„Ucho prezesa” kończy drugi sezon. Wyszło przeciętnie
Na pożegnanie z drugim sezonem „Ucha prezesa” otrzymujemy odcinek z kategorii przeciętnych, choć ciekawie poruszający kwestię popularności PiS wśród wyborców. No i pojawia się Hanna Gronkiewicz-Waltz.
„Ucho prezesa”
Youtube

„Ucho prezesa”

Na dwa dotychczasowe sezony produkcji Showmaxa składa się trzydzieści odcinków. Ten zamykający drugą serię, „Czemu im nie spada?”, raczej nie trafi na listę najlepszych spośród nich – głównie dlatego, że nie wykorzystał ogromnego potencjału poruszanych tematów.

Na przykład wizyta Gronkiewicz-Waltz u Andrzeja Dudy i omawianie możliwości współpracy. Jest i temat reprywatyzacji, jest Ziobro jako wspólny wróg i Jaki jako jego protegowany. Jest spór o władzę nad sądami, ale w samym „Uchu…” mamy tylko… gadającą przez chwilę panią prezydent Warszawy, która chce przekupić „Adriana” pomnikami. Ot, powtórzenie kilku oczywistości – znowu serial przegrywa z rzeczywistością, bo tylko powtarza za politykami, nie dodając żadnej oryginalnej myśli.

Ciemny lud w „Uchu prezesa”

Nieco lepiej wypada wątek wizyty na Nowogrodzkiej siostry pani Basi, która okazuje się łykającą rządową propagandę fanką Prezesa i TVP. Tu jest przynajmniej zabawnie, bo dyskusja obu pań – a przecież Basia jest dosyć niejednoznaczna w ocenie sytuacji w kraju – pokazuje wiele absurdów myślenia o Polsce za rządów PiS. Przede wszystkim zaś piętnuje z jednej strony toporność rządowej propagandy, z drugiej łatwowierność jej odbiorców – bo siostrze pani Basi w żaden sposób nie przeszkadza, że czasami sobie zaprzecza, a pytana o jakiekolwiek fakty, mówi tylko, że to wszystko wiadome, przy czym z ogromną beztroską rzuca kolejnymi pomówieniami. Oto personifikacja „ciemnego ludu”, o którym mówił Kurski.

Ale czy to w jakikolwiek sposób wyczerpuje temat? „Ucho prezesa” wpadło w tę pułapkę, że pokazało tylko pewne oblicze sukcesu PiS – tę prostą twarz kobiety bezkrytycznie przyjmującej podtykane jej przez TVP przekazy. Ale przecież tytuł odcinka to „Czemu im nie spada?”, sugeruje więc podejście do kwestii wysokich sondażowych wyników partii Prezesa, mimo kolejnych kontrowersyjnych ustaw i rosnącego napięcia na linii z Brukselą. I czy naprawdę siostra pani Basi to jedyna odpowiedź? Na pewno nie. I oczywiście, produkcja Showmaxa to serial satyryczny, ale przecież polityczny. Odcinek 30. to zaś jeden z odcinków specjalnych, dostępnych tylko w serwisie Showmax, poprzeczkę trzeba było zawiesić tu nieco wyżej. Szkoda, że została strącona.

Ostatecznie jednak drugi sezon „Ucha…” trzeba ocenić raczej pozytywnie, bo faktycznie dostarczył nam wielu okazji do śmiechu, a przy tym nierzadko bardzo celnie punktował polityków. Czy był, jak zapowiadano, bardziej efektowny od poprzedniego? Na pewno, bo choćby wyjście z dwóch pomieszczeń na Nowogrodzkiej dało całości nieco oddechu, a i pozwoliło na pokazanie szerszego obrazu rodzimej sceny politycznej – bo przecież w tym sezonie opozycji poświęcono niemało miejsca.

Fascynuje mnie tylko kończący 30. odcinek zwrot akcji, tak zwany cliffhanger, gdzie na scenę weszła pewna postać i… wątek się urwał. Na jego rozwiązanie mamy czekać do kolejnego sezonu? Ale przecież ostatnio też tak było, Adrian miał w końcu wejść do gabinetu Prezesa. A w drugim kompletnie to zignorowano, zapewne głównie z powodu prezydenckich wet i zmian dynamiki w obozie rządzącym. Czy więc był sens podobnego kończenia drugiego sezonu, skoro z dużym prawdopodobieństwem polityczna rzeczywistość zmusi twórców do kolejnych przetasowań w trzecim sezonie? Obawiam się, że i tym razem zostaniemy bez rozwinięcia...

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj