„Ucho”, czyli Prezes w szpitalu, a myszy harcują
W „Uchu prezesa” tytułowy bohater dochodzi do siebie po operacji kolana. A państwo jest jak sparaliżowane, bo bez władcy marionetki nie wiedzą, jak tańczyć.
„Ucho prezesa”
Youtube

„Ucho prezesa”

Po raz kolejny sprawdza się zasada, że serial satyryczny Showmaxa najlepszy jest wtedy, gdy karykatury prawdziwych postaci wpisuje w fikcyjne fabuły. Gdy coś opowiada, a nie odtwarza wydarzenia. Gorzej wypada zaś w odcinkach, w których de facto nic się nie dzieje poza tym, że Prezesa odwiedzają kolejni goście – ot, karuzela śmiesznych postaci.

Prezes przyjmuje gości

Niestety takim odcinkiem jest „Polska na kolanach”. Bo o czym opowiada? O niczym. Prezes w poprzednim epizodzie był w szpitalu i nadal w nim jest. Płaszczak jak przy nim czuwał, tak czuwa. Pani Basia jak siedziała na korytarzu i biadoliła, tak biadoli. Poza tym wpadają Jolanta Szczypińska i Marta Kaczyńska, są dzieci z podstawówki z kwiatami dla Prezesa, jest i Małgorzata Wasserman, donosząca, że komisja ds. Amber Gold osiąga swoje cele i właśnie szykuje się do przesłuchań najważniejszych świadków. Prezes rzecz jasna przypomina, by Donalda przesłuchać tuż przed wyborami.

Prezes stworzony ze sprzeczności

Odcinek trwa 17 minut – treści w tym niewiele i brak nowego przekazu. Wracamy do Prezesa jako jedynego normalnego w otoczeniu wariatów, kogoś z zapędami dyktatorskimi, ale generalnie troszczącego się o wizerunek państwa i szarych obywateli. Dlatego pyta o helikoptery dla wojska, samochody elektryczne, spór z Unią, a wreszcie o niepełnosprawnych. Słyszy na to od Płaszczaka, że helikoptery są, na ulicach wyłącznie auta elektryczne, Unia przeprosiła, Żydzi przeprosili, a niepełnosprawni dostali pieniądze, wyzdrowieli i poszli.

W „Uchu prezesa” tytułowy bohater jest stworzony ze sprzeczności. Z jednej strony jest tak potężny, że gdy go nie ma, państwo staje w miejscu – każdy boi się cokolwiek zrobić bez rozkazu z Nowogrodzkiej. Z drugiej strony – jest zamknięty przez swoich podwładnych w informacyjnej bańce, faszerowany tym, co oni sami chcą mu powiedzieć.

Czytaj także: W „Uchu” powstaje superprodukcja o Prezesie

„Uchu” przydałby się powiew świeżości

Produkcja Showmaxa trochę goni własny ogon, wracając do wątków, postaci, a nawet żartów, które już raz widzieliśmy. Dodatkowo często pojawia się tu humor bardziej slapstickowy, nieodwołujący się do polityki i niczego niekomentujący. Dostajemy raczej coś rodem z komedii z Jimem Carreyem – przykładem scena wieńcząca odcinek. Trzeba więc czekać na powiew świeżości.

Czytaj także: Powrót politycznej satyry

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj