Notatnik polityczny. Tak Kaczyński pod Trybunałem walczy z Morawieckim. Chce go stratować
Im więcej patosu w przemówieniach polityków PiS pod Trybunałem Konstytucyjnym, im więcej patriotycznego wzmożenia, tym wyraźniej widać, że Jarosław Kaczyński wykorzystuje ten moment głównie do walki ze swoim niedawnym faworytem Mateuszem Morawieckim. To jest przynajmniej cel na tu i teraz; w przyszłości obecne awantury mają umożliwić ignorowanie wyroków Trybunału, gdyby prawica przejęła władzę, a większość w TK mieliby sędziowie wybrani w tej kadencji.
PiS zwołał warszawski wiec „w obronie Trybunału” na sobotę, dokładnie wtedy, gdy jakieś 2,5 km dalej swoją konwencję zrobił Rozwój Plus. Wszystko po to, by mogły powstać takie wpisy jak ten, autorstwa odpowiedzialnego za komunikację PiS na platformach internetowych Pawła Rybickiego: „Kiedy Jarosław Kaczyński przemawiał w obronie Trybunału Konstytucyjnego i wolnej Polski jako takiej, Mateusz Morawiecki pajacował w fajnopolackim stylu na konwencji w jego typowym stylu nudnego pokazu slajdów”. Politycy PiS piętnowali Rozwój Plus za nieobecność na demonstracji, choć Morawiecki nie tylko pozdrowił uczestników wiecu, lecz także wysłał tam swoją reprezentację.
Co łączy PiS i zoo w Łącznej?
Klasyczna logika kapituluje jednak w starciu z przekazami płynącymi z PiS. Spójrzmy na wypowiedzi z ostatniego tygodnia.
Kaczyński w Krakowie wzywał do jedności i wspólnej listy „zjednoczonej prawicy”: „Wszystko, co przeszkadza jedności, trzeba odrzucić. Wszystko, co wynika z naszych, mówię tu w tym wypadku o politykach, ludzkich słabości, bo przecież nikt z nas nie jest idealny, też trzeba próbować odrzucić”.
Wiceprezes PiS Patryk Jaki dzień później w Warszawie o Morawieckim: „Na szczęście tych zdrajców już u nas nie ma”.
Przemysław Czarnek – też wiceprezes PiS – postawił na szantaż. „Zwracam się do przyjaciół z prawicy: Mateusza, Sławomira, Krzysztofa, innych przyjaciół – musicie się określić: albo idziemy razem i wygrywamy Polskę, albo służycie Tuskowi!” – wołał pod Trybunałem Konstytucyjnym.
Polityk Rozwoju Plus pytany o tę kakofonię wysłał mi początkowo nie do końca zrozumiałą wiadomość: „Zoo Łączna to oaza normalności w porównaniu z Nowogrodzką”; po wizycie w sieci okazało się, że to prywatny ogród zoologiczny, w którym – jak donoszą media – „paw uciekł, nie ma małp, a dwa ptaki nie przeżyły”.
W cytowanych wcześniej wypowiedziach pisowskich prominentów nie ma jednak większej sprzeczności. To nie jest logika klasyczna, to jest logika wojny domowej.
Kaczyński może wzywać do jedności prawicy, świetnie wiedząc, że jej nie będzie. Jego celem pozostaje zaduszenie Rozwoju Plus.
Koalicja wyborcza jest mało prawdopodobna. Klub PiS liczy 147 posłów, sondaże dają mu niecałe 130 mandatów. Dlaczego prezes miałby wpuścić na listy 40 posłów Rozwoju Plus, którzy mu trzy miesiące temu prysnęli? To byłoby przecież skrajnie niewychowawcze, a do tego groziłoby fermentem wśród tych, którzy pozostali lojalni wobec Nowogrodzkiej.
Także Morawiecki nie bardzo może się cofnąć. Układ z PiS oznaczałby, że zostawia za burtą większość ludzi, którzy mu zaufali, którzy porzucili – nierzadko po wielu latach – Kaczyńskiego. Lider Rozwoju Plus widzi natomiast inne rozwiązanie i podsuwa je prezesowi. Nie konfrontuje się z PiS, odpowiada na ataki bez większej mocy, godzi się z rolą partii w gruncie rzeczy wasalnej.
Chciałby być jak Trzecia Droga z wyborów w 2023 r., tylko tym razem miałby na tym skorzystać PiS. Rozwój Plus chce przejąć byłych wyborców PiS, którzy odeszli rozczarowani radykalnym kursem i retoryką partii, skubnąć trochę sierot po Szymonie Hołowni, a może zabrać też odrobinę Konfederacji.
Słabnący w sondażach Morawiecki oferuje Kaczyńskiemu pokojowe współistnienie. Jeśli – mógłby powiedzieć prezesowi – spadnę pod próg z wynikiem 4 proc., ty możesz się pożegnać z nadzieją na powrót do władzy. A jak będę miał 7 proc., to rysuje się perspektywa większości wokół PiS – z Konfederacją i Rozwojem Plus jako koalicjantami.
Kaczyński nie wydaje się dziś być zainteresowany tą propozycją. Na razie chce Morawieckiego stratować. A jak ten to ustoi, to za pół roku czy osiem miesięcy kurs będzie można zmienić.