Rodzicu, nie musisz cierpieć – czyli co oglądać z dzieckiem
Bajki są dla dzieci. Ale czy tylko dla nich? Każdy rodzic, czy tego chce, czy nie, również jest ich odbiorcą.
Co dorośli mogą oglądać z dziećmi?
PantherMedia

Co dorośli mogą oglądać z dziećmi?

Czasem oglądając bajki z dziećmi tylko kątem oka, można się solidnie nacierpieć. Najmłodsi uwielbiają na przykład „Teletubisie”, ale dorosłym – po seansie w większych dawkach – grozi uszczerbek na zdrowiu psychicznym. Rodzime „Domisie” też powodują raczej zgrzytanie zębów niż radość. Co oczywiście nie jest zarzutem do twórców tych produkcji – w końcu ich grupą docelową są dzieci w wieku od roku do mniej więcej trzech lat. Infantylizm jest więc pożądany.

Postępowa Świnka Peppa

Zdarza się jednak, że bajka, choć tworzona dla dzieci, ewidentnie powstaje ze świadomością istnienia rodziców, skazanych niekiedy na dziesiąty seans tej samej płyty z odcinkami „Świnki Peppy” (piszę z doświadczenia). Tymczasem gdy przyjrzeć się bliżej tej Peppie, zauważymy, że pod warstwą prostych jak drut opowiastek kryje się… bardzo postępowa wizja rodziny.

Tata Świnka jest bardziej gapowaty, czasem dziecinnie uparty, po męsku dumny, nie cierpi pytać o kierunek ani okazywać słabości. Mama Świnka to zaś pracująca w domu freelancerka, trzymająca wszystko w kupie, poliglotka. Doskonały jest odcinek o wizycie w parku rozrywki. Mama Świnka na każdym kroku słyszy, że niczego tam nie wygra, bo jest kobietą, co ją tak motywuje, że wszędzie rozbija bank. A gdy przy próbie siły Tata Świnka słyszy, że mu się nie uda, bo jest zbyt gruby, Mama znów wkracza do akcji, wyjmuje młot z rąk męża i szokuje wszystkich uderzeniem godnym Pudzianowskiego.

Więcej, „Świnka Peppa” to też często celna satyra na współczesne społeczeństwa Zachodu. W opisywanym odcinku mamy na przykład Mamę Kot, którą córka namawia na zakup olbrzymiej maskotki, takiej samej, którą dla Peppy wygrywa jej mama. Ale Kotka cały czas słyszy, że nie, bo miś jest za duży. Wtem Świnka Peppa decyduje się rozdać zabawki swoim przyjaciołom. Podarowany miś olbrzym okazuje się w sam raz.

Czytaj także: Opowiastki dla dzieci są coraz mroczniejsze

Bajki, które mądrze obśmiewają realia

Inne przykłady? Gdy przyjrzymy się programom dla dorosłych, które Mama i Tata Świnka oglądają, zobaczymy niesamowicie durny show z Panem Ziemniakiem w roli głównej. Gdy zaś rodzina siada do komputera, gra w abstrakcyjną Panią Kurkę.

Powtarzającym się od czasu do czasu motywem jest też ekipa drogowców pod przywództwem Pana Byka. Gdy na jezdni pojawia się minimalna choćby skaza, budowlańcy rozkopują drogi i blokują cały ruch w okolicy. Wymowne.

Podobnie „dwuwarstwowa” jest świetna „Peg + Kot”, czyli bajka edukacyjna, wplatająca w fabułę szalonych przygód dla dzieci problemy matematyczne. Humor z rodzaju bardziej slapstickowego kierowany jest do dzieci, dorośli docenią zaś Prosiaczka i jego obsesję dotyczącą trójkątów, która w pewnym momencie doprowadza nawet do przemiany bohatera w superzłoczyńcę. W jednym odcinku pojawia się też wiekowa hipiska.

Czytaj także: Świnka Peppa oskarżona o... demoralizowanie dzieci

„My Little Pony” dla trzydziestolatków

Jeszcze głośniejsza jest sprawa dorosłych fanów serialu „My Little Pony” – tzw. bronies, czyli facetów po trzydziestce zakochanych w przygodach kucyków z Ponyville. Ci doceniają w kreskówce nawiązania do klasycznych tropów literatury fantastycznej czy do popkultury w ogóle. Niektóre fabuły są naprawdę rozbudowane i aż pękają od nawiązań. Przykładem wątek kucykowego odpowiednika Indiany Jonesa.

Przy czym ta „dorosłość” może niekiedy wyjść starszym odbiorcom na złe. Oglądana przez nas kultowa bajka „Tomek i przyjaciele”, której bohaterami są lokomotywy z wyspy Sodor, to de facto… wyjątkowo mroczna opowieść o piekle Sztucznej Inteligencji. Dzieci widzą urocze, gadające ciuchcie, uwikłane w czysto dziecięce problemy: zazdrości, rywalizacji czy zachłanności. Dorosły może zaś dojrzeć opowieść o świadomych maszynach, indoktrynowanych przez Grubego Zawiadowcę. Ich jedynym celem jest użyteczność. I są wręcz terroryzowane – za lenistwo grożą surowe, czasem okrutne kary. Same lokomotywy to istoty szalenie zawistne, pełne złości i niewahające się przed niczym, by pokazać się jako ci bardziej użyteczni.

Czytaj także: Krwawe bajki dla młodzieży

Telewizja dogania literaturę dziecięcą

Internet pełen jest bardzo niepokojących informacji o twórcy „Tomka…” i mrocznych aspektach tych fabuł, które upewniają każdego zaniepokojonego rodzica, że jego spostrzeżenia wobec bajki są uzasadnione. Jeśli czyjaś pociecha kocha pociągi, polecałbym jednak „Stacyjkowo”.

Interesujące, że telewizja zaczyna powoli doganiać literaturę dziecięcą, której autorzy i autorki coraz częściej mają świadomość, kto czyta maluchom te wszystkie bajki, kto każdego wieczora razem z córeczkami i synkami przeżywa przygody baśniowych postaci. Bo, wbrew pozorom, zadowolenie dwóch tak skrajnych grup odbiorców jest wykonalne – Pixar robi to przecież od lat.

Tylko może niech już nikt nie idzie drogą, a raczej torami, Tomka i jego przyjaciół...

Czytaj także: Nowa polska animacja dla dzieci

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj