się również koncert Aleksandra Dębicza i orkiestry Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Marty Kulczyńskiej. Wykonają improwizacje na temat tradycyjnych pieśni, utworów żydowskich kompozytorek i kompozytorów, a także piosenek z okresu powstania. Kulminacją wieczoru będzie prawykonanie kompozycji Dębicza „Yellow Daffodil”, napisanej specjalnie na tę rocznicę.
W programie również: pokaz odrestaurowanej wersji filmu „Pianista”, spotkanie poświęcone dziennikowi 15-letniej Ireny Glück i diarystyce czasu Zagłady.
Krótka historia warszawskiego getta
Warszawskie getto zostało utworzone przez władze niemieckie na początku października 1940 r. W 1941 zamkniętych w nim było ponad 450 tys. polskich Żydów, którzy umierali z głodu, chorób, niewolniczej pracy, ginęli w egzekucjach. W lipcu 1942 Niemcy rozpoczęli wielką akcję likwidacyjną – do obozu zagłady w Treblince wywieźli ok. 300 tys. Żydów. Kolejowe transporty wyjeżdżały z Umschlagplatzu. Choć to zaledwie ok. 100 km od Warszawy, czasem była to trwająca kilkanaście godzin wyprawa w straszliwych warunkach.
19 kwietnia 1943 r. członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej oraz Żydowskiego Związku Wojskowego rozpoczęli powstanie przeciwko Niemcom. Na terenie getta przebywało wówczas ok. 50 tys. cywilów. Niemcy równali getto z ziemią, palili dom po domu. Schwytanych bojowników i cywilów mordowali na miejscu lub wywozili do obozów. Powstanie przeżyli nieliczni – ci, którym udało się wydostać kanałami na tzw. aryjską stronę Warszawy. Część walczących popełniła samobójstwo.
16 maja 1943 Niemcy wysadzili Wielką Synagogę przy Tłomackiem, co uważane jest za symbol końca żydowskiego życia w mieście. Getto przestało istnieć, choć w wypalonych domach i nieodkrytych bunkrach pozostali ludzie, zarówno cywile, jak i nieliczni powstańcy. Niektórzy „gruzowcy” ukrywali się aż do końca 1943 r.