Leczenie dżumy cholerą
Minister kultury chce rejestrować media internetowe. Tłumaczy, że nie tworzy nowej ustawy kagańcowej i nie zamierza ograniczać możliwości wypowiadania się w Internecie.
Internet rozwiązuje tysiące problemów, ale tworzy tysiące nowych. Cyberprzestępczość, pirackie wykorzystywanie cudzej twórczości, naruszanie dóbr osobistych to tylko niektóre z nich. Minister kultury i dziedzictwa narodowego postanowił zmierzyć się z tymi wyzwaniami. Jego resort przygotowuje nowelizację kilku ustaw w tym prawa prasowego i prawa autorskiego, które jak twierdzi minister Bogdan Zdrojewski, dostosują polskie prawo do realiów świata internetowego. Wygląda jednak na to, że minister chce leczyć dżumę cholerą.

Ledwie projekt nowelizacji prawa prasowego ujrzał światło dzienne, a już minister musi się tłumaczyć, przekonując że nie tworzy nowej ustawy kagańcowej i nie zamierza ograniczać możliwości wypowiadania się w Internecie. Wszystko poszło o zapis zrównujący media internetowe z drukowanymi i nakładający na te pierwsze obowiązek sądowej rejestracji. Dziś bowiem tradycyjne tytuły prasowe - dzienniki i czasopisma - muszą być rejestrowane. A internetowe? Nie wiadomo. Jedne są inne nie,  bo tak na dobrą sprawę określenie co jest dziennikiem czy czasopismem sieciowym jest szalenie trudne. Minister twierdzi, że nowelizacja prawa prasowego wraz z obowiązkiem rejestracji prasy internetowej niesie także precyzyjną definicję tego, co za prasę w sieci należy uważać.

Podczas brifingu zwołanego pośpiesznie po wczorajszej publikacji „Rzeczpospolitej" przekonywał, że to oczywiste iż obowiązek nie będzie dotyczył właścicieli stron prywatnych, blogów i innych amatorskich form sieciowych wypowiedzi. Tyle tylko, że w projekcie ustawy trudno  znaleźć potwierdzenie słów ministra. Sprawa była niejasna, (co doprowadziło już do kilku orzeczeń sądowych kwestionujących brak rejestracji stron internetowych) i niejasna pozostała. Być może jeszcze bardziej niż poprzednio. Trudno więc się dziwić lękom, że politycy szykują ustawę kagańcową, która posłuży kontroli nad tym kto i co  w sieci publikuje.

Już sama techniczna strona całej operacji budzi obawy. W sieci są dziesiątki tysięcy stron, które być może zostaną uznane za prasę.  Rejestracja on-line? W polskich sadach? Wolne żarty.  Potem zaczną się pytania: pan tu takie rzeczy wypisuje, a rejestracja jest? A dane podane do sądu są aktualne? Nie? No to nakładamy grzywnę. A trzy kary za naruszenie prawa prasowego oznaczają  zakaz kierowania tytułem prasowym.

Argumentacja, że chodzi o stworzenie możliwości ochrony dóbr osobistych osobom które zostały  pomówione lub o których  w sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje, jest trochę naciągana. Problem ochrony dóbr osobistych w sieci na pewno jest - ale nie rozwiąże się go przy pomocy prawa prasowego. A już na pewno przy pomocy tego prawa, którego nowelizacji podjął się minister Zdrojewski. To niewątpliwie ustawa kagańcowa- narodziła się w czasach stanu wojennego i żadne kosmetyczne nie zmienią jej opresyjnej filozofii. Dlatego od pomysłu ministra wprowadzającego obowiązek rejestracji sieciowych tytułów prasowych (cokolwiek to oznacza) lepsza wydaje się propozycja Izby Wydawców Prasy, by jasno określić: kto w sieci chce korzystać z przywilejów prasy, musi zarejestrować w sądzie sieciowy tytuł. A kto nie chce, nie musi. Nie może się wówczas jednak powoływać - jak słynna blogerka Kataryna - że jeśli dziennikarzom tradycyjnych mediów coś wolno to jej też. A od ochrony dóbr osobistych powinno być prawo cywilne, a nie prasowe.     

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj