Kultura

Książki są w Polsce coraz ładniej i staranniej wydawane

. . Polityka
Na przekór fatalnym wynikom badań czytelnictwa polski rynek książki dojrzewa, czego dowody widać w księgarniach: tytułów jest coraz więcej i prezentują się coraz lepiej. Wydawcy dostrzegli potencjał publikacji dla bibliofilów.
.Polityka .
.Polityka .
.Polityka .
.Polityka .

Polacy lubią lamentować nad stanem czytelnictwa nad Wisłą. Słusznie? W 2017 r. wydano u nas 36 tys. książek, w tym 10 tys. beletrystycznych. Najwyraźniej nie mamy u siebie literackiej pustyni – publikuje się tak dużo, że aby być na bieżąco, trzeba chyba czytać zawodowo. Coraz łatwiej trafić w księgarniach na przekład ważnej światowej publikacji. W miesiącach „okołotargowych”, czyli od kwietnia do czerwca (w maju są Targi Książki w Warszawie) i od września do listopada (w październiku wydawcy handlują na targach w Krakowie), premier jest tyle, że gdyby nieczytający przeczytali same tytuły, wyszłaby jedna pełna książka.

Nie jesteśmy literackim trzecim światem. Najważniejsze tytuły prawie bez wyjątku są u nas publikowane, w tym spora część jednocześnie lub prawie jednocześnie z premierą oryginału. To olbrzymia zmiana w porównaniu do stanu sprzed dekady.

Polski rynek książki ma do odrobienia straty względem rynku anglosaskiego (czyli największego i najważniejszego na świecie) jeszcze pod względem jakości wizualnej. Z treścią nie mamy już problemu, o czym świadczy m.in. uznanie dla Wioletty Grzegorzewskiej czy tegoroczny laur Man Booker International Prize dla Olgi Tokarczuk. Pozostaje opakowanie – okładki i jakość wydań.

Minimalizm, luksus, złocenia

Wizyta w księgarni w Londynie czy Nowym Jorku sprawia, że łka serce (czyt. portfel) polskiego bibliofila. Półki pełne są książek tak olśniewająco pięknych, że chce się je kupić już dla okładki. Gorzej – chce się kupić nawet te pozycje, które ma się już w wersji polskiej. Oraz wszystkie dostępne wydania klasyki – od tych z minimalistycznymi okładkami po ociekające luksusem edycje w rozmiarach monumentalnych, w okładkach imitujących skórę i ze złoceniami na brzegach kart.

.Polityka.

To z pewnością kwestia wielkości rynku. Wyższe nakłady umożliwiają przygotowanie droższych edycji – koszty rozłożą się na dziesiątki czy setki tysięcy egzemplarzy. Ważne jest też to, że w Stanach i Wielkiej Brytanii życie książki przebiega w trzech etapach: najpierw jest wydanie twardookładkowe, potem miękkookładkowe, na końcu edycja kieszonkowa. Nakłady są wyższe na kolejnych etapach, a ceny niższe. Zamożniejsi zaopatrują się w drogie i ekskluzywne wydania, a ci z mniejszymi budżetami zadowolą się tzw. pocketem. Rzecz jasna nie każdy tytuł „zalicza” wszystkie trzy iteracje. Ale zwykle tak się dzieje.

Polski rynek jest na to zbyt mały. Wydawcy dzielą czasem pierwszy nakład, wydając jego część w wersji miękkookładkowej („budżetowej”), a część w twardej lub w tzw. zintegrowanej oprawie.

Polski rynek książki też pięknieje

Coś się jednak zmienia. Naturalnie na pierwszy ogień idą klasyka i bestsellery. Doczekaliśmy się w ostatnich kilkunastu miesiącach nowych, pięknych edycji książek Tolkiena – od „Władcy pierścieni”, przez „Silmarillion”, po „Hobbita” w wersjach pokaźnych rozmiarowo, z obwolutą i mnóstwem ilustracji Alana Lee (pracował przy ekranizacji „Władcy...”), czy Teda Nasmitha. Ten sam wydawca, Zysk i S-ka, wypuścił na rynek opasłą wersję „Gry o tron” z mnóstwem ilustracji oraz zbiór powiązanych z nią fabularnie mikropowieści George’a R.R. Martina „Rycerz Siedmiu Królestw”, wzbogacony grafikami Gary’ego Gianniego.

Prószyński wziął się także za klasykę fantastyki, przygotowując zbiorcze edycje dzieł Ursuli K. Le Guin czy „Belgariady” Davida Eddingsa z okładkami Piotra Cieślińskiego (Dark Crayon), odpowiedzialnego także za piękny tom opowiadań Harlana Ellisona „To, co najlepsze” oraz wspaniałe, oparte wyłącznie na liternictwie okładki powieści i zbiorów opowiadań Neila Gaimana (to już wydawnictwo MAG).

.Polityka.

grafika

Na polu fantastyki wydawcy już od dłuższego czasu rywalizują nie tylko treścią, ale i jakością edycji. Przykładem „Szóstka wron” Leigh Bardugo z klimatycznie zaczernionymi brzegami stron lub wydana niedawno „Toń” Marty Kisiel z przepięknymi ilustracjami Tomasza Majewskiego. Jeżeli zaś ktoś szuka prawdziwej graficzno-bibliofilskiej uczty, powinien sięgnąć po najnowsze edycje serii o Harrym Potterze. Proza J.K. Rowling została wzbogacona grafikami Jima Kaya.

Piękne okładki prozy z głównego nurtu

Otwierają się oczy także wydawcom tzw. literatury głównonurtowej. Na przykład wydawnictwo W.A.B. przy okazji publikacji nowej powieści Michaela Chabona „Poświaty” wznowiło po raz kolejny wspaniały „Związek Żydowskich Policjantów” – tak pięknie, że od razu się w nie zaopatrzyłem, mimo że mam zarówno amerykańską edycję kieszonkową, jak i poprzednią polską edycję w miękkiej okładce. Z kolei Sonia Draga wydała nominowaną do Bookera książkę „Drzwi na zachód” Moshina Hamida. Śmiało można powiedzieć, że polskie wydanie jest o kilka klas piękniejsze od oryginału.

.Polityka.

grafika

grafika

Przykładów jest więcej. W.A.B. można jeszcze chwalić za ciekawie zaprojektowaną „Stopę od nogi” Marty Kozłowskiej, Świat Książki za „Republikę świecidełek” Pawła Sajewicza, Otwarte za „Całe życie” Roberta Seethalera czy SQN, które niedawno olśniło antologią „Inne światy” – opowiadaniom Jacka Dukaja, Jakuba Małeckiego, Aleksandry Zielińskiej czy Jakuba Żulczyka towarzyszą obrazy Jakuba Różalskiego, które stanowiły inspiracje dla składających się na ten tom tekstów literackich. A Wydawnictwo Literackie przy okazji publikacji nowej książki Doroty Masłowskiej, „Innych ludzi”, pokazało, że słowo „książka” w Polsce nie zawsze musi oznaczać to samo.

Powtórzę więc: coś się rusza. Może i czytelnictwo spada, ale najwyraźniej tych, którzy czytają i kupują, jest wystarczająco wielu, by wydawcom opłacało się dla nich starać. Dobrze. Nasz rynek powoli dojrzewa.

.Polityka.

grafika

grafika

Reklama

Czytaj także

Żyjmy Lepiej

Dziesięć tysięcy kroków

Chodźmy chodzić, maszerować z kijami i biegać. Plan minimum to dziesięć tysięcy kroków dziennie. Można też zwiększyć obroty, ale trzeba to robić z głową.

Marcin Piątek
28.07.2020
Reklama