Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Antyukraińska obsesja: Czarnek obszedł Brauna z prawej. Przed państwem PiS Korony Polskiej

Preferuj w Google
Przemysław Czarnek na posiedzeniu Sejmu. Przemysław Czarnek na posiedzeniu Sejmu. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl
W Ukrainie w glorii i chwale odradza się nazizm, a Unia Europejska powinna odciąć Ukraińców od wsparcia militarnego – to ostatnie tezy Przemysława Czarnka. PiS tak mocno zaatakował prawą ścianę, że aż się przez nią przebił.

„To trzeba po prostu wprost powiedzieć: Ukraina bazująca na antywartościach, które będą gloryfikowały ideologię banderowską, tożsamą z nazizmem niemieckim – dla takiej Ukrainy nie ma miejsca w Europie i to muszą przyznać stolice europejskie. Trzeba zmusić Unię Europejską, również naszą pozycją w Unii Europejskiej, do tego, żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich” – stwierdził w poniedziałek w telewizji Republika kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek.

Przetłumaczmy tę wypowiedź z języka politycznego na praktyczny: należy przestać wspierać militarnie Ukrainę i tym samym znacznie osłabić ją w starciu z Rosją, uderzając w ten sposób w odradzający się pod skrzydłami Zełenskiego nazizm. Przy czym opowieść o nazistowskim reżimie w Kijowie jest kopią słów Władimira Putina kierowanych na rynek zachodni, choćby w wywiadzie z Tuckerem Carlsonem.

Właśnie obserwujemy na żywo, jak desperacja Prawa i Sprawiedliwości w poszukiwaniu kilku punktów procentowych więcej w sondażach staje się tak namolna, że aż niesmaczna, nawet jeśli przyłożyć do niej czysto cyniczną, utylitarną miarę. Czarnek staje się nachalny na modłę telemarketerów sprzedających fotowoltaikę, zestaw magicznych garnków lub pamiątkowe, bezwartościowe monety. To już ten rodzaj perswazji politycznej, który ma efekty odwrotne od oczekiwanych, zaczyna odpychać wyborców, zamiast ich przyciągać.

Tym bardziej że antyukraiński zwrot partii Jarosława Kaczyńskiego to chyba najbardziej szokujące polityczne salto ostatniej dekady. Z formacji bezwarunkowo proukraińskiej, kontynuującej politykę wschodnią Lecha Kaczyńskiego, stojącej bez wątpliwości w kontrze do rosyjskiego imperializmu i wspomagającej Kijów tonami sprzętu wojskowego, PiS stał się bezwiednym megafonem dla kremlowskich przekazów propagandowych. A wszystko w pogoni za powrotem do władzy. Jednak przeszłość osłabia ich wiarygodność w oczach radykałów, natomiast antyukraiński neofityzm wpędza w konfuzję tych tradycyjnych wyborców, którzy są przywiązani do wartości reprezentowanych przez „stary PiS”.

Pokraczna kopia Brauna

Po wypowiedzi Czarnka w Republice odezwał się Jarosław Kaczyński w roli dobrego policjanta. „Prawo i Sprawiedliwość stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna. To kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa. Sprawa wypowiedzi pana Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii” – napisał we wtorek prezes na jednej z platform internetowych.

Jednak można się założyć, że narracja Czarnka nie jest wybrykiem, incydentem czy samowolką. Ton opowieści kandydata PiS na premiera musi mieć autoryzację Kaczyńskiego, który stara się powtórzyć swój popisowy numer z przeszłości: tak ściśle przykleić się ideologicznie do prawej ściany, żeby przez większą masę zgnieść lżejszą konkurencję.

Podobnie było przecież np. z Tadeuszem Rydzykiem, wobec którego bracia Kaczyńscy najpierw byli bardzo sceptyczni. Ale kiedy trzeba było zabić politycznie LPR, skasować Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobry jako samodzielny byt i nie dopuścić do wyrośnięcia narodowo-katolickiej konkurencji, wtedy politycy PiS Rydzyka pokochali, łapiąc się z nim za ręce, składając wiernopoddańcze hołdy i szczodre dary z publicznej kasy. Z tym że pod względem masy poparcia PiS jest dziś o wiele szczuplejszy niż wtedy i w zapasach o prawicowy elektorat nie dominuje nad nową, młodszą i bardziej sprężystą konkurencją.

Podkręcenie do maksymalnych wartości radykalnego, antyukraińskiego przekazu skutkuje tym, że partia Jarosława Kaczyńskiego jest dziś PiS-em Korony Polskiej – nieco pokraczną kopią ugrupowania Grzegorza Brauna. Czy to zadziała? Co prawda niechęć do Ukraińców rośnie (w sondażach sięga 43 proc.), ale wciąż ma swoje limity i nie osuwa się bezpośrednio w zoologiczną nienawiść: na przykład aż 58 proc. badanych przez CBOS sprzeciwia się odebraniu możliwości korzystania z bezpłatnego pobytu w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania ukraińskim matkom z dziećmi. Podobną emocję widać w reakcjach po ataku na ukraińską dziewczynkę w Bielsku-Białej.

Zapewne PiS planuje, że po etapie radykalizacji przyjdzie w końcu czas korekty i odbicia do centrum. Na partię Kaczyńskiego czeka jednak zła wiadomość: zaatakowali prawą ścianę z takim impetem, że aż przebili się na wylot, co może znacznie utrudnić drogę powrotną.

Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Sami ich tak urządziliśmy. Dlaczego polscy trzydziestolatkowie nie mogą dorosnąć

A oni ciągle nie dorośli. Nawet mimo trzydziestki na karku nie wiedzą, kim są i co ze sobą zrobić. Nie biorą za nic odpowiedzialności. To my ich tak urządziliśmy.

Agnieszka Sowa
09.07.2013
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną