Kultura

Straszne skutki goblinizacji

Recenzja gry: Shadowrun Returns

materiały prasowe
Głównym atutem tego czarnego kryminału w cyberpunkowo-posttolkienowskich scenografiach jest warsztat scenarzysty.

Na wypadek, gdybyś, P.T. Czytelniku POLITYKI, utracił pamięć po przedawkowaniu cyberstymulacji w wirtualu, przypomnijmy: w 2011 r., wskutek fenomenu zwanego Niewyjaśnioną Ekspresją Genów, zaczęli rodzić się metaludzie – elfy i krasnoludy. Część ludzkości uległa goblinizacji, zmieniając się w orki i trolle. W orędziu wygłoszonym 1 stycznia 2012 r. papież Jan Paweł IV potępił metaludzi jako zgorszenie w oczach Boga. Pojawiły się też – apage! – smoki. Jeden był na tyle uprzejmy, by wyjaśnić, że 24 grudnia 2011 r. magia wróciła do naszego świata. A właściwie świata „Shadowrun” – pierwotnie tradycyjnej RPG, z rzucaniem kostką i z kierującym fabułą narratorem, wymyślonej przez Jordana Weismana w 1989 r., z czasem także świata komputerowych gier RPG. Takich jak „Shadowrun Returns”. Jest 2050 r., szukamy mordercy naszego kumpla. A głównym atutem tego czarnego kryminału w cyberpunkowo-posttolkienowskich scenografiach jest warsztat scenarzysty. Rzadko miewamy dziś szansę docenić tak umiejętnie stylizowane postaci, zgrabne dialogi, trafiony gorzki humor. Turowa rozgrywka w trybie walki, bardzo retro, także wypada udanie.

 

Shadowrun Returns, Harebrained Schemes, PC

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Rozmowa z Davidem Martelo, uczestnikiem rewolucji goździków

O portugalskiej rewolucji goździków sprzed 45 lat opowiada jej uczestnik David Martelo.

Krzysztof Kubiak, Tadeusz Zawadzki
23.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną