Kultura

Christopher Nolan – najważniejszy reżyser naszych czasów?

„Dunkierka” „Dunkierka” mat. pr.
„Dunkierka” to jeden z najlepszych filmów minionego roku, a przy okazji argument w rękach tych, którzy nie chcą, by kino zamieniło się w generowaną na zielonych ekranach komputerową papkę.
„Dunkierka” na Blu-raymat. pr. „Dunkierka” na Blu-ray

Nolan nie musi być najlepszym żyjącym reżyserem – nie ma co bronić takiej tezy. Nie jest też najważniejszy dla kina ogółem, we wszystkich jego odcieniach, od filmów niezależnych po produkcje o superbohaterach. Dla Hollywood i napędzających cały ten biznes tzw. blockbusterów jest jednak kimś szczególnej wagi, a to dlatego, że stoi w opozycji do współczesnych trendów.

Chodzi o to, że branża filmowa przechodzi technologiczną przemianę, a w zasadzie przeszła ją jakiś czas temu i teraz tylko doprowadza nowe narzędzia do perfekcji – grafika komputerowa jest już na takim poziomie, że tworzy obrazy niezwykle realistyczne, a motion capture pozwala aktorom wcielać się w dowolne postacie i kierować choćby ruchami i mimiką gigantycznego smoka (jak Benedict Cumberbatch w „Hobbicie”). Ma to rzecz jasna wiele, wiele dobrych stron, bo bez CGI (computer-generated imagery, czyli obrazy generowane komputerowo) nie byłoby ani niezwykłych scen z planety Pandora w „Avatarze”, ani świetnych ról Andy’ego Serkisa jako szympansa Ceasara w nowej serii o Planecie Małp. Z drugiej strony łatwość tworzenia wszystkiego na ekranie komputera wielu twórców i wiele wytwórni filmowych po prostu rozleniwiła.

Najlepszym przykładem chyba Peter Jackson, którego „Władca Pierścieni” z początku XXI wieku prezentuje się lepiej niż młodszy o dekadę „Hobbit” – bo w tym drugim aktorzy bardzo często grali przed zielonym ekranem, a tło później się dodawało, tymczasem ekranizacja pierwszej trylogii opierała się głównie na praktycznych efektach specjalnych, czyli budowaniu planów i miniatur.

Jeszcze ciekawiej wypada takie porównanie w przypadku „Gwiezdnych wojen”: oryginalna trylogia, kręcona w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, wygląda o niebo lepiej niż druga trylogia sprzed niecałych dwóch dekad – bo w „Mrocznym widmie”, „Ataku klonów” i „Zemście Sithów” George Lucas wszystko kręcił z pomocą CGI, które okropnie się zestarzało. (Współpracownicy Lucasa mówili, że reżyser niespecjalnie zwracał uwagę na grę aktorów, wiedząc, że w razie czego może modyfikować ich gesty komputerowo).

„Dunkierkę” kręcono w Dunkierce

Zestawmy to teraz z Christopherem Nolanem. Do wydania Blu-ray jego ostatniego filmu, „Dunkierki”, dołączono blisko dwugodzinny reportaż, w którym pokazano proces powstawania tego obrazu, a zwłaszcza strony technicznej. Okazuje się, że brytyjski reżyser robił wszystko zupełnie inaczej niż jego koledzy i koleżanki pracujący przy innych wysokobudżetowych widowiskach. Podobnie jak to miało miejsce choćby w przypadku „Incepcji” czy „Mrocznego rycerza”, upierał się, by jeśli da się coś nakręcić naprawdę, nie korzystać z pomocy komputerowych efektów specjalnych. Nie chciał też chować się w studiu.

Dlatego „Dunkierkę” kręcono w Dunkierce – na plażach, na których w 1940 roku naprawdę utknęli brytyjscy żołnierze, przy molo, z którego naprawdę byli zabierani przez statki, wreszcie w wodach kanału La Manche, który blisko 80 lat wcześniej był przeszkodą między tymi żołnierzami a domem. Gdy w tle u Nolana widzicie statki – są to prawdziwe okręty, nie CGI. Gdy widzicie samoloty Spitfire – są to autentyczne samoloty Spitfire, wypożyczone od faceta z Teksasu, który ma kilka. Gdy podziwiacie niesamowite powietrzne akrobacje tych samolotów, widzicie autentyczne zdjęcia kręcone podczas autentycznych akrobacji. Wyjątek: gdy kamera robi zbliżenia na aktorów w kabinie, to w sumie są to ci aktorzy w tych kabinach, ale grają nie w powietrzu, a przycupnięci na klifie nad brzegiem morza, z błękitnym tłem za sobą, podczas gdy Nolan własnoręcznie trzęsie ich kokpitami. Gdy coś płonie w wodzie – widzicie prawdziwy ogień, wydobywający się z zatopionych płytko pod powierzchnią rur z gazem, i znowu – wszystko kręcono nie w basenie, ale w oceanie.

Co też niezwykle imponujące: w scenie, gdy małe cywilne jednostki przybywają do Dunkierki, by zabrać brytyjskich żołnierzy, widzicie autentyczne statki, które blisko osiem dekad wcześniej naprawdę pokonały tę trasę, by zabrać żołnierzy do Wielkiej Brytanii.

Nolana kino prawdy

Christopher Nolan mówi, że to jego filozofia kina prawdy. Jego współpracownicy opowiadają, że ciągle każe im wymyślać nowe metody kręcenia praktycznego, że można robić łatwiej, że wszyscy inni kręcą choćby w basenach, a nie na oceanie – ale zaraz dodają, że dzięki temu ich praca jest wspaniała, tworzą coś niezwykłego. Widzimy więc, jak konstruują specjalne dźwigi dla olbrzymich kamer IMAXa (prawie cała „Dunkierka” była nimi kręcona), jak operator Hoyte Van Hoytema ciśnie się z takim kolosem wraz z Nolanem, innymi członkami ekipy i kilkoma aktorami na maleńkim statku Moonstone, bo znowu – nie chcieli kręcić w studiu czy na basenie, co byłoby o niebo łatwiejsze, zamiast tego tłocząc się na płynącej przez ocean łodzi, dzięki czemu pracowali z naturalnym światłem i naturalnymi ruchami fal.

Wszystko to przekłada się jeżeli nie na po prostu najlepszy film minionego roku, to najlepszy wizualnie obraz. CGI może dać wiele, prawda, wciąż jednak nie oszuka nas całkowicie, nie zmyli do końca naszych oczu. Sprawdzi się w widowisku fantastycznym, w którym cały świat i bohaterowie muszą być obserwowani przez filtr niezwykłości, z którym CGI się nie kłóci, ale już w aspirującej do pokazania jak największego realizmu „Dunkierce” poleganie na obrazach z komputera byłoby błędem. CGI jawiłoby się jako fałsz.

Między innymi dlatego Christopher Nolan jest jednym z ostatnich reżyserów wysokobudżetowych widowisk, który wciąż kręci na taśmie filmowej, nie kamerami cyfrowymi. Znowu: szuka realizmu, namacalności.

Przy czym nie powinno się oceniać, które podejście jest lepsze – czy szukającego „prawdy” obrazu Nolana, czy twórców kolejnych „Gwiezdnych wojen” (choć i w tym przypadku wraca się do praktycznych efektów specjalnych tam, gdzie się da!), czy widowisk Marvela, bo w kinie powinno znaleźć się miejsce i dla jednych, i dla drugich. Reżyser „Dunkierki” jest o tyle ważny, że stanowi argument w dyskusji, staje się dowodem na to, że stare metody nie zawsze są złe, ba!, udowadnia, że wciąż w wielu aspektach przewyższają nowe technologie, a często większy wysiłek daje lepsze efekty.

Gorąco polecę więc „Dunkierkę” i dołączone do filmu materiały dodatkowe jako reportaż z reduty wielkoformatowego, efektownego kina kręconego po staremu, ale nie staroświecko.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Jak PGNiG dosala Zatokę Pucką

Dlaczego mieszkańcom nadmorskiego Kosakowa przeszkadza, że morze jest słone?

Ryszarda Socha
12.11.2019
Reklama