Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

„Pitolenia zebrane” Dudy i Nawrockiego. Który z nich bardziej Polsce zaszkodził?

. . Karol Nawrocki / X (d. Twitter)
Przy złej woli prezydenta żadna nowa konstytucja Polsce nie pomoże. Na maturze napisałbym o tym dłuższe wypracowanie, bo przykładów łamania przez nich konstytucji nie brakuje.

Matury, ktoś rozsyła mem. Nauczyciel przekazuje grupie uczniów przeciek tematu z polskiego: porównaj „Pitolenia zebrane” Karola Nawrockiego z „Pitoleniami zebranymi” Andrzeja Dudy. W satyrycznym tonie felietonowym, ale od strony prawniczej, zabieram się do pisania na ten temat.

Oczywiście Duda zaszkodził więcej, bo działał dłużej. Od zaprzysiężenia nieprawidłowo wybranych sędziów, by meblować swoimi Trybunał Konstytucyjny w 2015 r. po odrzucanie wyroków europejskich (czyli naszych) sądów do końca kadencji – oto jego dzieła zebrane. Nawrocki jeszcze tylu okazji nie miał, ale już łamie konstytucję, uzurpując sobie uprawnienia, których prawo nie przewiduje.

Czytaj też: Buław nam przybyło. Nominacje generalskie bez kontrowersji, w wojnie o wojsko rozejmu brak

Obecna konstytucja nie jest zła

A teraz zapowiada coś jeszcze gorszego – prace nad nową konstytucją, bo jak podkreślił 3 maja, „tak dalej być nie może, że władza w Polsce rozkłada się na dwa ośrodki”. Widać, o co mu chodzi: by powstał tylko jeden ośrodek władzy. On sam.

W telegraficznym skrócie przedstawiam kilka argumentów wskazujących, jak bardzo fałszywa i zgubna jest taka droga.

Obecna konstytucja wcale nie jest zła. To, że istnieją różne władze, jest fundamentalną zasadą krajów demokratycznych. Jeśli już się tak bardzo powołujemy na Amerykę, tę prawdziwie wielką, to trzeba przywołać ich świętość, czyli „Federalistę” (Federalist Papers), serię esejów Ojców Ameryki z okresu prac nad konstytucją amerykańską.

W 1788 r. James Madison opublikował federalistę nr 51 pod tytułem „Struktura rządu musi zapewnić odpowiednie mechanizmy kontroli i równowagi między różnymi władzami”. Madison pisał: „Niezbędne dla zachowania wolności, oczywiste jest, że każda z władz musi mieć własną wolę; w konsekwencji powinna być tak ukształtowana, aby członkowie każdej z nich mieli jak najmniejszy wpływ na powoływanie członków pozostałych”. Czemu wobec tego Nawrocki chce sobie wybierać sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy – uwaga – nie podlegają ustawom, a tylko konstytucji, a zresztą należą do władzy, która jako jedyna w kraju jest „odrębna i niezależna” (art. 173 naszej konstytucji).

Kolejna rzecz. Ponieważ w Polsce rzeczywiście są dwa ośrodki władzy wykonawczej, choć o odmiennych uprawnieniach, to konstytucja już w preambule nakazuje „współdziałanie władz”. Jak Nawrocki traktuje ten obowiązek, skoro ogłasza publicznie, że Polska ma najgorszy rząd, i daje do zrozumienia, że jego celem jest obalenie go? „Prezydent ogłosił, że będzie pracował nad nową konstytucją. Proponuję jednak zacząć od przestrzegania aktualnej” – skomentował premier Tusk. Dobrze to zilustrował senator Marek Borowski: prezydent wkłada kij w szprychy roweru i krzyczy, że rower nie działa.

Niektórzy komentatorzy pytają, czy jednak nie warto „doprecyzować” rozgraniczenie uprawnień prezydenta i rządu. Otóż przy ewidentnie złej woli tego pierwszego żadne doprecyzowanie nie pomoże. Za przykład podam weto dla programu pożyczki SAFE, czyli środków na dozbrojenie wojska w warunkach oczywistego zagrożenia. Prezydent oczywiście ma prawo do wetowania ustaw, ale nie do prowadzenia polityki torpedującej jasny interes narodowy i potrzeby armii. Uzasadnił swoje weto lepszym pomysłem finansowania. Tylko jakoś nie pokazał obywatelom tych pieniędzy. Zrobiłby to w momencie weta i wszyscy by klaskali.

Czytaj też: Rafał Chwedoruk dla „Polityki”: Tusk ma dwie strategie. Boi się powtórki z wyborów prezydenckich

Zła wola, zacietrzewienie

Jeszcze o tej potrzebie doprecyzowania. Już słynny Montaigne przestrzegał, że nie tylko w prawie, ale w każdej dziedzinie doświadczenia ludzkiego istnieje „granica objaśniania i wytyczania”. Przy złej woli można tego żądać bez końca. Współczesnym językiem przedstawił to amerykański prawnik i pisarz Philip K. Howard, nawiązując do roszczeń odszkodowawczych od producenta po zakupie lekarstw czy narzędzi. Wskazał trudności, jakie sprawia napisanie reguł bezpieczeństwa w posługiwaniu się młotkiem. Wiele zależy od tego, do czego młotek służy i jak często jest używany. Nie bez znaczenia będzie wprawa użytkownika (bywa, że młotek wypadnie komuś ze spoconej ręki). Inaczej trzeba pracować na rusztowaniu, a inaczej wbijając gwóźdź w podłogę. I tak można bez końca. Poza „granicą objaśniania i wytyczania” musimy się zdać na zdrowy rozsądek.

Genialny pisarz, filar angielskiej literatury Charles Dickens, zanim wziął się za pisanie, od 15. roku życia pracował w sądzie. Najpierw jako aplikant adwokacki, potem protokolant sądowy, wreszcie jako sprawozdawca parlamentarny. Spory prawników znał od podszewki, co zaowocowało wspaniałą i smutną powieścią „Samotnia”. Przedstawia ona spór o spadek. Jego absurdalna przewlekłość doprowadza do ruiny i tragedii wiele zamieszanych w niego osób, gdyż koszty sądowe pochłaniają niemal cały majątek, który jest przedmiotem sporu. Sprawa z czasem staje się tak niesamowicie pokręcona, że nawet dwaj specjaliści od prawa kanclerskiego nie mogą dojść do porozumienia co do podstawowych faktów. Każda kolejna wypowiedź czy argument otwiera furtkę do nowej interpretacji, nowych roszczeń i nowych ekspertyz. Ta „mgła prawna” – twór złej woli właśnie – jest symbolem całego systemu.

Przy złej woli i zacietrzewieniu spór można prowadzić w nieskończoność i szukać lepszych lub przeważnie gorszych argumentów. Warto przejrzeć orzeczenia i wypowiedzi osób, które prezydent powołał do składu rady mającej przygotować projekt konstytucji.

Tyle o porównaniu „dzieł” Dudy i Nawrockiego. Na prawdziwej maturze napisałbym dłuższe wypracowanie, bo przykładów łamania przez nich konstytucji nie brakuje.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Praca jest bez sensu! Dlaczego Polki i Polacy jej nie lubią? Czas połączyć wszystkie kropki

Praca zajmuje nam większą część życia. I nie da się jej oddzielić od całej reszty. Dominująca część z nas swojego zajęcia nie lubi, wielu nie widzi w nim sensu, większość czmycha w zawodowy niebyt, gdy tylko osiągnie wiek emerytalny. Podpowiadamy, jak to zmienić.

Martyna Bunda, Ewa Wilk
01.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną