Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Buław nam przybyło. Nominacje generalskie bez kontrowersji, w wojnie o wojsko rozejmu brak

Prezydent RP, Zwierzchnik Sił Zbrojnych Karol Nawrocki na wniosek ministra obrony narodowej mianował oficerów Wojska Polskiego na stopnie generalskie i admiralski. 2 maja 2026 r. Prezydent RP, Zwierzchnik Sił Zbrojnych Karol Nawrocki na wniosek ministra obrony narodowej mianował oficerów Wojska Polskiego na stopnie generalskie i admiralski. 2 maja 2026 r. Mikołaj Bujak / Kancelaria Prezydenta RP
Generałowie wysłuchali pełnych patosu przemówień, w których ani słowa nie było o zagrożeniach dla Sojuszu Północnoatlantyckiego. Zgoda nad listą nazwisk to jedno, ale porozumienia prezydenta z rządem w ważnych sprawach bezpieczeństwa nadal brak.

Dwunastu oficerów odebrało z rąk prezydenta – najwyższego zwierzchnika sił zbrojnych – nominacje na pierwszy i wyższe stopnie generalskie. „Gwiazdy i węże” trafiły do tych, którym należą się z racji zajmowanych w wojsku stanowisk, rangi dowództw i instytucji, w których pełnią służbę. Nazwiska nie wzbudziły żadnych kontrowersji, co mogło być sygnałem uspokojenia na tle wcześniejszych napięć między rządem a Pałacem Prezydenckim w sprawach bezpieczeństwa narodowego. Ich kulminacją był spór oraz weto wobec rządowego pomysłu wdrożenia w Polsce programu unijnych pożyczek na zbrojenia SAFE. Ale wygłoszony w przemówieniu Karola Nawrockiego zarzut pod adresem niewymienionych z nazwisk „polityków”, którzy rzekomo mają „bezmyślnie podważać” polskie sojusze, świadczył, że w tej wojnie prezydent nie zamierza składać broni. Generałów trudniej było wziąć jednak na zakładników, tak jak wcześniej kandydatów na oficerów w służbach mundurowych podlegających ministrowi spraw wewnętrznych. W NATO wymaga się, by stopień odpowiadał zajmowanemu stanowisku, przez co rozumie się też to, by kandydat wyznaczony na to stanowisko posiadał niezbędne wykształcenie i doświadczenie. W Polsce nie zawsze się to udaje, a system „produkcji” generałów daleki jest od doskonałości.

Najwyraźniej Nawrocki nie chciał być hamulcowym, gdy dostał listę kandydatów – oficerów liniowych i sztabowych, którym właśnie ujednolicenie stanowiska ze stopniem się należało. Po raz trzeci podpisał więc otrzymane z MON propozycje 12 nominacji. W listopadzie 2025 r. lista była o jedno nazwisko krótsza, a pierwsze nominacje z sierpnia ubiegłego roku liczyły osiem nazwisk. W sumie więc w dziewięć miesięcy Nawrocki mianował 32 generałów, więc idzie na rekord, czemu sprzyja rozrost sił zbrojnych, które – wbrew rozpowszechnionej opinii – wciąż mają niedobór oficerów najwyższych rang, zdolnych do dowodzenia związkami taktycznymi i zajmowania stanowisk w sztabach najwyższych szczebli w kraju i za granicą.

Czytaj także: „Młode NATO” awansuje. JFC Brunssum dla polskiego generała. To już elita dowódców Sojuszu

Nominacje bez kontrowersji

Po dzisiejszych nominacjach w Wojsku Polskim będzie 147 generałów i admirałów w służbie czynnej. Warto zauważyć, że tym razem MON zaproponował powiększenie korpusu generalskiego o dziesięć nowych nazwisk, bo awanse otrzymało dziewięciu pułkowników i jeden komandor, którzy zostali odpowiednio generałami brygady i kontradmirałem. To głównie oficerowie dowodzący liniowymi jednostkami bojowymi – brygadami ogólnowojskowymi czy artylerii. Tak więc generałami zostali dowódcy brygad zmechanizowanych ze Szczecina (Krzysztof Duda) i Bartoszyc (Dariusz Dróżdż), zmotoryzowanej z Rzeszowa (Marcin Dusza) i śmigłowcowej kawalerii powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego (Piotr Gołos), a także szef dywizyjnych artylerzystów z Nowej Dęby (Piotr Męczyński).

Są też w tym gronie sztabowcy, w tym jeden o szczególnej roli. Po raz pierwszy w oficjalnych dokumentach MON pojawiło się stanowisko „zastępcy dowódcy transformacji i szkolenia sił zbrojnych”, którym został – wraz z otrzymaniem stopnia generała brygady – dotychczasowy szef bydgoskiego Centrum Doktryn i Szkolenia płk Andrzej Lis. Co ciekawe, nie sposób doszukać się informacji, by zapowiadane od 2024 r. dowództwo transformacji zostało powołane i by miało jakiegoś dowódcę. To sytuacja bezprecedensowa, a nawet kuriozalna – by instytucja, która miała fundamentalnie zmienić siły zbrojne, istniała wirtualnie i miała tylko zastępcę dowódcy. Na szczęście reszta generalskich stanowisk istnieje faktycznie, a od dziś generałami będą zastępca dowódcy WOT (Jarosław Kowalski), szef zarządu wojsk rakietowych i artylerii (Andrzej Kupis), a także zastępca szefa zarządu szkolenia w Sztabie Generalnym (Robert Polak). Kontradmirałem został zastępca dowódcy centrum operacji morskich – komponentu morskiego (Przemysław Karaś), czyli drugi najważniejszy oficer Marynarki Wojennej RP.

Na generałach jednogwiazdkowych dzisiejsze nominacje się nie skończyły. Drugą gwiazdkę i stopień generała dywizji otrzymali dowódca 18. dywizji zmechanizowanej Dariusz Lewandowski i dowódca komponentu wojsk specjalnych Michał Strzelecki. Gen. Lewandowski niedawno zastąpił gen. dyw. Arkadiusza Szkutnika, który nieoczekiwanie pożegnał się z mundurem, w siedleckiej kwaterze głównej najsilniejszej dywizji wojsk lądowych (w budowie), odpowiedzialnej za obronę „bramy brzeskiej” na wschód od Warszawy. To ta dywizja pełniła też najwięcej dyżurów na straży wschodniej granicy, a gen. Lewandowski dziś dowodzi operacją Bezpieczne Podlasie. Powołana w 2018 r. 18. „Żelazna” dywizja zmechanizowana jest czwartą w Wojsku Polskim, po szczecińskiej 12., olsztyńskiej 16. i żagańskiej 11. dywizji kawalerii pancernej. Po niej powołano jeszcze dwie, 1. dywizję piechoty Legionów z dowództwem w Ciechanowie oraz 8. dywizję piechoty Armii Krajowej w Kielcach, które jednak znajdują się na wczesnym etapie tworzenia i obecnie mają zaledwie kadłubowe zdolności. Czego nie można powiedzieć o polskich „specjalsach”, którymi dowodzi gen. Strzelecki (zwany „Strzelbą”). Polski komponent wojsk specjalnych jest ceniony w NATO i uznawany za równy Amerykanom, Brytyjczykom i Francuzom, wyznaczającym światowe standardy. Zasłużeni w misjach poza granicami kraju dziś – jak całe Wojsko Polskie – szkolą się przede wszystkim do obrony terytorium kraju, co nie zawsze, a dla nich szczególnie, oznacza działania na jego terytorium. Gen. Strzelecki łączy doświadczenie komandosa i spadochroniarza, był dowódcą zespołów zadaniowych w Iraku i Afganistanie, ma za sobą studia i szkolenia w USA, a od dziś jest drugim w czynnej służbie „specjalsem” w randze dwugwiazdkowego generała – po Sławomirze Drumowiczu, zastępcy dowódcy generalnego.

Nawrocki nie odmówił sobie ataku na rządzących

Po względem wojskowym nominacje przeszły więc wzorowo. Gdy jednak przyszło do przemówień politycznych, zrobiło się… bardziej znajomo. Karol Nawrocki nie odmówił sobie ataku na rządzących, bo właśnie tak należy czytać wspomniany wyżej zarzut dotyczący „podważania sojuszy”. Ludzie prezydenta określają w ten sposób jakąkolwiek krytykę decyzji czy słów Donalda Trumpa, który od wielu tygodni sam podważa sens istnienia NATO i jego wartość dla Ameryki, a dosłownie w tych dniach wykonał gest sojuszowi otwarcie nieprzyjazny – zapowiadając wycofanie 5 tys. żołnierzy USA z Niemiec. Ludzie prezydenta domagali się wyjaśnień od Donalda Tuska, gdy ten w wywiadzie dla „Financial Timesa” negatywnie odniósł się do wiarygodności USA pod rządami Trumpa i alarmował, że w takiej sytuacji ataku Rosji można spodziewać się w ciągu miesięcy. Niejako w odpowiedzi Tuskowi Nawrocki ocenił dziś, że choć generałowie dobrze rozumieją wartość sojuszy, to politycy „bezmyślnie je podważają”. Słowem nie odniósł się do kwestii wycofania sił USA z Niemiec ani do kolejnych już wiadomości o czekających Polskę opóźnieniach w dostawach amerykańskiej broni. Tematu nie zauważył też przemawiający po prezydencie szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który jak zwykle ton miał jednoczący i wyciszający konflikty. Prezydentowi dziękował za będące wyrazem jedności porozumienia, ale do prztyczków się nie odniósł.

Nawrocki wskazał też na braki, których sam jest po części winien – i to było w jego przemowie najciekawsze. Mówił generałom, że „potrzebujecie strategii bezpieczeństwa oraz jasnego i klarownego systemu dowodzenia Wojskiem Polskim”. To w ustach prezydenta niemal przyznanie się do porażki, bo przecież to ten urząd – we współpracy z rządem – odpowiada za opracowanie dokumentów strategicznych i reformę systemu dowodzenia. Jak wiadomo, mocno spóźniony projekt strategii bezpieczeństwa narodowego odrzucił na finiszu swojej prezydentury Andrzej Duda, a Karol Nawrocki podtrzymał sprzeciw, formułując dodatkowe zarzuty o zbyt łagodne potraktowanie Rosji, a niedocenienie Stanów Zjednoczonych. BBN Sławomira Cenckiewicza podjął jednak współpracę z MON nad nowymi rekomendacjami, lecz z zapowiedzi ich opracowania w pierwszym kwartale nic nie wyszło – a przecież dzisiejsze awanse byłyby świetną okazją, by pokazać wspólnie uzgodniony projekt.

Podobnie jak nie ma widocznych postępów w zbliżaniu chaotycznego systemu dowodzenia do realiów bardziej nadających się na wojnę – i to takiego typu, jaka może nas czekać. Władza najwyraźniej nie ma też odwagi, by podjąć temat powszechnej służby wojskowej, choć akurat w obecnym BBN nie brakuje jej zwolenników. Te zaległości jawnie przeczą słowom prezydenta Nawrockiego o tym, że powołani dziś generałowie mają „rozumieć zmieniające się na świecie okoliczności, budować wielodomenowość, być gotowymi do obrony i ataku z ziemi, powietrza i wody, dostrzegać tendencje, które występują na świecie”. Jak mają to robić, gdy konstytucyjny zwierzchnik i rządowy szef resortu nie dają im odpowiednich struktur, procedur i narzędzi, bo wolą się chwalić zakupami sprzętu? To, że dwaj najważniejsi zwierzchnicy wojska uciekają w retoryczny patos, zamiast szykować struktury państwa na najgorszy scenariusz, może zostać boleśnie zweryfikowane, gdy on nadejdzie. To, że nie mówią nic na temat zagrożenia dla Sojuszu, gdy jego konstrukcja trzeszczy, oznacza, że umiejących czytać i rozumiejących sytuację obywateli Polski uważają za niezdolnych do kojarzenia faktów. To, że potrafili uzgodnić niekontrowersyjną listę nominacji generalskich, to dobrze, ale dużo za mało we frontowym kraju, który nie zna dnia ani godziny.

Reklama

Warte przeczytania

Czytaj także

null
Świat na zakręcie

Aleksander Kwaśniewski dla „Polityki”: Pracowałem z Clintonem i Bushem. Polityka Trumpa jest bezrozumna

Czy Polska powinna bezgranicznie wierzyć w amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa? Czy Rosja może kiedyś przestać zagrażać Europie? Jaka powinna być nasza polityka zagraniczna? Mówi o tym Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz i Mateuszem Mazzinim w najnowszym odcinku „Świata na zakręcie”.

Agnieszka Lichnerowicz, Mateusz Mazzini
20.04.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną