Notatnik polityczny. To będzie polityczne lato, szykuje się wielka bitwa o Kraków. Kłopot mają KO i PiS
Wybory prezydenta drugiego największego miasta w Polsce w porze roku zwykle ubogiej w polityczne wydarzenia będą głośne, a ich wyniki – analizowane pod każdym możliwym kątem.
Pamiętacie przedterminowe wybory prezydenta Rzeszowa pięć lat temu? Konrad Fijołek – popierany przez połączone siły ówczesnej opozycji – wygrał już w pierwszej turze przeciwko trójce prawicowych kandydatów. Kraków to będzie Rzeszów do sześcianu, dwie tury wydają się pewne, a co więcej – zanosi się na wielkie rozdrobnienie i liczne indywidualne pojedynki kandydatów.
Kłopot mają i KO, i PiS. Koalicja Obywatelska przegrała referendum, co przez najbliższe tygodnie będzie przedstawiane jako dowód na to, że Polacy pokazali jej czerwoną kartkę, a poza tym jest jeszcze taki detal, że partia ta nie ma dobrego kandydata.
PiS – który referendum wspierał – też ma deficyt kandydatów. Dwa lata temu reprezentant tej partii Łukasz Kmita nie dostał nawet 20 proc. głosów i nie wszedł do drugiej tury.
Ważnym graczem będzie Łukasz Gibała, który już trzy razy kandydował na prezydenta, a ostatnio wszedł nawet do drugiej tury; to polityk wywodzący się z Platformy, ale z nią skłócony.
Na lewicy zanosi się na pojedynek radnej Aleksandry Owcy (współprzewodnicząca opozycyjnego Razem) z posłanką koalicyjnej Lewicy Darią Gosek-Popiołek; wynik będzie interpretowany jako wyznacznik siły tych partii przed kampanią parlamentarną.
Jeszcze tłoczniej będzie pewnie na prawicy. Poza PiS w akcji zobaczymy Konfederację (Bartosz Bocheńczak z partii Sławomira Mentzena) i Koronę (może samego Grzegorza Brauna, który startował już na prezydenta Gdańska i Rzeszowa). Kandydować chce były prezes NIK Marian Banaś. A pewnie ktoś się jeszcze objawi.
Ocalała natomiast rada miejska – do odwołania tego ciała zabrakło kilku tysięcy głosów; nowy prezydent będzie zatem miał starych radnych, wśród których większość ma KO i Lewica.
W stolicy Małopolski zaroi się od partyjnych liderów, traktowanie bitwy o Kraków jako prognozy na wybory do Sejmu będzie ulubionym zajęciem polityków i komentatorów przez najbliższe trzy miesiące z okładem. Nie będzie to hobby całkiem bezsensowne, ale warto pamiętać o specyfice lokalnej i mocnej pozycji Gibały. A może być i tak, że na koniec przegra zarówno KO, jak i cieszący się dziś z wyniku referendum PiS.
Czytaj też: Referendum w Krakowie ważne, prezydent Miszalski odwołany. Co teraz się stanie?
A poza tym...
Wpis Donalda Trumpa o wysłaniu do Polski pięciu tysięcy żołnierzy, w którym amerykański prezydent powołał się na dobre relacje z Karolem Nawrockim i przypomniał, że wspierał go w kampanii w 2025 r., to bezdyskusyjny i bodaj największy sukces prezydentury Nawrockiego. I dobrze, że publicznie podziękował mu za to Donald Tusk.
Udało się – prawdopodobnie – odwrócić decyzję USA o redukcji obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce. Pracował na to rząd, pomogli przyjaciele Polski w Waszyngtonie (z obu partii), ale Trump wskazał Nawrockiego i z tym faktem trudno dyskutować. Prezydent pokazał się jako polityk, który dobre osobiste kontakty z Trumpem potrafi przełożyć na realne decyzje i który dzięki temu wzmacnia poczucie bezpieczeństwa w Polsce. A jeśli bezpieczeństwo będzie ważnym tematem w kampanii parlamentarnej, to obóz prezydencko-pisowski właśnie zapunktował. PiS mógł też odetchnąć, bo odrobinę zmalało prawdopodobieństwo, że związki z Trumpem staną się w tej kampanii politycznym i wizerunkowym obciążeniem.
Zostają jednak po tej historii wątpliwości. Nie chodzi nawet o to, że nie wiemy na razie, co właściwie miał na myśli Trump (hipotezy są różne), lecz o to, że przez kilka dni mieliśmy ze strony USA serię sprzecznych wypowiedzi, a amerykański prezydent swoim wpisem zaskoczył podobno własne zaplecze.
To, co powinno być przewidywalne, stało się nieprzewidywalne i zależne od sympatii, antypatii oraz aktualnego humoru amerykańskiego prezydenta. Propolski ruch Trumpa nie powinien przysłaniać faktu, że USA ograniczają swoją obecność militarną w Europie, a ten sam Trump wiele razy mówił rzeczy – choćby o NATO – które i nas powinny niepokoić.